W cudzych skrzydłach

Na łaskawym chlebie

– Pani Janino, dzisiaj o szóstej są wywiadówki u Kacpra. Musi pani iść do szkoły, bo my z Jackiem nie zdążymy. Żeby pani nie zapomniała, zadzwonię koło piątej i przypomnę oznajmiła synowa Kinga z przedpokoju, jednocześnie poprawiając szminkę.

– Kinguś, może jednak wy sami? Słuch mam słaby. Tam tyle rodziców. Wszyscy coś proponują, a ja tylko się denerwuję odparła Janina Kowalska, wychodząc ze swojego pokoju.

– Pani Janino, no przecież Jacek pracuje do nocy, a ja mam raporty. Pani i tak siedzi w domu! Znowu to samo zirytowała się Kinga.

– Kinga, ja nie tylko tak siedzę. Sprzątam, chodzę po zakupy, obiad dla Kacpra gotuję A mam już przecież sześćdziesiąt siedem lat upierała się Janina.

– Chyba chce się pani rano pokłócić. Będzie mi pani wypominać, że wnukowi zupę gotuję. A to pani jedyny wnuk, niech pani pamięta! Jacek, no powiedz coś! Kinga była już poza sobą, zwracając się do męża.

– Mamo, no serio. Idź i już. Posiedzisz, posłuchasz. Jeśli będą zbierać na coś pieniądze, od razu pisz, przeleję. Nic trudnego Nie rozumiem, po co ta sprzeczka spokojnie odpowiedział Jacek, syn Janiny.

– Nie ważne. I tak nie mogę dzisiaj. Miałam swoje plany cicho powiedziała Janina.

– No to zajmij się pani swoimi planami! Wszyscy przyjdą rodzice, a nasz będzie jak sierota! Dziękuję za zepsuty humor! krzyknęła Kinga i wybiegła z mieszkania, trzaskając drzwiami.

– Właśnie, że wszyscy rodzice powiedziała Janina i wróciła do swojego pokoju.

Jacek jeszcze chwilę postał w przedpokoju, poprawił krawat przed lustrem, wziął laptopa i też wyszedł.

– Wychodzę. Kacper, nie spóźnij się do szkoły na pierwszą lekcję. Po tych słowach drzwi znów się zatrzasnęły.

W mieszkaniu zapanowała cisza

Dwunastoletni Kacper był już ubrany do szkoły. Ostatnie minuty przed wyjściem chłopiec postanowił wykorzystać na granie w konsolę. Siedział w słuchawkach i nie słyszał, co dzieje się w mieszkaniu. A właściwie nie słyszał nic

Janina Kowalska siedziała w swoim pokoju na małej kanapie i patrzyła przez okno. Przez pięć lat, które spędziła w tej ciasnej klitce, zdążyła dokładnie poznać widok za szybą. Róg sąsiedniego bloku, brzoza, krzaki dzikiej róży i fragment placu zabaw wszystko to znała aż za dobrze. Bo większość wolnego czasu wieczorami i w weekendy spędzała właśnie tak siedząc na kanapie i wpatrując się w okno. Od dawna towarzyszyło jej wrażenie, że w mieszkaniu syna przypisano jej rolę niańki i służącej. I tak właśnie było. A przecież kiedyś jej życie wyglądało zupełnie inaczej

Janina urodziła się w zwykłej rodzinie. Od dziecka była skromną i grzeczną dziewczynką. Wszystko miała jak inni: szkoła, potem studia, pierwsza praca po rozdysponowaniu. Nie została w obcym mieście. Postanowiła wrócić w rodzinne strony.

Po powrocie zatrudniła się w lokalnej fabryce. Tam poznała przyszłego męża. Młody kierownik działu, Stanisław, od razu spodobał się dziewczynie. On też ją polubił. Po kilku miesiącach wzięli ślub. Potem urodził się synek Jaś.

Janina marzyła jeszcze o dziewczynce. Ale szczęśliwe plany się nie spełniły. Pewnego dnia do fabryki przyjechała młoda technolog z miasta. Mówili, że na długi delegat, żeby uruchomić nową linię produkcyjną. Barbara, bo tak miała na imię przyjezdna, rzeczywiście uruchomiła produkcję. A przy okazji zabrała Janinie męża.

Na początku kobieta wierzyła, że mąż wróci. Ale Stanisław sam wystąpił o rozwód, mówiąc, że zawsze marzył o życiu w dużym mieście. A tu taka okazja Barbara kobieta atrakcyjna, z mieszkaniem i meldunkiem w mieście. W skrócie Stanisław wyjechał, by żyć nowym życiem, zostawiając Janinę z małym synem. Ale alimenty płacił regularnie choć życiem dziecka nigdy się specjalnie nie interesował.

Janina Kowalska nigdy szczególnie nie narzekała na los. Ciężko pracowała, starała się dać synowi wszystko, co najlepsze, i wychować Jacka na porządnego człowieka. Jedyną rzeczą, która jej się nie podobała, było to, że syn odziedziczył po niej charakter był taki sam łagodny, ustępliwy i dobrotliwy.

Jacek dorósł, poszedł na studia. Pewnego dnia oznajmił matce, że w weekend przyprowadzi do domu swoją dziewczynę przyszłą żonę. Nie można powiedzieć, żeby Janina ucieszyła się z tej wiadomości. Przyzwyczaiła się żyć z synem, a teraz okazywało się, że w ciągu kilku miesięcy zostanie sama w małym dwupokojowym mieszkaniu. Janina modliła się, by synowi trafiła się dobra dziewczyna, żeby od razu zapanowały dobre relacje.

W weekend Jacek, jak obiecał, przyprowadził ukochaną Kingę. Janinie synowa specjalnie się nie spodobała. Owszem, ładna i zadbana, ale zbyt żywiołowa i przebojowa. Jakoś wyobrażała sobie syna z dziewczyną skromniejszą. Ale nie wtrącała się. W końcu Jacek był mężczyzną, dorosłym i samodzielnym. Sam powinien zdecydować, z jaką żoną będzie mu lepiej.

Wkrótce wzięli ślub. Początkowo Jacek i Kinga mieszkali na wynajmowanym. Potem uzbierali na własne kawalerkę. Kilka lat później urodził się Kacper. Gdy chłopiec miał iść do szkoły, Kinga zaczęła poważnie myśleć o większym mieszkaniu i kimś, kto zajmie się synem.

– Jacek, może przekonasz twoją matkę? zapytała któregoś dnia męża.
– Do czego? nie zrozumiał od razu.
– No, żeby sprzedała swoje stare dwupokojowe i nasze. Kupimy trzypokojowe. Będzie miejsce dla każdego, a ona zajmie się Kacprem. Przecież trzeba go będzie odprowadzać do szkoły, wozić na zajęcia, pilnować lekcji. Mnie właśnie awansowali na kierowniczkę działu. Nie mogę ryzykować kariery. A ona i tak jest na emeryturze. Siedzi całe dnie w domu i nic nie robi.
– No, można spróbować niepewnie odparł Jacek.

Propozycja dzieci nie spodobała się Janinie.

– Kinguś, rozumiesz, nie chcę wam przes

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 − dziewiętnaście =

W cudzych skrzydłach