Valeria zmywała naczynia w kuchni, gdy wszedł tam Jan. Wcześniej wyłączył światło. — Jest jeszcze ja…

W kuchni Zofia zmywała naczynia, gdy do pomieszczenia wszedł Andrzej. Zanim wszedł, wyłączył światło.
Jeszcze jest jasno, nie ma sensu marnować prądu burknął ponuro.
Chciałam pranie włączyć powiedziała Zofia cicho.
W nocy puścisz odparł sucho Andrzej. Wtedy prąd tańszy. I nie puszczaj takiej silnej wody, jak odkręcasz kran. Strasznie dużo zużywasz, Zofia. Nie możemy tak żyć. Rozumiesz, że wylewasz złotówki na darmo?
Andrzej zmniejszył strumień wody. Zofia bezradnie spojrzała na męża, wyłączyła kran, wytarła ręce i usiadła przy stole.
Andrzej, czy zastanawiałeś się kiedyś nad sobą? zapytała nagle.
Codziennie tylko to robię odpowiedział złośliwie Andrzej.
I co widzisz?
Jako człowieka? dopytał Andrzej.
Jako męża i ojca.
Mąż jak każdy, ojciec jak każdy. Normalny, zwyczajny jak wszyscy. O co ci chodzi?
Chcesz powiedzieć, że wszyscy mężowie i ojcowie są tacy jak ty? zapytała Zofia.
Chcesz się kłócić? rzucił Andrzej.
Zofia poczuła, że nie ma odwrotu i trzeba pociągnąć tę rozmowę. Wiedziała, że musi to wreszcie dotrzeć do Andrzeja, jak ciężko z nim żyć.
Wiesz, Andrzej, czemu do tej pory mnie nie zostawiłeś? zapytała.
A czemu miałbym odchodzić? odpowiedział, krzywo się uśmiechając.
Choćby dlatego, że mnie nie kochasz odparła Zofia. Naszych dzieci także.
Andrzej chciał jej przerwać, ale Zofia nie pozwoliła:
I nie mów, że to nieprawda. Ty w ogóle nikogo nie kochasz. Nawet nie ma sensu o tym dyskutować. Chciałam ci powiedzieć, dlaczego mnie dalej tolerujesz.
Więc?
Z chciwości powiedziała Zofia. Z twojej bezdennej oszczędności. Bo dla ciebie rozstanie ze mną to najgorsza finansowa strata. Ile już razem jesteśmy? Piętnaście lat? Na co zostało to życie wydane? Poza tym, że mamy dzieci, co jeszcze osiągnęliśmy przez te piętnaście lat?
Mamy przecież jeszcze całe życie przed sobą odburknął Andrzej.
Nie całe, Andrzej. Przed nami tylko to, co zostało. Przez ten czas nigdy nawet na morze nie pojechaliśmy. Nawet nie mówię o zagranicy, ale przecież nawet w Polsce nigdzie nie byliśmy. Urlop zawsze tu w mieście. Nawet na grzyby za miasto nie jeździmy. Bo za drogo.
Bo oszczędzamy pieniądze powiedział Andrzej. Na przyszłość.
My? zapytała Zofia, zaskoczona. Może ty?
Przecież dla was się staram zapewnił.
Dla nas? Naprawdę? Przez całe lata składałeś moje i swoje pieniądze na koncie dla nas z dziećmi?
Dla kogo innego dzięki mnie mamy już ładny kapitał!
Mamy? zdziwiła się Zofia. Ty masz, ja nie widziałam z tego nic. A może mam czegoś nie rozumieć? Dobrze, sprawdźmy. Daj mi trochę pieniędzy, kupię nowe ubrania sobie i dzieciom. Bo piętnaście lat chodzę w tym, w czym za ciebie wyszłam, i w tym, co mi żona twojego starszego brata oddaje. Dzieci to samo, tylko po kuzynach. I najważniejsze! Wynajmę wreszcie własne mieszkanie, bo mam dosyć tej ciasnoty i mieszkania z twoją matką.
Mama wydzieliła nam dwie pokoje bronił się Andrzej. Masz teraz pretensje do matki? A dzieci… po co marnować pieniądze na stroje, skoro kuzyni już wyrośli i ubrania pasują.
A ja? zapytała Zofia. W czym mam chodzić? W ubraniach twojej bratowej?
Po co ci nowe rzeczy? Naprawdę ci żal? Przecież masz 35 lat, jesteś matką dwójki dzieci! Moda nie powinna cię interesować.
Więc o czym powinnam myśleć? dopytywała Zofia.
O sensie życia odpowiedział Andrzej. O rzeczach wyższych niż ciuchy, mieszkania i te wszystkie kobiece sprawki.
O czym mówisz? nie zrozumiała Zofia.
O rozwoju duchowym. Musisz wyżej podnosić swą świadomość, a nie zamartwiać się mieszkaniem i ubraniami.
Rozumiem westchnęła Zofia. Dlatego trzymasz wszystko na swoim koncie i nam nie dajesz? Ku naszemu szczęściu, żebyśmy się rozwijali duchowo? Tak?
Bo nie można wam ufać wybuchnął nagle Andrzej. Bo od razu wszystko wydacie! A z czego będziemy żyć, jakby się coś wydarzyło?
No właśnie, z czego? powtórzyła Zofia. Kiedy my w końcu zaczniemy żyć? Bo mam wrażenie, że według ciebie to coś już dawno przyszło!
Andrzej milczał, patrzył ponuro.
Oszczędzasz nawet na mydle, papierze toaletowym i serwetkach ciągnęła Zofia. Przynosisz mydło i krem do rąk z pracy, bo tam rozdają.
Grosz do grosza, a będzie kokosza rzucił Andrzej. Od takich wydatków się zaczyna.
Ustal choć orientacyjny termin: ile jeszcze tego wytrzymania? Dziesięć lat? Piętnaście? Dwadzieścia? Kiedy będzie nas stać na normalne życie? Z dobrą papierem toaletowym? Mam już 35 lat i nadal nic? Dobrze rozumiem?
Andrzej milczał.
Zgadnę. Czterdzieści lat? Może wtedy już można zacząć żyć?
Milczenie.
A może pięćdziesiąt? Wtedy wydamy parę groszy?
Znów nic.
A może sześćdziesiąt? Ile nazbieramy do tego czasu! I wreszcie kupię coś sobie i dzieciom.
Andrzej uparcie nie odzywał się.
Andrzej, wiesz, co pomyślałam? Zofii głos stawał się coraz bardziej poważny. Co, jeśli do tych sześćdziesięciu w ogóle nie dożyjemy? Jemy najgorsze jedzenie, bo tanie i dużo. Wiesz dlaczego? Bo takie łatwo się zajada. Ty nigdy nie pomyślałeś, że niszczysz nasze zdrowie? Ale nie to najgorsze, Andrzej. Ciągle mamy zły nastrój. Zauważyłeś? A z takim długo się nie żyje.
Jak odejdziemy od mamy i zaczniemy wydawać, nie będzie już na oszczędzanie powiedział Andrzej.
To prawda potwierdziła Zofia. Dlatego odchodzę. Mam już dosyć oszczędzania. Ty lubisz, ja nie chcę.
I jak ty sobie poradzisz?! nie wierzył Andrzej.
Poradzę sobie! Wynajmę mieszkanie, starczy mi pensji. Jeszcze zostanie na ubrania i jedzenie. I najważniejsze: nie muszę już słuchać twojego narzekania na prąd, wodę, gaz. Będę używać pralki w dzień, a nie nocami. Nie będę się martwić, gdy zapomnę zgasić światło w łazience czy kuchni. Kupię najlepszy papier toaletowy. Na stole zawsze będą serwetki. W sklepie kupię, co zechcę, nie czekając na promocje.
Ale przecież nie odłożysz już nic! z przerażeniem zauważył Andrzej.
Dlaczego nie? Odłożę alimenty od ciebie. Choć nie, masz rację tak naprawdę nie będę już oszczędzać. Ale nie dlatego, że nie mogę po prostu nie chcę. Wydam wszystko. Do ostatniego grosza. Będę żyć od wypłaty do wypłaty. A w weekendy dzieci przywiozę wam z mamą pomyśl jaka oszczędność. Ja wtedy będę chodzić do teatru, restauracji, na wystawy. Latem pojadę nad morze. Jeszcze nie wiem gdzie, ale na pewno zdecyduję. Wystarczy, że będę wolna.
Andrzej pobladł. Przeliczył szybko w głowie, ile mu zostanie po zapłaceniu alimentów i wydatków na dzieci. Najgorzej jednak zabolały go wyobrażone wydatki Zofii na podróże nad morze. To nie były, w jego opinii, zwykłe pieniądze; to były jego pieniądze.
Jeszcze jedno Zofia mówiła dalej. Ten twój rachunek, na którym trzymasz pieniądze, podzielimy.
Jak to podzielimy? wydukał Andrzej.
Po równo wyjaśniła Zofia. I ja też je wydam. Ile się przez te lata nazbierało? Spora suma. Te pieniądze też przeznam na życie. Nie będę oszczędzać na swoje życie, Andrzej. Będę żyć już teraz.
Andrzej próbował coś powiedzieć, ale nie był w stanie. Strach sparaliżował go i odebrał słowa.
A wiesz, jaką mam największą marzenie? powiedziała wtedy Zofia. Żeby, gdy kiedyś odejdę, na moim koncie nie było ani grosza. Wtedy będę mieć pewność, że wszystko wydałam na życie.
Po dwóch miesiącach Andrzej i Zofia się rozwiedli.

Bo w życiu nie chodzi o gromadzenie pieniędzy czy ciułanie każdej złotówki, lecz o to, by godnie i szczęśliwie przeżywać każdy dzień, dzieląc się radością z bliskimi i doceniając to, co mamy tu i teraz.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 + 6 =

Valeria zmywała naczynia w kuchni, gdy wszedł tam Jan. Wcześniej wyłączył światło. — Jest jeszcze ja…