Ty sama ją do nas sprowadziłaś



Kacper, naprawdę masz rękę do wszystkiego! Facet, który rozkmini samochód i jednocześnie zrobi pyszne pierogi, to prawdziwy skarb. Alicjo, masz szczęście, że takiego męża masz, mówię ci szczerze.

Wiktoria odleżała w fotelu, rozkładając tę najjaśniejszą uśmiechniętą twarz. Alicja zauważyła, że patrzy na Kacpra, i coś nieprzyjemnego przemieściło się pod jej żebrami. Od razu się jednak podrapała: głupie, nowa w Warszawie, próbuje się wpasować.

Wiktoria pojawiła się w naszym życiu miesiąc temu. Nowa koleżanka wydawała się miła, trochę zagubiona w nieznanym mieście. Jak jej nie pomóc?

Nie przechwalaj mu, uśmiechnęła się Alicja do męża. Kacper nauczył się gotować rosół dopiero po siedmiu latach małżeństwa.
A jaki rosół! wpadła Wiktoria, dotykając łokcia Kacpra. Za takiego kucharza wybrałabym się w mąż.

Kacper zamrugał, dumnie rozkładając ramiona. Alicja zauważyła, że jego uszy lekko zaróżowiały się znak, że komplement trafił w sedno.

Starałem się, naprawdę.

Pierwsza wizyta Wiktorii przeciągnęła się aż do późnego wieczora. Zachwycała się remontem w mieszkaniu, zdjęciami dzieci, kolekcją płyt winylowych Kacpra. Do każdej tematyki znajdowała pretekst, by zadać mu pytanie: Kacprze, skąd to wzięłaś?, Kacprze, jaki masz gust!, Kacprze, opowiedz więcej.

Alicja dolewała herbatę i przyglądała się. Wiktoria siedziała zbyt blisko jej męża, śmiała się głośno z jego suchych żartów, dotykała ręki przy rozmowie.

Mamusiu, kim jest ta ciocia?

Szymon, dwunastoletni syn, zerknął do kuchni, gdy Alicja zmywała naczynia po wyjściu gościa.

To moja koleżanka. Nowa.
Trochę dziwna. Patrzyła cały czas na tatę.

Alicja zamierzyła się z talerzem w ręku. Jeśli nawet dwunastolatek zauważył

To ci się pomyliło, odpowiedziała synowi.

W kolejnych tygodniach powtarzała sobie to samo. Pomyłka, wyolbrzymiam. Wiktoria po prostu jest otwarta, towarzyska.

Koleżanka wracała wciąż częściej. Raz przybiegła po przepis, raz przyniosła bilety na wystawę, którą nieoczekiwanie dostała, innym razem po prostu przechodziła obok. Za każdym razem Kacper był w domu, a Wiktoria rozkwitała przy jego obecności.

Jesteś wyjątkowy, Kacprze, nie taki jak inni, mówiła, siedząc przy stole. Alicjo, skąd go wzięłaś? Takich facetów na rynku nie znajdziesz.
Poznaliśmy się w metrze, odparła Alicja spokojnie. Piętnaście lat temu. Na schodach ruchomych.
Romantyzm!

Wiktoria klasnęła w dłonie, Kacper uśmiechnął się, a Alicja zmusiła się do uśmiechu.

Po jednej z wizyt Kacper zatrzymał się w korytarzu, odprowadzając gościa. Alicja słyszała ich cichy śmiech zza drzwi.

Dlaczego tak długo? zapytała, gdy Kacper wrócił.
Opowiadała żart. Śmieszny.
No tak.

Nie rozwijała tematu, bała się wyglądać na zazdrosną histeryczkę

Wszystko się zmieniło po dwóch tygodniach. Telefon Kacpra leżał na stoliku, ekran włączony, kiedy brał prysznic. Alicja nie zamierzała patrzeć, ale przechodząc obok, zobaczyła, że ekran rozświetlił się od przychodzącej wiadomości.

Tęsknię. Jesteś przystojny i ciekawy rozmówcą. od Wiktorii.

Alicja usiadła na brzegu łóżka, ręce same podniosły się po telefon. Znała kod nigdy nie ukrywali przed sobą nic.

Rozmowa trwała już od kilku tygodni. Wiktoria narzekała na samotność w nowym mieście, na to, jak trudno się tu odnaleźć, i jak ma szczęście, że spotkała takiego rozumiejącego człowieka jak Kacper.

Kacper odpowiadał, wspierał, pisał, że jest wspaniała i że w końcu znajdzie swoje szczęście. Wysyłał mnóstwo emotikonek.

Alicja odłożyła telefon. Z łazienki dochodził szum wody, fałszywe nucenie mąż był w świetnym humorze.

Kacprze.

Wyszedł z prysznica, osuszając włosy ręcznikiem. Spojrzał na twarz żony i zamarł.

Co się stało?
Widziałam twoją korespondencję z Wiktorią.

Krótka, ale wystarczająca przerwa.

Ach, to nic specjalnego, Alicjo.
Nic specjalnego?
Ona po prostu towarzyska. Samotna dziewczyna w nieznanym mieście. Przecież sama ją do nas przyprowadziłaś.

Alicja patrzyła na męża, szukając choćby odrobiny winy w jego spojrzeniu. Kacper wyglądał szczerze zaskoczony.

Zazdrościsz? Serio? Mamy się razem dwunasta lat, dwójkę dzieci, a ty zazdrościsz swojej koleżance tylko przez emotki?
Ona flirtuje z tobą.
Ona tak rozmawia ze wszystkimi. Przesadzasz.

Alicja chciała się bronić. Chciała powiedzieć, że normalne przyjaciółki nie piszą mężom w nocy, nie nazywają ich przystojniakami, nie tęsknią. Ale Kacper już miał na sobie koszulkę i wychodził z sypialni.

Wiktoria nie odpuszczała. Wręcz przeciwnie zaczęła pojawiać się częściej. Znalazła pretekst, by pomóc: odprowadzić dzieci, kiedy Alicja była w pracy, ugotować kolację, gdy Alicja się spóźniała. Martyna, ośmioletnia córka, z zachwytem opowiadała o nowej ciocię Wiktę, która piecze pyszne naleśniki i pozwala oglądać kreskówki do późna.

Po prostu chciałam pomóc, mówiła Wiktoria niewinnie. Samemu ciężko radzić sobie.
Mam męża.
Oczywiście, oczywiście. Kacper to wspaniały tata. Macie szczęście, że się znaleźliście.

W tych słowach coś brzmiało nienaturalnie. Coś dwojuznacznego. Alicja nie potrafiła dokładnie określić, ale zostawiło to nieprzyjemny posmak.

Kacper nie odstawiał telefonu. Zabierał go do toalety, wkładał pod poduszkę, wyciągał przy każdym powiadomieniu. Podczas kolacji coraz rzadziej brał udział w rozmowie oczy przyklejone do ekranu, uśmiech co chwilę podciągany do ust.

Tato, słuchasz mnie?

Szymon powtórzył pytanie trzy razy, zanim Kacper odrywał się od telefonu.

Co? A, tak, synku. Oczywiście. Co u ciebie?
Mówiłem o zawodach pływackich. Przyjdziesz?
Na pewno. Kiedy?
W sobotę. Mówiłem ci to już trzy razy.

Kacper nerwowo pogłaskał syna po głowie i znów zanurzył się w ekranie. Alicja milcząco zmywała naczynia. Szymon patrzył na ojca z rozczarowaniem. Martyna rozgryzała kotlet, nie rozumiejąc, dlaczego przy stole tak cicho.

Flirt stawał się coraz otwarciejszy. Wiktoria nie chowała się już za niewinnymi komplementami. Dotykała Kacpra przy każdej okazji poprawiała mu kołnierzyk, usuwała wyimaginowaną kurz z ramienia, chwytała za rękę, gdy się śmiała. Patrzyła mu w oczy zbyt długo, wygryzła wargi, patrząc na niego.

Alicja obserwowała to przedstawienie w kącie własnej kuchni. Wiktoria zachowywała się tak, jakby Alicji nie było wcale. Jakby była jedynie tymczasową, irytującą przeszkodą, którą można zignorować.

Kacprze, pokażesz mi tę programinkę na komputerze? Do edycji zdjęć. Obiecałeś.
Teraz?
Czemu tak zwlekasz?

Poszli więc do gabinetu Kacpra, zamykając za sobą drzwi.

Tego dnia Alicja postanowiła zrobić mężowi niespodziankę. Przygotowała jego ulubiony obiad faszerowane papryki, które zawsze go zachwycały, sałatkę z krewetkami zapakowała wszystko w pojemnik i pojechała do jego pracy.

W biurze było cicho, przerwa obiadowa, większość pracowników rozeszła się po knajpach. Recepcjonistka skinęła głową, rozpoznając Alicję.

Kacper Andrzejewicz jest w swoim gabinecie. Tylko tam jeszcze…

Alicja nie dosłyszała dalszych słów. Przeszła korytarzem do pokoju męża. Drzwi były lekko uchylone.

Wypchnęła je i stanęła w progu.

Kacper siedział na skraju biurka. Wiktoria stała między jego rozłożonymi kolanami, otulając go ramionami. Całowali się głęboko, pożądliwie, jak dwoje ludzi, którzy nie są razem po raz pierwszy.

Pojemnik z jedzeniem wypadł z dłoni Alicji i rozbił się o podłogę. Oboje odskoczyli. Wiktoria wyglądała bardziej zirytowana niż zawstydzona. Kacper zbladł.

Alicjo to nie to, co myślisz.
Nie to?

Usłyszała własny suchy, rozpadnięty śmiech.

Alicjo
No więc, wyjaśnij. Powiedz, jak to przypadkiem spadło ci na klatkę piersiową.

Wiktoria z pokazowym gestem poprawiła bluzkę i wzięła torebkę ze krzesła.

Chyba pójdę.
Stój.

Alicja zablokowała jej wyjście. Wiktoria patrzyła na nią wyzywająco bez żalu, bez winy.

Wiedziałaś, że jest żonaty. Jadałaś przy naszym stole, bawiłaś się z naszymi dziećmi.
Dorośli sami odpowiadają za swoje czyny.

Wiktoria wzruszyła ramionami i odeszła, stukając wysokimi obcasami. W drzwiach odwróciła się:

Zadzwoń, kiedy będziesz wolny, Kacprze.

Alicja spojrzała na męża. Dwanaście lat. Dwanaście cholernych lat budowała tę rodzinę: nocne karmienie noworodków, awanse świętowane razem, remont trwający trzy lata, wakacje nad Bałtykiem, pierwsze samodzielne pływanie Marty, świąteczne choinki, urodziny, choroby dzieci. Wszystko to poszło w niepamięć.

Kochanie, jestem winny. Wiem. Możemy to naprawić.
Naprawić?
Ja ona zamieszała mi w głowie. Ale kocham cię, kocham dzieci
Kiedy wrócisz do domu, twoje rzeczy będą spakowane. Możesz je wziąć i iść do swojej Wiktorii.

Alicja odwróciła się i wyszła. Nie płakała nie było sił na łzy. Wewnątrz zamieniła się w lódZanim wsiadła do samochodu, spojrzała w lusterko i zobaczyła w sobie nową siłę, gotową zacząć od nowa.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 − pięć =

Ty sama ją do nas sprowadziłaś