Ratunek przed samotnością
Jadwiga obudziła się późno. Pierwszą jej myślą było, że się przeleżała. Córka z wnukiem obudzą się, a ona jeszcze nie przygotowała śniadania. Ale zaraz przypomniała sobie, że odjechali wczoraj – sama odprowadziła ich na dworzec. Wstała i posępnie powłóczyła się do łazienki. Zazwyczaj rano planowała dzień, rozmyślając, co zrobić najpierw, a co odłożyć na później. Tego ranka myślała tylko o córce i wnuku.
Tęskniła za nimi. Ostatnio przyjechali na pogrzeb ojca i dziadka dwa i pół roku temu. Od tamtej pory Kacper tak urosł, że niemal ją dogonił wzrostem. Jeśli znów przyjadą za kilka lat, pewnie go nie pozna.
Gdyby mieszkali bliżej, widywaliby się częściej. Ile razy Jadwiga namawiała córkę, by wróciła. Rozwiodła się z mężem – co ją trzyma w obcym mieście? Z drugiej strony rozumiała jej decyzję. Kinga odzwyczaiła się od życia z matką, przywykła do samodzielności. Nie powinna była w ogóle wyjeżdżać z Krakowa.
Szwagier od razu nie przypadł jej do gustu. Małomówny. Nie zagadasz – będzie milczał cały dzień. Nie wiadomo, co myśli, może coś ukrywa. W każdym razie – dziwny człowiek. Tylko czas z nimi córka straciła, a i tak skończyło się rozwodem. Jadwiga westchnęła.
Teraz próbują wymienić mieszkanie. Lepiej, żeby były szwagier oddał Kingi część w gotówce. Kupiliby tu małe mieszkanko – Jadwiga by się tam przeprowadziła, a swoje oddała córce i wnukowi. Ale były zięć się uparł. Rodzice mu w głowie namącili. „Eh, nie w porę Tadeusz odszedł. On by szybko to załatwił” – znów westchnęła.
Umyła się i długo przyglądała w lustrze. Córka miała rację – zaniedbała się. Ostatnio przestała farbować włosy, siwizna przebijała, a i przytyła. Wyglądała na starszą i zaniedbaną. Za życia Tadeusza dbała o siebie. A teraz? Przed kim się stroić? Odwiedzali ją tylko sąsiedzi, i to rzadko. Lustro opuściła dopiero, gdy zadzwonił telefon.
Biegnąc po komórkę, przypomniała sobie, że Kinga z Kacprem powinni już dawno dojechać. Pewnie córka dzwoni.
– Kinga, dojechaliście?… Bogu dzięki… Tak myślałam… Obiecuję, że postaram się nie tęsknić. Ale zastanów się nad powrotem… Nie, nie naciskam. Tylko przypominam, że czas ucieka, ja nie młodnieję, a wam z moją pomocą byłoby łatwiej… Nie krzycz…
Córka zaczęła się złoś– Może i masz rację, ale na razie zostajemy tu, gdzie jesteśmy – odparła Kinga, a Jadwiga, choć serce jej się ścisnęło, postanowiła przestać nalegać, bo najważniejsze było, że córka i wnuk są zdrowi i szczęśliwi.



