W dniu spotkania z teściową nie przyjęła ode mnie podarowanego bukietu róż i poprosiła syna o wyrzucenie kwiatów. Dopiero po wielu latach powiedziała mi, dlaczego tak bezczelnie postąpiła.

Wyszłam za ukochanego mężczyznę. Zawsze myślałam, że teściowa jest jak druga matka i marzyłam o dobrych stosunkach z przyszłą teściową. Mąż przedstawił mnie swojej matce przed ślubem. Bardzo się martwiłam, chciałem ją zadowolić we wszystkim. Na pierwsze spotkanie upiekłam lekkie ciasto z truskawkami, wybrałam czerwone róże. Mój narzeczony powiedział, że jego matka uwielbia czerwone róże. Przyjęła mnie z niezadowolonym wyrazem twarzy i rozmawiała ze mną, zaciskając usta. Kiedy wręczyłam jej kwiaty, poprosiła syna, aby wyrzucił bukiet, mówiąc, że nie znosi róż. Zauważyłam, jak bardzo mój narzeczony się zdziwił .

Następnie stwierdziła, że nie je słodyczy i wcale nie lubi ciasta truskawkowego, mówiąc, że jest uczulona. Nie spodziewałam się takiego przyjęcia. Nasza relacja nie zaczęła się dobrze. Pod każdym względem teściowa dała do zrozumienia, że mnie nie lubi i nie jest ze mnie zadowolona. Starałam się nie zwracać na to uwagi, ale byłam bardzo zdenerwowana. Nie przyszła nawet na nasz ślub cywilny, nie przyszła też w dniu, kiedy po urodzeniu przyjechałam z dzieckiem do domu. Z biegiem czasu nasze relacje stały jeszcze się bardziej napięte. Za każdym razem, gdy do niej przychodziliśmy, byłam ostro krytykowana, nie podobały mi się moje prezenty, przygotowane przeze mnie sałatki – albo były zawsze przesolone, albo za tłuste, a ciasta były bez smaku, mięso za to przesuszone.

Powiedziała, że w ogóle nie umiem gotować i tylko marnuję jedzenie. Przyzwyczaiłam się już do tej jej postawy, chociaż było mi bardzo ciężko. Jak to mówią – czas układa wszystko na swoim miejscu. Po ciężkim złamaniu nogi zmieniła się, zaczęła zwracać się do mnie normalnie. Poprosiła mnie nawet o przebaczenie. Sama przyznała, że przez cały ten czas widziała, jak próbowałam nawiązać z nią dobrą relację, powiedziała, że nie zapomniała o naszym pierwszym spotkaniu, kiedy poprosiła syna, aby wyrzucił kwiaty. Uspokoiłam ją i powiedziałam, że się nie gniewam i dawno jej wybaczyłam. Zaproponowała, żebyśmy zamieszkali razem, ale nie zamierzam mieszkać z nią pod jednym dachem. Nie zmienię swojego życia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 − sześć =

W dniu spotkania z teściową nie przyjęła ode mnie podarowanego bukietu róż i poprosiła syna o wyrzucenie kwiatów. Dopiero po wielu latach powiedziała mi, dlaczego tak bezczelnie postąpiła.