W naszej szkole uczyła się dziewczynka sierota. Mieszkała z babcią, bardzo wiekową i niezwykle pobożną. W każdą niedzielę szły razem do kościoła, przechodząc obok naszego domu, obie równie szczupłe, delikatne, w śnieżnobiałych chustkach. Mówiono, że babcia zabrania jej oglądać telewizję, jeść słodycze i śmiać się głośno, żeby diabły nie dostały się do jej ust, a myć kazała jej się wyłącznie lodowatą wodą.
Podśmiewaliśmy się z niej. Ona patrzyła na nas swoimi szarymi, poważnymi oczami i mówiła: Boże, zmiłuj się nad nimi, nie wiedzą, co czynią. Nikt nie chciał się z nią przyjaźnić, uznawaliśmy ją za dziwaczną. Miała na imię Wiktoria. Wiktoria Kowalska.
Za moich czasów szkolna stołówka serwowała mało apetyczne dania. Ale w piątki były drożdżówki z herbatą albo parówka w cieście z kakao i mała czekoladka. Gdy kolejny raz dokuczaliśmy Wiktorii, ktoś ją szturchnął, wpadła na mnie, a ja uderzyłam się o stół z tacą pełną szklanek z kakao cała ta czekoladowa fala rozlała się na dwóch starszych uczniów.
No dobrze mruknęli starszacy.
Uciekamy powiedziałam, złapałam Wiktorię za rękę i pobiegłyśmy do naszej klasy. Miałam wrażenie, jakby goniła nas banda Kozaków i stado żubrów. Ostatnie dwie lekcje były z matematyki. Za szklaną drzwiami czaiły się dwie postawne sylwetki. Czasem drzwi się uchylały i zaglądały przez nie dwie głowy, potem szepcząc coś między sobą. Wiedziałam, co nas czeka mówiąc klasykami dochodzenie, sąd i wyrok.
Najważniejsze to niepostrzeżenie wyskoczyć z klasy, znam wyjście na strych, tam przeczekamy do zmroku, potem uciekniemy do domu.
Nie odpowiedziała Wiktoria wyjdziemy tak, jak wychodzą dziewczynki. Za dnia i spokojnie.
Ale Wiktoria, przecież oni Nam
Co? Co nam zrobią? Wyleją kefir na głowę? Nakrzyczą? Pobić piątoklasistki? Co?
No
Nawet jeśli nas pobiją, to pobiją raz. A jak nie pójdziesz, będziesz się bać każdego dnia.
Wyszłyśmy z klasy razem z innymi. Jak dziewczynom przystało skromnie. Dwóch starszych chłopców stało opierając się o ścianę.
Ej, małolatki, która zgubiła? chłopak trzymał mój portfel z Myszką Miki i dziesięcioma złotymi (na basen i plastyczną świetlicę).
Proszę wręczył mi portfel i nie uciekaj już więcej.
Wracałam do domu, machając tornistrem, myśląc, jaka to dobra jest ta codzienność. Jak wszystko się dobrze ułożyło. I jak to wspaniale, że mam taką nową koleżankę.
Może zadzwonię do mamy? Ona zadzwoni do twojej babci, poprosi ją, żeby cię puściła, pójdziemy do mnie oglądać bajki? Czy ci nie wolno?
Wiktoria przewróciła oczami.
Chodź, poprosimy babcię o wafle z kajmakiem, dziś piekła.
Przyjaźniłyśmy się przez wiele lat, zanim życie rozrzuciło nas po różnych krańcach świata.
Ale zawsze pamiętam ten jeden, pierwszy raz.
Skok z wysokiej wieży do niebieskiego lustra basenu przeraża. Ale przeraża tylko raz.
Robienie czegoś nowego budzi strach. A jakie najgorsze może się wydarzyć? Powiedzą, że jestem głupia? Powiedzą raz. A potem będę mówić to sobie każdego dnia.
Bać się raz albo każdego dnia.
Strach musisz pokonać jeden raz. Albo pozwolisz mu rządzić swoim życiem każdego dnia.
Wybór należy do ciebie.


