Ucieczka od samotności

Ratunek przed samotnością

Obudziłam się późno. Pierwsza myśl – spałam za długo. Córka i wnuk wstaną, a ja nawet śniadania nie przygotowałam. A potem przypomniałam sobie, że wyjechali wczoraj, sama odprowadziłam ich na dworzec. Wstałam i powoli powlokłam się do łazienki. Zwykle planowałam dzień od rana – co zrobić, co można odłożyć. Dziś myślałam tylko o nich.

Tęskniłam. Ostatni raz byli na pogrzebie ojca i dziadka dwa i pół roku temu. Mateusz tak uciął, że prawie mnie dorósł. Za następne trzy lata może nawet go nie poznam.

Mieszkaliby blisko, widywalibyśmy się częściej. Ile razy prosiłam Kasię, żeby wróciła. Rozwiodła się z mężem, co ją trzyma w obcym mieście? Ale rozumiałam – przyzwyczaiła się do niezależności. Nie powinna była w ogóle wyjeżdżać.

Zięcia od razu nie polubiłam. Małomówny. Jeśli nie zagadasz, będzie milczał cały dzień. Nie wiadomo, co myśli. Tylko czas zmarnowała z nim, a i tak skończyło się rozwodem. Westchnęłam ciężko.

Teraz próbują podzielić mieszkanie. Lepiej, by były zięć oddał Kasie jej część w gotówce. Kupiliby tu małe kawalerki, ja bym się przeprowadziła, a swoje zostawiła dla nich. Ale uparł się. Rodzice mu mieszają w głowie. „Eh, nie żyje Tomek. On by to szybko załatwił” – znowu westchnęłam.

Umyłam się i długo wpatrywałam w lustro. Kasia miała rację – zaniedbałam się. Ostatnio przestałam farbować włosy, siwizna przebija, przytyłam. Wyglądam starzej. Za życia Tomka dbałam o siebie. A teraz? Dla kogo się stroić? Tylko sąsiedzi czasem wpadają, i to rzadko. Telefon oderwał mnie od tych myśli.

Biegnąc po komórkę, pomyślałam, że Kasia z Mateuszem powinni już dojechać – pewnie dzwoni.

„Kasia, jak podróż?… Dzięki Bogu… Tak myślałam… Obiecuję, nie będę się martwić. Ale pomyśl o powrocie… Nie naciskam, tylko przypominam – czas ucieka, ja nie młodnieję, łatwiej wam będzie ze mną… Nie krzycz…”

Córka się zezłościła, a kłótni nie chciałam. I tak humor miałam w piwnicy. Próbowałam zakończyć rozmowę miło.

Zaczełam ścielić łóżko, w myślach wciąż rozmawiając z córką. „Zawsze tak. Sama wie najlepiej. Narobiła już błędów. Gdyby żył Tomek…” – znów westchnęłam. – „Niech decyduje, dorosła jest…”

Wypiłam herbatę, wzięłam leki na ciśnienie i postanowiłam, że nie będę zwlekać – pójdę do fryzjera. Może humor się poprawi. Wydawało mi się, że przywykłam do samotności po śmierci męża, ale po wyjeździe gości ledwo powstrzymywałam łzy.

Fryzjerka tak długo mnie strzygła, że prawie zasnęłam. Ale wyszło świetnie – krótka, modna fryzura, popielaty kolor, żeby odrosty nie rzucały się w oczy. Wyglądałam młodziej o dekadę. Nie mogłam się napatrzeć. Powinnam to zrobić dawno. Przysięgłam sobie, że teraz będę regularnie odwiedzać salon.

W domu znów stanęłam przed lustrem, zadowolona. W lepszym nastroju otworzyłam laptopa. Przed świętami wybraliśmy z Mateuszem nowy komputer, a on podarował mi swój stary. Kasia się wściekła, że wydałam na prezent tyle pieniędzy. Ale wnuk był tak szczęśliwy, że ucałował mnie i od razu pokazał, jak założyć profil w mediach społecznościowych. Na zdjęciu profilowym daliśmy moje sprzed dwudziestu lat. Trzeba by zrobić nowe, ale później.

Przeglądałam wiadomości, aż zauważyłam powiadomienie – wiadomość od jakiegoś Wiktora, cieszył się, że mnie odnalazł, i prosił o odpowiedź.

Przybliżyłam jego zdjęcie – nie pamiętałam go. Pewnie zobaczył moją młodszą fotkę i udaje starego znajomego.

Mniej więcej w moim wieku, uśmiech szczery, zęby zdrowe – byłam dentystką, zawsze na nie patrzę. Nie chciałam odpisywać, ale w końcu spytałam, skąd mnie zna.

Godzinę później już żywo rozmawialiśmy. Okazało się, że to mój dawny kolega z klasy, Wiktor Kowalski. Jako dowód wysłał zdjęcie naszej maturalnej, zaznaczając nas oboje.

Wstyd przyznać, ale i siebie rozpoznałam tylko po podpisie. Minęło tyle lat, album dawno nie był otwierany.

Teraz codziennie pisaliśmy. Potem odezwała się też Ewka – moja dawna szkolna przyjaciółka. Na profilu miała wyretuszowane zdjęcie z młodości.

Pamiętam, jak na klasówce z matmy poprosiła mnie o pomoc. Rozwiązałam jej zadanie, a swojego nie zdążyłam. Dostała piątkę, ja tróję. Potem już nigdy jej nie pomogłam. Ewka się obraziła i mściła się cały rok. Tak się rozeszły nasze drogi.

Zawsze była złośliwa. Ale pomyślałam – szkoda pamiętać dawne urazy. Odpisałam. Krąg znajomych rósł, nie było czasu na nudę. Jak ja żyłam bez internetu? Minął miesiąc, a pewnego dnia Wiktor zaproponował spotkanie.

„Mieszkamy w tym samym mieście, a nie widzieliśmy się wieki. Trzeba to zmienić. Dziewczyny, umówmy się!”

Nie od razu się zgodziłam. Wyobraziłam sobie, jak będą się śmiać, widząc, jak się postarzeliśmy. Cieszę się, że wcześniej zajęłam się sobą. Zaproponowałam kawiarnię – w dzień mało ludzi, neutralny grunt.

Chciałam ubrać się elegancko, ale po pierwsze – zima, po drugie – to nie randka. Włożyłam spodnie i ciepły sweter. Trochę makijażu, delikatny rumieniec – podobałam się sobie.

Pod kawiarnią zrobiło mi się duszno. Po co się na to zgodziłam? Ale było za późno, więc weszłam. W głębi sali jakiś mężczyzna machał do mnie ręką. Ruszyłam w jego stronę, gdzie przy stoliku plecami do mnie siedziała pulchna blondynka. Od razu wiedziałam – to Ewka Białkowska.

W liceum wybieliła włosy, by pasowały do nazwiska, i odtąd udawała blondynkę. Mimo tuszy wyglądała dobrze, co jej szczerze powiedziałam.

Dopiero wtedy spojrzałam na Wiktora. Nie mogłam uwierzyć, że ten postawny mężczyzna z siwiejącymi skroniami to niegdyś cichy chłopak z ławki.

„W ogóle się nie zmieniłaś. Od razu cię poznałem. Siadaj.” – Wiktor podsunął mi krzesło. Doceniłam ten gestPotem uśmiechnęłam się, pomyślałam, że może jednak warto dać losowi szansę, i wyszeptałam: „Chodź na herbatę, opowiesz mi, co słychać po tylu latach”.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście − 14 =

Ucieczka od samotności