Podróżuję pociągiem dość często ze względu na moją pracę – mam wyjazdy służbowe w różne regiony. Teraz chcę się wypowiedzieć za wszystkie lata – najbardziej denerwują mnie nieodpowiedzialne matki z małymi dziećmi.
Ostatni przypadek jest na granicy rozsądku. Wzięłam przedział, żeby mieć minimalny kontakt z innymi ludźmi i żeby odpocząć. Moimi sąsiadami okazała się matka i około roczne dziecko. Od progu powiedziała, że będzie karmić piersią i muszę się przejść na 30 minut, a potem siedzieć cicho, aż ją położy spać. Ok, mogę siedzieć cicho, ale dlaczego mam stać w przedsionku przez pół godziny? W końcu zapłaciłam za swoje miejsce, niech mama sama w korytarzu karmi swoje dziecko, jeśli jej przeszkadza moje towarzystwo. Powiedziałam, że nie będę przyglądać się karmieniu, położę się i spokojnie poczytam.
Wtedy zadzwonił mój telefon. To była koleżanka i zanim zdążyłam odebrać, kobieta krzyczała na mnie, że prosiła o ciszę! Porozmawiałam z nią, a gdy matka karmiła dziecko. Potem powiedziałam jej, że nie mówiłam głośno i nie było późno, więc nie rozumiem pretensji. Kobieta odpowiedziała, że dziecko jest rozproszone, a ja przeszkadzam. Odpowiedziałam jej, że nie jestem w stanie dostosować się do rozkładu zajęć dziecka. Dziecko jest też dociekliwe, bo od razu zaczęło brać mój kubek termiczny, zwracało uwagę na tablet i telefon. Rozumiem, że dziecko interesuje się wszystkim, ale to są moje osobiste rzeczy.
Nie mam nic przeciwko uśmiechaniu się do dziecka i rozmowie z nim, ale nie chciałam go zabawiać przez całą drogę. Dzieci są mi obojętne, więc po pochwaleniu dziecka założyłam słuchawki i czytałam. Matka jednak uznała, że dziecko może deptać po mojej półce, po stole, dotykać mnie i moich rzeczy. Poprosiłam ją, żeby tego nie robiła i powiedziałam, że jestem zmęczona. Matka się obraziła, ale zabrała dziecko. Zaparzyłam sobie herbatę i poszłam do toalety. Wróciłam, a tam niespodzianka – dziecko przewróciło kubek na siebie, miało oparzenie, a ona nie miała apteczki!
To jest efekt pozwalania dziecku na wszystko. Gdzie była w tym momencie matka? Jaka była moja wina? Powiedziano mi, że jak mogłam zostawić wrzątek na stole, skoro w przedziale było małe dziecko. Na szczęście miałam apteczkę z bandażem i bepantenem. Matka dziecka opatrzyła mu nóżkę i dała mu syrop Nurofen. Nie wytrzymałam i zapytałam jak dziecko dostało kubek termiczny. Kobieta powiedziała, że podobny kubek ma jego ciocia i on go chwycił, a ja musiałam źle zamknąć pokrywkę i wrzątek wylał się na jego nogę. Czy to normalne, że bierze się cudzą rzecz?



