Jeszcze przed pobytem w szpitalu mój mąż obiecał mi, że zapewni mi i naszemu synowi najspokojniejsze i najlepsze życie, o jakim kiedykolwiek mogliśmy marzyć. Byłam niesamowicie szczęśliwa, słysząc jego słowa. To dziecko było bardzo chciane i oboje chcieliśmy zapewnić mu szczęśliwe dzieciństwo, świetlaną przyszłość i spokojne życie w ogóle. Chłopiec urodził się zdrowy, bardzo piękny i dość duży jak na noworodka.
Wyszłam z dzieckiem ze szpitala, a na zewnątrz czekał na mnie tylko mój ojciec, bez męża. To było trochę smutne. Wszyscy patrzyli na mnie z politowaniem, mówiąc: „Biedactwo, pewnie mąż ją zostawił”. A co może być ważniejsze dla ludzi niż ich własne dziecko? Później okazało się, że mąż miał pilne sprawy do załatwienia we wsi, w której mieszkali jego rodzice. To mnie trochę uspokoiło, bo myślałam o różnych innych rzeczach…
Zaczęłam czekać na jego powrót. Wysyłał pieniądze, czasem pytał, co z dzieckiem, ale nigdy się nie pojawił, miałam wrażenie, że tylko opłaca alimenty, a my zostaliśmy sami. Nie było go przez tydzień, miesiąc, a potem minął rok. Całkowicie straciłam nadzieję, że mój mąż kiedykolwiek wróci do rodziny. Spełniły się moje najgorsze sny – znalazł sobie inną kobietę. Tak bardzo go kochałam, a on przysiągł, że będzie ze mną, ale zostawił mnie w dniu, który miał być najszczęśliwszym w moim życiu.



