W kuchni, przy zlewie, Joanna zmywa właśnie naczynia, gdy do środka wchodzi Paweł. Przed wejściem gasi światło.
Jeszcze jest jasno, nie ma co marnować prądu mruczy ponuro.
Chciałam wstawić pranie cicho odpowiada Joanna.
Wstaw nocą rzuca sucho Paweł. Wtedy jest tańszy prąd. I nie puszczaj tak mocno wody, kiedy myjesz naczynia. Za dużo zużywasz, Joanno, za dużo. Nie rozumiesz, że tak po prostu wylewasz nasze pieniądze do zlewu?
Paweł przykręca kurek wody. Joanna patrzy na męża z żalem. Wyłącza wodę, wyciera dłonie o kuchenną ścierkę i siada przy stole.
Paweł, patrzyłeś kiedyś na siebie z boku? pyta cicho.
Cały czas się obserwuję odpowiada ze złością Paweł.
I co możesz o sobie powiedzieć?
Jako człowiek? upewnia się Paweł.
Jako mąż i ojciec.
Normalny, jak wszyscy wzrusza ramionami. Nic szczególnego. Co się czepiasz?
Chcesz powiedzieć, że wszyscy mężowie i ojcowie są tacy, jak ty? pyta Joanna.
Co próbujesz osiągnąć? Paweł unosi brwi. Chcesz się pokłócić?
Joanna wie, że odwrotu już nie ma. Ten temat trzeba dokończyć. Do skutku, aż zrozumie, że życie z nim to udręka.
Wiesz, dlaczego do tej pory mnie nie zostawiłeś? pyta Joanna.
A dlaczego miałbym cię zostawić? Paweł odpowiada pytaniem na pytanie i lekko kpiąco się uśmiecha.
Choćby dlatego, że mnie nie kochasz mówi Joanna. I dzieci też nie kochasz.
Paweł otwiera usta, by zaprzeczyć, ale Joanna mu przerywa:
I nie mów, że to nieprawda. Ty w ogóle nikogo nie kochasz. I nie będziemy się o to spierać. To marnowanie czasu. Chciałam poruszyć coś innego: dlaczego dalej jesteśmy razem, ty, ja i dzieci.
No to powiedz rzuca Paweł.
Przez twoją skąpstwo mówi Joanna spokojnie. Przez chorą oszczędność. Bo rozstanie oznaczałoby dla ciebie, Pawle, wielką stratę finansową. Ile już jesteśmy razem? Piętnaście lat? Na co przeznaczyliśmy te lata? Co zyskaliśmy poza tym, że jesteśmy małżeństwem z dziećmi? Jakie są nasze osiągnięcia?
Przecież całe życie przed nami odpowiada Paweł.
Nie całe, Pawle. I tu jest problem. Przez te lata ani razu nie byliśmy z dziećmi nad morzem. Nawet na Mazurach! Nie wspomnę o zagranicznych wyjazdach. Wakacje zawsze spędzamy w Warszawie. Na grzyby za miasto nawet nie jeździmy. Bo to kosztuje.
Bo oszczędzamy na przyszłość mówi Paweł.
My? A może ty? Joanna patrzy mu prosto w oczy.
Przecież dla was to robię pada odpowiedź.
Dla nas? Joanna jest poważna. Naprawdę uważasz, że odkładasz przez piętnaście lat co miesiąc kasę dla mnie i dzieci? A może masz te pieniądze na swoim koncie i tylko swoim?
Dzięki mnie wiemy, ile już uciułaliśmy! Paweł prostuje się z dumą.
My? Bardziej prawdopodobne, że ty. Ale, może się mylę. Dobrze, sprawdźmy. Daj mi pieniądze, kupię sobie i dzieciom ubrania. Bo od piętnastu lat noszę to, w czym wyszłam za ciebie, a dzieci chodzą w rzeczach po kuzynach. A ja? Muszę liczyć na odzież po szwagierce. I najważniejsze! Wynajmę mieszkanie bo mam dość życia u twojej matki.
Mama dała nam dwa pokoje odpowiada lodowato Paweł. Nie wypada narzekać. Ubrania dzieci mają, szkoda wydawać na nowe, skoro po rodzinie dużo zostaje.
A ja? Po kim miałabym nosić ubrania? Po twojej bratowej?
A dla kogo chcesz się stroić? prycha Paweł. Masz trzydzieści pięć lat, matka dwójki dzieci, nie czas na strojenie się.
A o czym powinnam myśleć? dopytuje Joanna.
O sensie życia odpowiada Paweł z powagą. O wartościach wyższych niż ubrania czy mieszkanie. O duchowym rozwoju.
Ach, to dla naszego „rozwoju duchowego” trzymasz wszystkie pieniądze przy sobie? Joanna ironizuje. To o to chodzi?
Bo wam nie można nic powierzyć wykrzykuje. Wszystko byście od razu wydali! A jak coś się stanie, z czego będziemy żyć?!
To dobre pytanie mówi Joanna. Ale kiedy, Pawle, mamy zacząć żyć? Bo chyba nie widzisz, że już TERAZ żyjemy jakby ta „nieszczęśliwa okoliczność” już nastała!
Paweł milczy, patrząc na żonę z niechęcią.
Oszczędzasz na wszystkim Joanna nie odpuszcza. Nawet na mydle, papierze toaletowym, serwetkach. Mydło i krem do rąk taszczysz z roboty, gdzie wam to wydają.
Grosz do grosza, a będzie kokosza mówi Paweł szorstko. Od drobiazgów się zaczyna. Po co wydawać na drogie artykuły?
To może ustal jakiś termin ile jeszcze mamy czekać? Dziesięć, piętnaście, dwadzieścia lat? Kiedy zamierzasz skończyć to odkładanie i wreszcie zacząć normalnie żyć? Mam trzydzieści pięć lat, termin jeszcze nie nadszedł?
Paweł milczy.
Zgadywać mogę… Czterdzieści lat? Wtedy będziemy mogli zacząć żyć po ludzku?
Paweł milczy.
Jeszcze za wcześnie mówi Joanna ze zrozumieniem. Pięćdziesiąt? Może wtedy?
Paweł milczy.
Też za szybko, co? W sumie racja. W pięćdziesiąt lat, kto zaczyna żyć? Nawet w sześćdziesiąt, to może by się dało… Skoro wtedy na koncie będzie już sporo. Akurat czas na lepszy papier toaletowy i nowe ubrania, co?
Paweł nie mówi ani słowa.
To już nawet nie jest śmieszne, Pawle. Wiesz, co mnie martwi najbardziej? Może do tych sześćdziesięciu nie dotrwamy. Żyjemy fatalnie, bo na jedzeniu też oszczędzamy, bo jemy byle co i w dużych ilościach, bo to tanie. Ciągle mamy złe nastroje. Zauważyłeś? Z takim nastawieniem długo się nie pożyje.
Gdybyśmy się wyprowadzili i lepiej odżywiali, nie byłoby z czego oszczędzać mówi Paweł.
Nie byłoby przyznaje Joanna. I właśnie dlatego odchodzę. Mam dosyć odkładania. Ja już nie chcę. Ty lubisz, ja już nie.
I jak dasz sobie radę? Paweł jest przerażony.
Jakoś sobie poradzę, nie gorzej niż teraz. Wynajmę mieszkanie, zarabiam tyle, co ty, wystarczy. Jeszcze na ubrania i jedzenie zostanie. I najważniejsze: nie będę już musiała słuchać twoich wykładów o oszczędzaniu prądu, gazu, wody. Będę prać kiedy chcę. I nie będę się przejmować, jeśli zapomnę światło zgasić. Papier kupię najlepszy. Zawsze na stole będą serwetki papierowe. I w sklepie będę kupować to, na co mam ochotę, nie czekając na promocję.
Ale nie będziesz już nic odkładać! Paweł prawie krzyczy.
Czemu nie? Będę odkładać twoje alimenty na dzieci. A może… nie. Nie będę oszczędzać. Bo nie chcę. Będę wydawać każdą złotówkę, łącznie z alimentami. Od wypłaty do wypłaty. Na weekendy będę zawozić dzieci do ciebie i twojej mamy. Wyobrażasz sobie, jaka to dla mnie ulga? Wtedy pójdę do teatru, do restauracji, na wystawę. A latem pojadę nad morze. Jeszcze nie wiem, gdzie ale zdecyduję, jak tylko się od ciebie uwolnię.
Pawłowi ciemnieje w oczach. Ogarnia go strach. Nie o dzieci, nie o Joannę. O siebie się boi. Szybko w głowie liczy, ile mu zostanie po alimentach i kosztach weekendowych dzieci. Ale najbardziej go boli myśl, że pieniądze będą wydane na podróże. Jego pieniądze.
Jeszcze jedno mówi Joanna. Dzielimy twoje konto oszczędnościowe.
Jak to dzielimy? Paweł nie rozumie.
Po połowie. I wydam je wszystkie. Ciekawe, ile się zebrało przez te piętnaście lat. Wydam te pieniądze. Nie będę oszczędzać na życie, zaczynam żyć teraz, Pawle.
Paweł rusza ustami, ale nie jest w stanie wydusić z siebie ani słowa. Strach nie pozwala mu logicznie myśleć ani odpowiadać.
Wiesz, o czym marzę, Pawle? pyta Joanna. Chcę, żeby kiedy przyjdzie moja pora odchodzić z tego świata, nie było na moim koncie ani grosza. Wtedy będę wiedziała, że wszystko, co miałam, wydałam na siebie i rodzinę.
Dwa miesiące później Joanna i Paweł są już po rozwodzie.



