Jako dziecko byłam prześladowana, ponieważ pochodzę z biednej rodziny. Nasze miasto jest małe, wszyscy się znają. Wszyscy wiedzą, że pochodzę z biednej rodziny. W naszej rodzinie było troje dzieci. Mój ojciec zginął w wypadku na budowie, kiedy miałem zaledwie dwa lata. Prawie go nie pamiętałam. Żyliśmy na skraju ubóstwa. Moja mama pracowała rano jako nauczycielka w przedszkolu, a potem jako sprzątaczka w restauracji, żeby nas wyżywić.
Ale jej pensja była niska, więc zawsze było za mało pieniędzy i jedliśmy bardzo skromnie. Moje życie zmieniło się w piekło, kiedy poszłam do szkoły. Odstawałam od kolegów z klasy z powodu moich ubrań, które mama kupowała w sklepach z używaną odzieżą, dlatego dzieci się nade mną znęcały. Sebastian był tym, który znęcał się nade mną najbardziej, stałam się jego workiem treningowym, ciągle się ze mnie wyśmiewał i wyzywał. Jako dziecko byłam niepewna siebie i nieśmiała, więc cierpiałam w milczeniu. Stałam się wyrzutkiem, siedziałam sama w ostatniej ławce, nikt z klasy ze mną nie rozmawiał. Byłam samotna, ale przyzwyczaiłam się do tego. Trwało to aż do piątej klasy. Dziewczyna z ciemnymi warkoczami, która miała na imię Agnieszka, przeniosła się do nas z innej szkoły.
Agnieszka uważała, że stosunek moich kolegów do mnie jest wyjątkowo niesprawiedliwy. Nie bała się stanąć po mojej stronie przeciwko całej klasie.
Pewnego razu, podczas lekcji prowadzonej przez wychowawczynię, wstała i powiedziała: „Pani Aniu, dlaczego Pani pozwala, aby w Pani klasie znęcano się nad uczennicą?”. Nauczycielka była zdezorientowana, po prostu się nie wtrącała, ignorując swoje obowiązki. „Zamknij się, głupia!” – krzyknął Sebastian z ostatniej ławki. „Ty się zamknij, tchórzu, potrafisz tylko gnębić słabeuszy i dziewczyny!”. Patrzyłam na nią z podziwem – taka mała, ale taka odważna. Po tym incydencie wychowawczyni klasy zaczęła dizałać. Rodzice Agnieszki pracowali w administracji miasta i bała się, że dziewczynka może im o tym powiedzieć. Znęcanie się ustało. Agnieszka i ja przyjaźnimy się do dziś.



