Troszczyłem się o niego przez osiem lat. Nikt nigdy nie podziękował mi za to.

Od lat ośmiu opiekuję się ojcem mojej synowej. Nikt mi za to nie podziękował. Wszyscy wiedzą, jak ciężko jest troszczyć się o chorego człowieka. Nawet gdy to bliski krewny, opieka wymaga ogromnego wysiłku, a ja od osiemnaście lat troszczę się o ojca mojej synowej Grażyny. Właściwie był mi całkowicie obcy. I nikt nie wyraził wobec mnie wdzięczności, co bardzo mnie rani i pozostawia ślad w psychice.

Mam siedemdziesiąt dwa lata. Historia, którą opowiadam, dzieje się teraz, choć jej początki sięgają prawie piętnastu lat wstecz. Mój mąż od dawna nie żyje. Mam syna Jana Kowalskiego, synową Grażynę Wójcik i wnuka Michała. Ojciec Grażyny był kiedyś bardzo miłym człowiekiem, pracował jako nauczyciel matematyki, ale nagle zachorował poważnie.

Leczymy go przez długi czas, wydajemy przy tym setki tysięcy złotych na leki i zabiegi. Dołożyłam się finansowo, ile tylko mogłam. Wkrótce został przykuty do łóżka, a wokół nie było nikogo, kto mógłby go otulić opieką. Jan był ciągle zajęty, wyjeżdżał w delegacje, Michał studiował, a Grażyna pracowała w biurze. Jej starsza siostra Aneta, mieszkająca w Krakowie, mogła jedynie telefonować i wyrażać współczucie.

Grażynie zakazano zwolnienia lekarskiego. Szef powiedział jej: Albo pracujesz normalnie, albo tracisz pracę!. Oczywiście wybrała pracę, a ja musiałam przejąć opiekę nad jej ojcem.

Na początku Grażyna poprosiła mnie, żebym raz dziennie przychodziła, gotowała i karmiła go. Zgodziłam się. Nie przypuszczałam, że będę to robić przez osiem lat. Najpierw zostawałam dwie godziny, potem wracałam do domu. Z czasem Grażyna przekazywała mi coraz więcej obowiązków spędzałam cały dzień przy jego łóżku, wracałam do domu dopiero wieczorem, a rano wracałam pieszo.

Mój syn współczuł mi i widział, jak ciężko mi jest. Kazał mi przestać z tą wolontariacką działalnością, ale nie rozmawiał z żoną, bo mieszkał w jej mieszkaniu. Było mi przykro, kiedy starsza siostra Grażyny dzwoniła i wytyczała mi, co i jak mam robić, jak mam się troszczyć o ich ojca. Grażyna często była niezadowolona, zwłaszcza gdy nie miałam czasu na coś innego.

Mówiła nawet: Jak ci nie pasuje, weź syna i odejdź! Poradzę sobie sama! Znajdę opiekunkę!. Słuchałam tych słów przez osiem lat. W końcu ojciec Grażyny umarł. Żadna z córek nie podziękowała mi za lata wsparcia, a najstarsza dodała, że nikt mnie nie zmuszał do opieki, bo to ja sama tego chciałam.

Tak to wygląda: robisz coś dobrego dla innych, a oni są tak bezwzględni, że nie potrafią nawet podziękować.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia − 20 =

Troszczyłem się o niego przez osiem lat. Nikt nigdy nie podziękował mi za to.