Moja żona przez całe życie była bardzo głośna i krzykliwa. Wytrzymanie całej kłótni z nią jest niebezpieczne dla moich bębenków słuchowych. W domu mamy kota, który nie znosi krzyku, potrafi łapać, atakować i gryźć.
Dziś rano, pokłóciłem się z żoną o pozostawione w zlewie naczynia, których z pewnością tam nie włożyłem. Wciąż pytała: „Czy to się tam pojawiło w magiczny sposób?”, jak to zawsze robi, przechodząc do krzyku. Kotu wcale się to nie spodobało. W odwecie za krzyki, podszedł do niej i delikatnie ugryzł ją w kostkę. Od razu przestała na mnie kląć i zajęła się kotem.
Z rozbawieniem obserwowałem, jak groziła mu pięścią, szykując się do kolejnego ataku. Za drugim razem podniosłem nogę, odpychając kota na bok i chroniąc kostki mojej żony przed kolejnymi ugryzieniami. Obydwoje bezpiecznie zapomnieliśmy o naczyniach, a kiedy już sobie przypomnieliśmy, było to bezpośrednio związane z „paskudnym kotem”. Uwielbiam za to naszego kota – wie, jak mnie ratować, gdy jako pierwszy przerywa kłótnię.



