Natalia stała przy kuchence, przewracając pierogi, gdy do kuchni wszedł jej mąż.
— Natalia, dzwoniła dziś moja mama — zaczął Krzysztof. — Mówi, że nie wpuszczasz jej do wnuka.
— Narzekała? — zdziwiła się Natalia.
— No tak. Twierdzi, że ciągle się wymigujesz. Miesiąc już nie widziała Jasia — dodał.
Natalia nerwowo wycierała ręce w fartuch.
— Krzysztof… Trudno mi to powiedzieć — zawahała się. — Twoja mama… powiedziała mi coś, o czym musisz wiedzieć.
Opowiedziała wszystko. Krzysztof zbladł i opadł na krzesło — nie spodziewał się tego.
Zaczęło się miesiąc temu. Tego dnia Barbara Januszówna, jego matka, jak zwykle przyszła bez zapowiedzi. Już od progu oceniła korytarz:
— Znowu bałagan! Zabawki porozrzucane! W takim brudzie nie można wychowywać dziecka!
Natalia wymuszenie się uśmiechnęła, ale w środku wszystko się ścisnęło. Jaś właśnie zasnął, a zabawki leżały tam, gdzie się bawił. Ale dla teściowej był to pretekst, by wylać swoje oburzenie.
— Krzysztof! — podniosła głos Barbara. — Jesteś mężczyzną czy kim? Masz żonie pokazywać, jak prowadzić dom!
— Mamo, wszystko w porządku — burknął, nie odrywając wzroku od telefonu.
— Tobie w porządku? Dom jak po huraganie, a ty jakbyś na wakacjach!
— Jaś jest po prostu energiczny — spokojnie wtrąciła Natalia, ale głos zdradzał napięcie.
— Energetyczny! Masz na niego uważać, a nie pozwalać mu się włóczyć po mieszkaniu!
I znów rozmowa zeszła na to, że Krzysztof w dzieciństwie był pod kloszem. Idealne dziecko, wychowane pod lupą. Natalia cicho kiwała głową, ale z każdym słowem w niej rosła złość.
— Barbaro Januszówno — w końcu powiedziała. — Wychowuję syna po swojemu. Ma dwa lata. Poznaje świat.
— Poznaje? A potem siniaki, zadrapania, a ty tylko „poznaje” i tyle!
— To dzieci. Uczą się przez ruch, błędy, doświadczenie.
— Nie! To twoje niedbalstwo. A jak zrobi sobie coś poważnego?
— Mamo… — wtrącił się Krzysztof, ale teściowa tylko się rozpaliła.
— Jeśli nie nauczysz się być normalną matką, pomyślę, gdzie się zgłosić!
Następnego dnia znów przyszła — gwałtownie zapukała, jak zawsze.
— Dlaczego tak długo otwierasz? Już myślałam, że cię nie ma! — błysnęła oczami.
— Byłam zajęta — spokojnie odparła Natalia.
— Znowu zabawki! W ogóle sprzątasz?
— Oczywiście. Ale Jaś się bawi. To normalne.
— Normalne? A w dzieciństwie Krzysiek… — zaczęła teściowa.
— Tak, wiem. Był idealny. Żadnego pyłku, żadnego siniaka. Tylko że jajecznicy do dziś nie umie usmażyć!
— Co ty chcesz przez to powiedzieć?
— Że wychowaliście faceta, który nie wie, jak żyć sam.
— On pracuje, pieniądze przynosi! A ty siedzisz w domu!
— Jestem z dzieckiem. I chcę, żeby był samodzielny. A nie jak jego ojciec — dorosły, ale bezradny.
W tym momencie w pokoju rozległ się dźwięk tłuczonego szkła i płacz dziecka. Natalia rzuciła się do salonu — na podłodze stał Jaś, z ręką w krwi.
— Jezu… — Natalia wzięła go na ręce. — Wszystko w porządku, kochanie, wszystko dobrze!
— Widzisz! — syknęła Barbara. — Mówiłam! Ty nie jesteś matką, tylko katastrofą! Pójdę do opieki społecznej!
Natalia zastygła. To już nie było zwykłe obrażenie — to była groźba.
— Dobrze. Niech pani przyjdzie z inspektorem. A teraz — pora już iść — cicho powiedziała.
Od tamtego dnia Natalia się zmieniła. Nie zamykała drzwi na głucho — po prostu nie otwierała ich już teściowej bez powodu. I zawsze znajdował się pretekst, by odwlec wizytę: kwarantanna, lekarz, remont, dziecko chore…
Pewnego dnia Barbara przyjechała bez zapowiedzi. Natalia wyjrzała przez szparę:
— Och, nie widziała pani mojej wiadomości? Przepraszam! Tylko że Jaś ma osłabioną odporność, lekarz radzi nikogo nie wpuszczać.
— Ja nie jestem obcą!
— Tak, ale… rozumie pani — zalecenie lekarza. Poczekamy trochę, i znów się spotkamy!
Teściowa odeszła wściekła, nic nie mówiąc.
Wieczorem Krzysztof podszedł do żony.
— Mama mówi, że nie wpuszczasz jej do Jasia. Dlaczego?
— Bo się boję. Groziła mi opieką społeczną.
— Przesadzasz.
— Jesteś pewien, że nie doniesie, jak się znów wścieknie?
Zamilkł. Natalia wzięła go za rękę.
— To nasz syn. Jego bezpieczeństwo jest najważniejsze.
— Myślisz, że może mu zaszkodzić?
— Ona nie widzi granic. Jej „troska” staje się niebezpieczna.
— No dobrze — poddał się. — Nie będę już nalegać.
Natalia uśmiechnęła się z ulgą. Teściowa sama przekroczyła granicę — i teraz gra toczyła się według nowych zasad.



