Pewnego ciepłego letniego wieczoru postanowiłem wybrać się na spacer do parku. Nastrój był romantyczny, niedawno poznałem wspaniałą dziewczynę i cały czas o niej myślałem. Na weekend wyjechała do rodziców, więc o ponownym spotkaniu z nią mogłem tylko pomarzyć.
Szedłem cichą uliczką i jakoś od razu zauważyłem starszą parę. Oboje byli po osiemdziesiątce, siedzieli na ławce i cicho rozmawiali. Mężczyzna delikatnie trzymał swoją wybrankę za rękę, a ona patrzyła na niego czule. Było to tak wzruszające i niezwykłe, że nie mogłem się powstrzymać, chciałem ich poznać.
Starsi ludzie byli bardzo towarzyscy i chętnie się ze mną przywitali. Najpierw rozmawialiśmy o pogodzie, a oni pytali, dlaczego idę sam. Wtedy postanowiłem zadać pytanie:
– Od jak dawna jesteście razem?
Odpowiedź mnie zszokowała. Janina, bo tak miała na imię moja nowa znajoma, roześmiała się i powiedziała:
– My jesteśmy razem przez całe życie. Nawet nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Michała.
Historia, którą mi opowiedzieli, na zawsze pozostanie w mojej pamięci.
Rodzice Janiny i Michała mieszkali przed wojną w Warszawie na tej samej dzielnicy i podobno ich rodziny przyjaźniły się. Mała Janina i Michał urodzili się praktycznie tego samego dnia. Trudno więc powiedzieć, kiedy doszło do ich pierwszego spotkania. Ale odkąd sięgają pamięcią, zawsze byli razem. Razem dorastali, razem spacerowali i razem chodzili do przedszkola. Michał był opiekunem Janinki, jak ją nazywał i nazywa do dziś.
Gdy wybuchła wojna, ojcowie dzieci wyruszyli na front. Nastały ciężkie i straszne czasy. Z każdym dniem było coraz mniej jedzenia. Mama Janiny pracowała w fabryce i pewnego dnia, wracając do domu, zadzwoniła do sąsiadki. Długo rozmawiały, potem zebrały dzieci i zaprowadziły je do punktu zbiórki. Tam powstawały grupy dziecięce ewakuujące się do bezpiecznych miejsc. Janina z Michałem nigdy więcej nie zobaczyli swoich rodziców. Ich ojcowie zginęli na wojnie, a matki zmarły z głodu lub choroby.
Dzieci zostały zabrane z dala od wojny. Kiedy kobieta, która przywiozła chłopca i dziewczynkę na miejsce, popatrzyła na nich, zapłakała, przycisnęła dzieci do siebie i powiedziała:
– Moi drodzy, teraz wszystko będzie dobrze!
Dzieci nazywały ją mamą Zosią. Z powodu stresu nie mogły prawidłowo się odżywiać, były bardzo słabe i długo chorowały, ale miłość i troska zrobiły swoje. Stan ich zdrowia zaczął się poprawiać, a okropności wojny zostały zapomniane i zatarły się w pamięci.
Po wojnie pozostały z mamą Zosią. Pomagały w pracach domowych, chodziły do szkoły i przyjaźniły się z innymi.
Ale przyszedł moment, kiedy sama mata Zosia powiedziała do nich:
– Moi kochani, Janinko i Michale, skończyliście szkołę i teraz musicie pomyśleć o swojej przyszłości, musicie kontynuować naukę. Powinniście wrócić do Warszawy, podjąć studia i zdobyć wyższe wykształcenie, a ja będę się cieszyć, że dobrze sobie radzicie!
Tak więc sprawa została załatwiona. Mieszkania, w których oboje mieszkali przed wojną, były teraz zajęte przez obcych ludzi. Oboje z powodzeniem dostali się na uniwersytet, rok później wzięli ślub i otrzymali pokój w internacie.
Dorosłość nie była straszna, ponieważ młodzi ludzie byli razem. Byli zjednoczeni w radości i bólu.
Tak właśnie Janina i Michał szli przez życie – ramię w ramię.
Słuchałem ich historii i pomyślałem, że mógłbym pozazdrościć im tej miłości, która trwa przez lata. Czy byłbym w stanie prowadzić takie życie rodzinne?



