Raz w roku widziałam moją babcię Stanisławę ze strony ojca i praktycznie nic o niej nie wiedziałam. Natomiast babcia ze strony matki, była moją babcią na co dzień. W wieku dwudziestu pięciu lat, po ukończeniu studiów medycznych, odbyło się moje wesela. Wszyscy krewni, w tym babcia Stanisława, zostali zaproszeni na ślub. Nie widziałem jej od ukończenia liceum. Matka mojego ojca, jako jedyna dała nam taki prezent, powiedziała:
– Daję wam sto złotych, więcej nie mam.
– Mamo, mówisz poważnie?! To twoja wnuczka! – Oburzył się mój ojciec.
Wydawało się, że tato w ogóle nie rozumie czynu swojej matki.
Na tym przerwał i wyszli na zewnątrz. Oboje rozmawiali o czymś przez krótki czas, potem babcia Stanisława wzięła taksówkę i odjechała, nie żegnając się z nikim. Nie męczyłam ojca pytaniami, bo widziałam jego kiepski nastrój. Lecz następnego dnia zapytałam:
– Tato, dlaczego babcia wyjechała, o czym z nią rozmawiałeś?
– Widzisz, moja matka nie jest tylko emerytką, żyje nie tylko na emeryturze, ma pięć mieszkań. Sama zajmuje jedno, a cztery wynajmuje, jest milionerką. Mogła Ci dać bardziej godny prezent, stać ją na to.
Można wyobrazić sobie moją twarz, kiedy dowiedziałam się, ile pieniędzy ma babcia Stanisława. Mój ojciec kontynuował:
– O tym z nią właśnie rozmawiałem, zanim odjechała. Nam z Twoją mamą też nic nie pomogła, jest bardzo chytra, nawet dla bliskich.
– Nie martw się tato, damy sobie rade bez jej pieniędzy. Sami wszystko zarobimy.
W ten sposób, wiele się dowiedziałam o mojej babci Stanisławie. Nie rozumiałam, jak można tak potraktować wnuczkę, jak kogoś obcego.

