Uciekaj, zanim będzie za późno…

**Dziennik Lenki**

Wszystkie dziewczyny marzą o wielkiej, czystej miłości. Żeby świat wirował, a serce zamierało od czułych uścisków. Żeby chłopak zrobił piękne, niespodziewane oświadczyny w najmniej oczekiwanym momencie, żeby wszyscy widzieli i zazdrościli. Żeby ślub był jak z bajki: on w eleganckim garniturze, ona – delikatna panna młoda w zwiewnej, białej sukni, lśniąca od szczęścia. Każdej dziewczynce od dziecka śni się taki dzień. Lena nie była wyjątkiem.

W połowie roku szkolnego do klasy 9a trafił nowy uczeń – Tomek Kowalski. Na przerwie od razu otoczyła go gromada ciekawskich, wypytując, skąd przyjechał i czemu w środku semestru.

– Ojciec wojskowy, dostał nowe przydziały, więc się przenieśliśmy – tłumaczył Tomek.

– A strzelać umiesz?
– Czasem trzeba było.

– Z jakiego pistoletu?
– Z służbowego… – zasypywali go pytaniami.

Tomek od razu zauważył Lenę. Stała z boku, jakby go nie obchodził. Po lekcjach odprowadził ją do domu. Mieszkali w tej samej dzielnicy. Opowiadała o szkole, on – o miastach i garnizonach, w których stacjonował ojciec.

W dzień urodzin Lena dostała od Tomka różę, wręczoną przed całą klasą. Inni chłopcy pewnie by się śmiali, rzucali głupie komentarze, ale jego gest wzbudził ich szacunek, a dziewczyny – zazdrość.

Lena przyjęła kwiat tak, jakby codziennie dostawała bukiety. Jej wzrok mówił: *„Patrzcie, jak za mną biega nowy. Zazdrosne? To dopiero początek”*. Traktowała go z dezynwolturą, choć jej się podobał.

Przed maturą Lena poznała starszego chłopaka, sportowca. Na Wiśle odbywały się regaty. Zatrzymała się z koleżanką, by popatrzeć.

– Dziewczyny, chodźcie tutaj, stąd lepiej widać! – zawołał przystojniak.

– Też bierzesz udział? – Lena przecisnęła się przez tłum.

– Nie, jestem zapaśnikiem. Startuje mój kumpel – wskazał na wodę, nie odrywając od niej wzroku.

Wiktor – tak miał na imię – odprowadził Lenę.

– Wiesz, co znaczy „Wiktor”?

Wiedziała, ale teraz myśli uciekły.

– Zwycięzca. Zawsze nim jestem.

Podobał jej się. Nowe uczucia wciągały ją, ekscytowały i trochę przerażały. W głowie miałam zamęt. Tomek? Już go nie pamiętała. Gdzie mu do Wiktora Nowaka! Całą drogę myślała, czy ją pocałuje i jak zareagować. Pod domem życzył jej dobrej nocy i odszedł. Lena poczuła rozczarowanie.

Następnego dnia, gdy wyszła ze szkoły, Wiktor wysiadł z zaparkowanego audi i otworzył przed nią drzwi. Lena obejrzała się, czy widzą ją koleżanki. Dziewczyny na schodach stały z otwartymi ustami, a Tomek patrzył spode łba. Lena wsiadła z triumfem. Gdy odjechali, ogarnął ją strach. Dokąd ją wiezie?

Pokazał jej miasto, opowiadał o zawodach za granicą. Jego uwaga schlebiała. Zachowywał się powściągliwie. Przywoził perfumy, biżuterię. Róża odeszła w zapomnienie. Koleżanki wzdychały nad prezentami. A Tomek? Lena już go nie widziała.

Po maturze poszła na studia. Wiktor odbierał ją codziennie samochodem.

– Gdzie twój Romeo? – pytały koleżanki, gdy szła pieszo.

– Na zgrupowaniu – uśmiechała się.

Oświadczył się na rynku, klękając z pierścionkiem. Jak w filmie.

W urzędzie stanęła w koronkach, olśniewająca. Obok – on, przystojny, muskularny zwycięzca. Czy można chcieć więcej?

Po miesiącu odkryła, że jest w ciąży.

– Myśl o synu. Studia skończysz później – rzucił Wiktor.

– A jeśli córka?
– Będzie syn. Jestem zwycięzcą, pamiętasz?

Urodziła chłopca. Gratulacje ucichły. Wiktor jeździł na zawody, ona tkwiła w domu. Znajome zniknęły. Matka dzwoniła, ale nie odwiedzała – zięć nie życzył sobie ingerencji.

Nie tęskniła za świadkami, ale czuła się jak trędowata. Powoli budziła się ze snu.

Gdy Kuba podrósł, było lżej. Wiodła go na zajęcia, rozmawiała z innymi mamami. Czuła obecność Wiktora, nawet gdy go nie było. Pewnego razu powiedziała mu o tym.

– Masz paranoję. Nie mam czasu cię śledzić.

– Chcę wrócić na studia…
– Tysiące kobiet marzy o twoim życiu!

Jego spojrzenie wypaliło w niej dziurę. Tematu nie poruszała.

U przyjaciółki poskarżyła się na izolację.

– Dziwaczka z ciebie. Mnie by tak życie… – odparła.

Wróciwszy, usłyszała:
– Gdzie byłaś?!

– U Magdy…
Wiktor uderzył ją w twarz.

– Nie podoba ci się? Urodzisz córkę, nie będziesz się nudzić.

Po tym Lena bała się wychodzić. Strach osiadł w niej na dobre.

Pewnego dnia kupili arbuza od uśmiechniętego Tadżyka. Pomógł go zanieść. Wieczorem Kuba opowiedział ojcu.

– Idź do pokoju.

Gdy chłopiec wyszedł, Wiktor uderzył Lenę tak, że straciła przytomność. Ocknęła się na podłodze. Jadł arbuz, spluwając pestkami.

– Do brudnych Azjatów się pchasz? Następnym razem cię zabiję.

Następnego dnia arbuz sprzedawał starszy mężczyzna. Była pewna, że Wiktor miał z tym związek.

W przedszkolu spotkała dawną koleżankę, Ewę.

– Co to? Mąż? – wskazała na podbite oko.

– Zderzyłam się z szafą.

– Zwykle mówią „z drzwiami”. Uciekaj, zanim będzie za późno.

Lena wzięła numer, ale nie zamierzała dzwonić.

Wiktor bił ją coraz częściej. Unikał twarzy, ale nie ulżyło jej to. W lustrze widziała bladą, zastraszoną kobietę.

– Zabije cię – Ewa ostrzegła, gdy Lena w końcu zadzwoniła.

Umówiły się na przesyłanie wiadomości przez przedszkolny schowek Kuby.

Lena spakowała rzeczy, ukryła torbę. Pewnego ranka, gdy Wiktor wyszedł, zabrała syna i uciekła.

W małej wsi czuli się bezpiecznie. Kuba biegał z miejscowymi chłopakami. Lena wciąż nasłuchiwała kroków.

Pewnego ranka zobaczyła Tomka.

– Odwiedzam prababciTomek odwzajemnił jej uśmiech, a w jego oczach Lena zobaczyła nadzieję, że kiedyś znów będzie mogła uwierzyć w miłość i odzyskać spokój, którego tak bardzo pragnęła.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × 2 =

Uciekaj, zanim będzie za późno…