Trzypokojowy kawalerski
Danuta Nowak patrzyła na dokument o zakwaterowaniu z miną, jakby trzymała wyrok sądu. Ciasny pokój w akademiku technikum oto jej nowy adres po czterdziestu latach w własnym mieszkaniu. I nie byle jaki pokój, tylko pokój dla trzech nauczycielek.
I gdzie ja tu swoje rzeczy pomieszczę? westchnęła do woźnego Stefana, dobrodusznego dziadka z siwym wąsem jak u Marszałka Piłsudskiego.
Pani Danusiu, a co robić? rozłożył ręce staruszek. Akademik pęka w szwach, remont w skrzydle dla nauczycieli się przeciąga. Sami widzą państwo dach cieknie, instalacja elektryczna jak za Gomułki. Budowlańcy obiecają, że do końca września skończą. Dyrekcja postanowiła czasowo państwa dokwaterować do Wandy i Jadwigi.
Danuta tylko pokręciła głową. W swoich pięćdziesiąt osiem lat nie przypuszczała, że znów będzie dzielić prywatność z obcymi. Po rozwodzie mieszkanie zostało byłemu mężowi meldunek miał starszy. A jej pozostała tylko praca uczenie polskiego w technikum na prowincji. Z pensji ledwo starczało na wynajem, więc gdy dyrektor zaproponował miejsce w akademiku, musiała przystać.
Oto klucze podał Stefan. Trzecie piętro, pokój 312. Wanda i Jadwiga już wiedzą o dokwaterowaniu.
Z ciężkim sercem Danuta wzięła klucze i powlokła się do windy. W ręce walizka z najpotrzebniejszym, resztę rzeczy na razie przygarnęła sąsiadka ze starego mieszkania.
Pokój okazał się nie aż tak mały, jak się bała. Solidne meble z epoki gierkowskiej: trzy łóżka, trzy szafki nocne, duża szafa, biurko pod oknem. Dwa łóżka już zajęte starannie zasłane, z różnymi narzutami. Na jednym niebieska w kwiatuszki, na drugiej bordowa z frędzlami.
To pani pewnie Danuta Nowak? odezwał się głos za jej plecami.
W drzwiach stała stateczna kobieta z siwymi włosami w prywatce i stalowymi okularami na szczupłym nosie. Szykowny kostium i postawa zdradzały nauczycielkę z długim stażem.
Tak Danuta wyciągnęła dłoń. A pani?..
Jadwiga Szymańska, matematyka. Trzydzieści dwa lata w tej szkole. Uścisk dłoni był krótki i rzeczowy. Pańskie łóżko przy oknie. Szafę dzielimy na trzy, pani lewa sekcja. Harmonogram kąpieli na drzwiach, nie spóźniać się ciepła woda według rozkładu.
Danuta skinęła głową, czując się jak pierwszoroczna studentka.
A gdzie Wanda Piotrowska?
W kuchni ma dyżur odparła Jadwiga, zaciskając usta. Chemiczka, bardzo osobliwa osoba. Uwielbia rano słuchać radia na cały regulator i suszyć zioła. Zapach potem stoi jak w aptece.
No to się zaczęło pomyślała Danuta, rozpakowując walizkę. Dogadać się z dwiema obcymi kobietami w jej wieku, każda ze swoimi przyzwyczajeniami będzie nie lada wyzwaniem.
Z Wandą Piotrowską poznała się wieczorem. Krępa, roześmiana kobieta z farbowanymi na miedziano włosami wpadła do pokoju z reklamówkami pełnymi jabłek.
Dziewczyny, patrzcie, co mam! Ze wsi przywiozłam, częstujcie się! Zauważyła Danutę i klasnęła w dłonie: O, już pani jest! Wanda Piotrowska, miło poznać!
Potrząsnęła dłonią nowej współlokatorki z energią reniferów Świętego Mikołaja.
Jabłuszko?
Dziękuję Danuta wzięła owoc, choć nie miała apetytu. Bardzo mi miło.
Wandziu, zabierz swoje zielsko z parapetu wtrąciła Jadwiga. Teraz jest nas trzy, miejsca jak na lekarstwo.
Jędziu, nie marudź machnęła ręką Wanda. Wszystkim starczy! Pani Danuto, to pani uczy polskiego, tak? Słyszałam! Podobno pani wiersze na lekcjach układa?
Danuta się zawstydziła:
Czasem, żeby uczniom łatwiej było zapamiętać
Cudownie! zawołała Wanda. A ja mam takie oto ręce, widzi pani?
Wyciągnęła dłonie pokryte bliznami po odczynnikach.
Zawodowe uśmiechnęła się. Ale moi uczniowie wiedzą: chemia to nie przelewki!
Jadwiga prychnęła, demonstracyjnie otwierając gruby podręcznik. Zdawało się, że cisza i porządek były dla niej ważniejsze niż cokolwiek innego.
Dziewczyny, herbatki? zaproponowała Wanda, wyciągając z szafki czajnik elektryczny.
Dziękuję, odmawiam odparła Jadwiga. Sprawdzam klasówki.
Ku własnemu zaskoczeniu, Danuta się zgodziła:
Chętnie się napiję.
Przy herbacie Wanda opowiadała o swoim ogródku, o wnukach, o tym, że dyrektor kiedyś u niej zdawał maturę, a teraz jest szefem. Mówiła dużo, ale jakoś tak serdecznie, że Danuta poczuła, jak napięcie pierwszego dnia powoli mija.
A dawno panie tu mieszkają? spytała Danuta.
Trzeci rok westchnęła Wanda. Córka z zięciem wynajmują kawalerkę, a mnie nie ciągnie do nich ciasno. Nie mam pretensji, młodzi potrzebują własnej przestrzeni. Na wieś jeżdżę co weekend to moja odskocznia. A Jędzia zniżyła głos już siedem lat tu siedzi. Mąż zmarł, a mieszkanie oddała synowi skończył politechnikę w Warszawie, ożenił się, dzieci poszły.
Jadwiga nie odrywała wzroku od klasówek, ale po napiętych plecach było widać, że słyszy każde słowo.
Pierwsza noc minęła niespokojnie. Danuta długo wierciła się na nowym miejscu. Jadwiga pochrapywała, a Wanda coś mamrotała przez sen. Przez ściany dobiegał hałas z korytarza studenci nie mieli zamiaru ucichnąć.
Poranek zaczął się od skocznej muzyki z radyjka Wandy.
Dzień dobry, sąsiadki! zaśpiewała, rozlewając herbatę.
Jadwiga skrzywiła się:
Wandziu, ścisz to, proszę.
Ojej, przepraszam! Wanda przykręciła głośność. Przyzwyczaiłam się tak dzień zaczynać. Pani Danuto, pani na pierwszą lekcję?
Na drugą odparła Danuta, próbując się ogarnąć przed lusterkiem.
To zdąży pani normalnie zjeść śniadanie. W kuchni dziś racuchy dają!
Pierwszy tydzieTrzy nauczycielki, mimo początkowych różnic, odkryły, że w swoim wspólnym pokoju znalazły coś znacznie cenniejszego niż prywatność prawdziwą przyjaźń, która z czasem stała się ich największym skarbem.



