Uciekaj, zanim będzie za późno…

Biegaj, póki nie jest za późno…

Każda dziewczyna marzy o wielkiej, czystej miłości. O tym, żeby kręciło się w głowie, a serce zamierało od czułych uścisków. O tym, żeby chłopak zrobił piękne, niespodziewane oświadczyny w najbardziej nieoczekiwanym momencie, żeby wszyscy widzieli i zazdrościli. O ślubie w białej sukni, z narzeczonym w eleganckim garniturze. Każda mała dziewczynka wyobraża to sobie niemal od kołyski. Kasia nie była wyjątkiem.

W środku roku szkolnego do klasy 3a trafił nowy – Marek Kowalczyk. Na przerwie otoczyli go koledzy, wypytując, skąd przyjechał i dlaczego w środku semestru.

– Ojciec jest wojskowym, dostał nowe przydziały, więc się przeprowadziliśmy – tłumaczył Marek.

– Strzelałeś kiedyś?
– Bywało.

– Z jakiego pistoletu?
– Z służbowego… – sypały się pytania ze wszystkich stron.

Marek od razu zauważył Kasię. Stała z boku, jakby go nie interesowała. Po szkole postanowił ją odprowadzić. Mieszkali w tej samej okolicy. Opowiadała o szkole, on o miastach i garnizonach, w których stacjonował jego ojciec.

W dniu urodzin Kasi przyniósł do klasy różę i wręczył jej ją na oczach wszystkich. Innym chłopakom pewnie by dokuczali, rzucali głupie komentarze, ale jego postawa wzbudziła w nich respekt, a w dziewczynach – zazdrość.

Kasia przyjęła różę, jakby dostawała ją codziennie. Jej wzrok mówił: *Patrzcie, jak nowy za mną łazi. Zazdrościcie? To dopiero początek*. Traktowała go z lekceważeniem, choć się jej podobał.

Przed maturą Kasia poznała starszego chłopaka, sportowca. Na brzegu Wisły odbywały się zawody wioślarskie. Zatrzymała się z koleżanką, żeby popatrzeć.

– Dziewczyny, chodźcie tu, lepiej widać! – zawołał przystojny mężczyzna.

– Też startujecie? – zapytała Kasia, przeciskając się przez tłum widzów.

– Nie, ja jestem zapaśnikiem. To mój kumpel płynie – wskazał na wodę, nie spuszczając z niej wzroku, wyraźnie wyróżniając ją spośród dwóch koleżanek.

Paweł, bo tak miał na imię, odprowadził Kasię do domu.

– Wiesz, co oznacza imię Paweł?

Kasia wiedziała, ale w tej chwili wszelka wiedza wyleciała jej z głowy.

– Mały, ale silny. Taki właśnie jestem – uśmiechnął się.

Spodobał się jej. Słuchała tych nowych uczuć, które pchały ją w nieznane, ekscytowały i trochę przerażały. W głowie miał mętlik. Marek od razu poszedł w zapomnienie. Gdzie mu tam do Pawła Nowaka! Całą drogę myślała, czy ją pocałuje, i jak zareagować, jeśli to zrobi. Pod blokiem życzył jej tylko dobrej nocy i odszedł. Kasia poczuła rozczarowanie.

Następnego dnia, gdy wyszła ze szkoły, spod zaparkowanej przy chodniku audi wysiadł Paweł i otworzył przed nią drzwi. Zanim wsiadła, rozejrzała się – czy koleżanki widzą? Dziewczyny na schodach stanęły jak wryte, a Marek stał nieopodal, marszcząc brwi. Kasia wsiadła z miną zwyciężczyni. Ale gdy odjechali, ogarnął ją strach. Dokąd ją zabiera?

Paweł tylko pokręcił się z nią po mieście, opowiadając o krajach, w których był na zawodach. Uwaga starszego faceta schlebiała dziewczynie. Zachowywał się powściągliwie, nie robił nic nieodpowiedniego. Z podróży przywoził jej perfumy, piękną biżuterię. Skromna róża odeszła w zapomnienie. Koleżanki podziwiały prezenty, wstrzymując oddech z zazdrością. A Marek… Marka Kasia już nie widziała.

Po maturze poszła na studia. Paweł prawie codziennie odbierał ją spod uczelni samochodem.

– Gdzie się podział twój Romeo? – pytały dziewczyny, gdy szła piechotą.

– Wyjechał na zgrupowanie – odpowiadała z uśmiechem.

Oświadczył się jej niespodziewanie, na środku rynku, klękając na jedno kolano i podając aksamitne pudełko z pierścionkiem – oczywiście z małym diamentem. Jak w filmie.

Obok zatrzymał się radiowóz, ledwo ich nie zabrali na komisariat za zakłócanie porządku.

Kasi żal było tylko jednego – że żadna z koleżanek tego nie widziała, że nie można było przewinąć taśmy i powtórzyć tej sceny.

W urzędzie stanu cywilnego stała w obłoku koronek, olśniewająco piękna i szaleńczo szczęśliwa. A obok on – sportowiec, przystojniak, silny jak niedźwiedź. O czym więcej można marzyć?

Ze ślubu świeżo upieczony mąż zabrał młodą żonę do swojego mieszkania.

Miesiąc później Kasia zrozumiała, że jest w ciąży. I to w tak niewłaściwym momencie. A co ze studiami?

– Myśl o synu. Studia skończysz później, jeśli zechcesz. Siedź w domu. Pieniędzy nie zabraknie, dobrze zarabiam – powiedział Paweł.

– A jeśli będzie córka? – spytała.

– Będzie syn. Jestem silny, pamiętasz?

Kasia urodziła syna. Pozostały poza nią gratulacje i prezenty. Paweł chodził na treningi, jeździł na zawody, a ona siedziała w domu z dzieckiem. Gdzieś się podziały wszystkie koleżanki. Mama zasugmowała, że będzie dzwonić, ale przyjeżdżać… No cóż, zięć nie życzył sobie jej ingerencji w ich życie.

Nie żeby Kasia się tym przejmowała, ale szczęście jest pełniejsze, gdy ktoś je widzi. A tak – nikt nie patrzy, nie ma tematu. Czuła się odizolowana, jak trędowata. Powoli budziła się z pięknego snu.

Gdy synek podrósł, stało się trochę lżej. Kasia zabierała go na zajęcia przygotowawcze, głównie sportowe. Czekając na niego, rozmawiała z innymi matkami. Ciągle czuła obecność Pawła, nawet gdy go nie było. Na ulicy oglądała się za siebie – wydawało jej się, że ktoś ją śledzi. Kiedyś powiedziała o tym mężowi.

– Masz paranoję. Myślisz, że nie mam nic lepszego do roboty? – odparł zirytowany.

– Paweł, chcę wrócić do pracy, skończyć studia. Mam dość siedzenia w domu.

– Co? Tysiące kobiet marzy, żeby być na twoim miejscu. Chcesz kręcić się wokół innych, gdy ja zarabiam? – Jego wzrok przeszył ją na wylot. Kasia nie spodziewała się takiej reak”Po latach terapii Kasia w końcu odważyła się zaufać Markowi, ale nigdy już nie przestała zerkać przez ramię, sprawdzając, czy przypadkiem nie wraca tamten koszmar.”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć + dziewiętnaście =

Uciekaj, zanim będzie za późno…