Tydzień temu dowiedziałam się czegoś, czego nigdy bym się nie spodziewała. Spacerowałam po centrum Warszawy, gdy zupełnym przypadkiem spotkałam koleżankę z liceum…

Tydzień temu dowiedziałam się czegoś, co nigdy nie przyszłoby mi do głowy. Spacerowałam sobie po centrum Poznania, gdy zupełnie przypadkiem wpadłam na koleżankę z klasy, której nie widziałam od dobrych kilku lat. Uściskałyśmy się, chwilę pogadałyśmy, wymieniłyśmy najświeższe ploteczki, a między słowami ona rzuca:
Pracuję teraz jako pielęgniarka w domu spokojnej starości w naszej wiosce.

Odpowiedziałam, że to wspaniała sprawa, pewnie bywa ciężko, ale taka praca to przecież sama szlachetność w czystej postaci. W tym momencie koleżanka palnęła:
A Twoją mamę widzę tam w każdy ostatni piątek miesiąca.

Zostawiło mnie to na chwilę bez ruchu. Spytałam kompletnie zdezorientowana, co moja mama tam robi. Koleżanka odparła z pełnym przekonaniem, jakby mówiła o czymś najoczywistszym na świecie:
Nie wiedziałaś? Twoja mama przynosi dla wszystkich babć i dziadków słodkie przekąski. Co miesiąc, bez wyjątku. Piękna, cicha dobroczynność.

Zatkało mnie. Wstyd się przyznać, ale nie miałam pojęcia. Moja mama nigdy nie wspominała ani słowem o czymś takim. Koleżanka myślała, że żartuję, ale gdy spojrzała na moją minę, to dodała:
Twoja mama jest wyjątkowo skromna. Wejdzie, przywita się, zostawi wszystko i już jej nie ma.

Tego samego dnia, gdy tylko dotarłam do domu, zapytałam od razu:
Mamo, dlaczego nigdy nie powiedziałaś, że co miesiąc chodzisz do domu starców?

Ona w tym czasie zamiatała pokój i nawet nie uniosła głowy:
A po co miałam Ci mówić?

Nie odpuściłam:
Bo to piękne, ważne, po prostu chciałabym wiedzieć

Odłożyła miotłę, spojrzała spokojnie i powiedziała:
Nie uważam, żeby o dobrych uczynkach trzeba było trąbić. Robisz i już, po cichu. Pan Bóg widzi to mi wystarczy.

Opowiedziała mi, że dwa lata temu, jak umarła jej przyjaciółka, poczuła potrzebę zrobienia czegoś dla innych. Pewnego dnia przechodziła obok domu starców, zauważyła seniorów na ławce i postanowiła zajrzeć do środka. Pogadała z opiekunką społeczną, zapytała, czego tam najbardziej brakuje.
Od tej pory, co ostatni piątek miesiąca, mama kupuje soki, paczuszki z waflami, ciastka, czasem nawet wilgotne chusteczki albo mydełka zależy jak w danym miesiącu stoi z pieniędzmi.

Powiedziała mi też, że nie chciała nikogo wtajemniczać, bo nie chce, żeby ludzie myśleli, że szuka poklasku czy czegoś więcej. Lubi to robić po cichu, na swoich warunkach.
Jak chcesz pomagać to pomagasz. Jak nie nikt cię nie zmusza, ale ja nie muszę o tym mówić. Ważne, że ja wiem, co robię.

Wypowiedziała to, zbierając talerze po kolacji, jakby nic się nie stało.

Całą noc nie mogłam przestać o tym myśleć. Moja mama zwykła, cicha kobieta, która sama często odmawia sobie różnych rzeczy co miesiąc idzie rozweselić nieznajome staruszki i staruszków, którzy nie mają już swojego świata. Poczułam olbrzymią dumę, ale i żal, że nosiła to wszystko sama.

Myślę, że w przyszły piątek pójdę z nią. Ale jeszcze nie wymyśliłam, jak to powiedzieć, żeby nie uznała, że się wtrącam albo że łamię jej święty spokój.

Jedyne, co wiem na pewno, to że widok mojej mamy robiącej tyle dobra cichutko, bez rozgłosu przewrócił mi coś w sercu do góry nogami.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście − dwanaście =

Tydzień temu dowiedziałam się czegoś, czego nigdy bym się nie spodziewała. Spacerowałam po centrum Warszawy, gdy zupełnym przypadkiem spotkałam koleżankę z liceum…