Pamiętam tamte czasy, jakby to było wczoraj, choć minęły już całe lata. Magdalena stała przy zlewie w kuchni i zmywała naczynia, kiedy do pomieszczenia wszedł Piotr. Zanim wszedł, wyłączył światło.
Przecież jeszcze jasno jest. Nie ma co marnować prądu mruknął niechętnie.
Chciałam nastawić pralkę odpowiedziała cicho Magdalena.
Zrobisz to w nocy, jak prąd jest tańszy odpowiedział oschle Piotr. I nie puszczaj takiej mocnej wody, jak odkręcasz kran. Zużywasz jej za dużo, Magdaleno. Za dużo. Tyle pieniędzy wylewasz do zlewu. Ty tego nie widzisz?
Zmniejszył strumień wody. Magdalena spojrzała na niego z żalem. Wyłączyła wodę, wytarła ręce o ścierkę i usiadła przy stole.
Piotr, czy ty kiedyś próbowałeś spojrzeć na siebie z boku? zapytała cicho.
Cały dzień tylko na siebie patrzę z boku odburknął ze złością Piotr.
I jak oceniasz siebie? spytała.
Jako człowieka? dopytał.
Jako męża i ojca.
Normalny jestem, jak każdy inny. Zwyczajny mąż, zwyczajny ojciec. Ani lepszy, ani gorszy. O co ci chodzi?
Czyli chcesz powiedzieć, że wszyscy mężowie i wszyscy ojcowie są tacy jak ty? rzuciła Magdalena.
Chcesz się pokłócić? zirytował się Piotr.
Magdalena czuła, że odwrotu już nie ma, a tę rozmowę trzeba przeprowadzić do końca, aż do niego dotrze, jak ciężkie jest z nim życie.
Wiesz, Piotr, dlaczego jeszcze mnie nie zostawiłeś? zapytała.
A niby dlaczego miałbym cię zostawić? odpowiedział pytaniem i skrzywił się kpiąco.
Choćby dlatego, że mnie nie kochasz odparła cicho Magdalena. I naszych dzieci też nie kochasz.
Piotr otworzył usta, ale Magdalena ciągnęła dalej:
I nie tłumacz się. Nikogo nie kochasz. Nie będziemy się o to spierać, bo szkoda czasu. Powiem ci o czymś innym. O tym, dlaczego się ze mną nie rozstałeś i dlaczego trwasz przy mnie.
No to powiedz powiedział Piotr.
Z chciwości odpowiedziała spokojnie Magdalena. Ze zwyczajnej pazerności. Rozstanie ze mną, dla ciebie, to byłaby ogromna strata finansowa. Ile już jesteśmy razem? Piętnaście lat? Do czego przez te lata doszliśmy? Oprócz tego, że mamy ślub i dzieci? Jakie mamy osiągnięcia?
Całe życie przed nami powiedział Piotr spokojnie.
Nie całe, Piotrze, westchnęła Magdalena. Tylko ta reszta, która została. Zobacz sam: przez te lata ani razu nie byliśmy na urlopie nad morzem. Ani razu. O wyjazdach za granicę nawet nie mówię. Ale nawet w Polsce nie ruszyliśmy się nigdzie. Zawsze urlop w mieście. Nawet na grzyby pod Warszawę nie pojechaliśmy. A wiesz dlaczego? Bo zbyt drogo.
Bo odkładamy pieniądze powiedział Piotr. Na przyszłość.
My? zdziwiła się Magdalena. Może to ty oszczędzasz?
Przecież dla was to robię! rzucił Piotr.
Naprawdę dla nas? spytała poważnie. Piętnaście lat zbierasz pieniądze z mojego i swojego wynagrodzenia i odkładasz na konto? Dla mnie i dzieci?
A dla kogo? odburknął Piotr. Dzięki mnie mamy już niezłą sumę na koncie.
My? Magdalena uniosła brwi. Może ty na swoim, ale ja nie mam nic. Ale dobrze, sprawdźmy to. Daj mi pieniądze, kupię sobie i dzieciom ubrania. Od piętnastu lat noszę to, w czym szłam do ślubu i to, co oddaje mi żona twojego brata. Dzieci tak samo, wszystko po kuzynach. A najważniejsze! Wynajmę mieszkanie. Mam dość mieszkania u twojej mamy.
Mama dała nam dwa pokoje powiedział Piotr. Nie masz powodu narzekać. Ubrania? Po co dzieciom nowe ciuchy, jak mogą nosić po kuzynach.
A ja? zapytała Magdalena. Może i ja powinnam się ubierać po twojej bratowej?
Dla kogo ci się stroić? odrzekł. To śmieszne, masz trzydzieści pięć lat i dwoje dzieci. O ciuchach nie czas ci myśleć.
A o czym? zapytała.
O sensie życia powiedział z powagą. O rzeczach większych, duchowych, nie o tych babskich błahostkach.
O duchowości? Magdalena nie rozumiała.
Tak, o rozwoju osobistym, o naprawdę ważnych sprawach. Powinnaś wznieść się ponad te codzienne zmartwienia o ciuchy i mieszkanie.
Jasne pokiwała głową. Dlatego trzymasz wszystkie pieniądze na swoim koncie i nam nie dajesz nic. Dla naszego szczęścia duchowego. Rozumiem?
Bo wam nie można ufać! Piotr aż krzyknął. Wszystko od razu byście wydali! A co, jak coś się stanie? O tym myślałaś?
Na co będziemy żyli, jak się coś stanie? powtórzyła z ironią Magdalena. Bardzo pięknie powiedziane, Piotrze. Ale powiedz mi, kiedy zaczniemy tak właściwie… żyć? Czy naprawdę nie widzisz, że już teraz żyjemy tak, jakby to twoje co się stanie już nastąpiło?
Piotr milczał, patrząc na nią ponuro.
Oszczędzasz nawet na mydle, papierze toaletowym i chusteczkach. Przynosisz mydło i kremy z fabryki ciągnęła Magdalena.
Grosz do grosza, a będzie kokosza. Od drobiazgów się zaczyna. Wydawać na drogie mydła, kremy, chusteczki, to śmiech na sali.
To powiedz mi chociaż, ile jeszcze mam znosić to wszystko? Dziesięć lat? Piętnaście? Dwadzieścia? Ile jeszcze będziesz odkładać, żebyśmy mogli kupić porządną papier toaletowy i żyć jak ludzie? Mam trzydzieści pięć lat i rozumiem, że jeszcze nie czas?
Piotr uparcie milczał.
Spróbuję zgadnąć ciągnęła Magdalena. Może w czterdziestce? Wtedy zaczniemy żyć?
Piotr siedział bez słowa.
No tak, czterdziestka, to przecież jeszcze dziecko. Nie czas jeszcze, prawda? A pięćdziesiąt? Może w pięćdziesiątce? Zaczniesz wtedy życie, Piotrze?
Cisza.
Nawet nie wtedy, powiedziała z gorzkim śmiechem. No rzeczywiście. A co, jeśli coś nam się stanie i wszystko przepadnie, bo wydaliśmy na dobry papier toaletowy? Masz rację. A może w sześćdziesiątce? Ile wtedy zbierzemy na koncie? Dużo! I wtedy wreszcie zaczniemy żyć. A ja wtedy kupię sobie i dzieciom nowe ubrania, zgodzisz się?
Piotr nie odpowiedział.
Wiesz co, Piotrze… głos Magdaleny zadrżał. Ostatnio myślałam, co jeśli nie dożyjemy do sześćdziesiątki? Przecież przy twojej sknerstwie jemy byle co, tanie jedzenie byle się najeść. Myślałeś o tym, jak to wpływa na nasze zdrowie? I że ciągle mamy zły humor, a z takim, ponoć, długo się nie żyje.
Jeśli wynajmiemy mieszkanie i będziemy jeść lepiej, nie będzie już z czego oszczędzać odparł Piotr.
Nie będzie zgodziła się Magdalena. Właśnie dlatego odchodzę. Mam dość oszczędzania. Nie chcę już tego. Tobie to sprawia radość, mnie przeciwnie.
Jak ty sobie poradzisz? Piotr był przerażony.
Poradzę sobie. Gorzej już nie będzie. Wezmę mieszkanie dla siebie i dzieci. Moja pensja nie jest mniejsza od twojej, wystarczy na mieszkanie, ubranie i jedzenie. I nie będę już wysłuchiwać twoich wykładów o oszczędzaniu prądu, gazu i wody. Pralkę będę nastawiać kiedy chcę, a jak zapomnę zgasić światło, to też się nic nie stanie. Kupię najlepszy papier toaletowy, a na stole zawsze będą papierowe serwetki. A w sklepie kupię to, na co mam ochotę, nie tylko na promocji.
Ale nie będziesz nic odkładać! Piotr pobladł.
Nie będę, zgodziła się Magdalena. Będę wydawać wszystko, nawet twoje alimenty na dzieci. Złotówka co do grosza pójdzie na życie. Będę żyła od wypłaty do wypłaty. W weekendy dzieci będą u was z mamą, a ja pójdę do teatru, do restauracji, na wystawę. A latem nad morze. Jeszcze nie wiem, dokąd pojadę, ale zdecyduję jak tylko uwolnię się od ciebie.
Piotr pobladł i zaczął gorączkowo liczyć w głowie, ile mu zostanie po alimentach i kosztach dzieci na weekendy. Najbardziej jednak bolało go, że Magdalena wyda pieniądze na podróże nad morze. Bo jego zdaniem to wyrzucone w błoto jego pieniądze.
Jeszcze jedno dodała Magdalena. Pieniądze na koncie podzielimy.
Jak to podzielimy? zapytał z niedowierzaniem Piotr.
Po równo odparła. I wydam wszystko. Ile tam przez piętnaście lat uzbierałeś? Pewnie niezła suma. I ją też przeznaczę na życie. Nie będę odkładać na przyszłość, Piotrze. Będę żyć tu i teraz.
Piotr poruszał ustami, ale nie był w stanie wydobyć z siebie słowa. Strach go sparaliżował.
Wiesz, o czym marzę, Piotrze? zapytała Magdalena. Chciałabym, żeby na końcu mojej drogi na moim koncie nie zostało ani grosza. Wtedy będę wiedzieć, że przeżyłam życie dla siebie, wydając wszystko, co miałam.
Dwa miesiące później Piotr i Magdalena rozwiedli się.



