**To wszystko twoje wychowanie**
Stanisława Kowalska stała przy kuchennym oknie i patrzyła, jak jej wnuk Kacper rzuca kamieniami w sąsiedzkiego kota. Chłopiec miał zaledwie siedem lat, ale w jego ruchach było coś niepokojąco złego, co ściskało serce babci.
Kacperku, natychmiast przestań! krzyknęła, otwierając okno.
Wnuk nawet się nie odwrócił. Chwycił większy kamień i znów cisnął w zwierzę. Kot żałośnie miauknął i zniknął za garażami.
Stanisława westchnęła i poszła się ubrać. Trzeba było zejść na dół i porozmawiać z chłopcem. Ale wiedziała, że niewiele to da. Kacper jej nie słuchał, odpowiadał opryskliwie, a czasem uciekał do domu, by poskarżyć się mamie.
W klatce schodowej spotkała sąsiadkę, Hannę Nowak.
Stasia, widziałaś swojego wnuka? zapytała tamta z oburzeniem. Znowu gonił mojego Mruczka!
Widziałam, Haniu. Zaraz z nim porozmawiam.
Co tam rozmowa! Lepiej pogadaj z Ewą. To wszystko przez jej wychowanie, a raczej jego brak.
Stanisława milczała. Nie chciało się jej kłócić, ale i zgodzić się nie mogła. Ewa to jej córka, i choć między nimi bywało różnie, zawsze stawała w jej obronie.
Na podwórku Kacper znalazł nową rozrywkę odrywał skrzydła muchom złapanym do słoika.
Kacperku, co ty robisz? Stanisława usiadła obok niego na ławce.
Badam burknął chłopiec, nie podnosząc głowy.
Co badasz?
Jak będą żyć bez skrzydeł.
Po co ci to wiedzieć?
Kacper wzruszył ramionami.
Ciekawe.
Stanisława delikatnie zabrała mu słoik.
Muchy też są żywe. To je boli, gdy odrywasz im skrzydła.
No i co? Są obrzydliwe.
Kacper, nie wolno krzywdzić innych, nawet jeśli ci się nie podobają.
Chłopiec spojrzał na babcię tak, jakby mówiła po japońsku.
A mama mówi, że słabszych nie trzeba się bać.
Stanisławie ścisnęło się serce. Czy Ewa naprawdę uczyła go takich rzeczy?
Mama wiele mówi, ale nie wszystko jest prawdą. Silni powinni chronić słabych, a nie ich krzywdzić.
Głupie gadanie machnął ręką Kacper i pobiegł do huśtawek.
Wieczorem Stanisława postanowiła porozmawiać z córką. Ewa przyszła po syna koło ósmej, jak zwykle zmęczona po pracy i rozdrażniona.
Mamo, nakarmiłaś go chociaż? zapytała, nawet nie witając się.
Oczywiście. Ewo, musimy porozmawiać.
O czym? córka nerwowo szarpała pasek torebki.
O Kacprze. O jego zachowaniu.
Ewa przewróciła oczami.
Znowu narzekasz? Mamo, on ma siedem lat! Wszystkie dzieci w tym wieku dokazują.
To nie są zwykłe psoty. Dręczy zwierzęta, jest opryskliwy wobec dorosłych, nikogo nie słucha.
I co mi radzisz? Zamknąć go w domu?
Radzę zająć się jego wychowaniem. Wytłumaczyć, co jest dobre, a co złe.
Ewa prychnęła.
Mamo, czasy się zmieniły. Teraz trzeba być twardym, żeby przetrwać. Nie chcę, żeby mój syn wyrósł na mięczaka, którego każdy będzie deptał.
Ale jest różnica między siłą a okrucieństwem!
Jaka różnica? Ważne, żeby się nie dać.
Stanisława spojrzała na córkę i nie poznała jej. Gdzie została ta wrażliwa dziewczynka, którą wychowała? Kiedy Ewa stała się tak zgorzkniała?
Kacper, idziemy do domu! krzyknęła córka w stronę placu zabaw.
Chłopiec niechętnie podszedł.
Babciu, jutro przyjdę? zapytał.
Oczywiście, wnusiu.
Ewa wzięła syna za rękę i ruszyła w stronę bramy. Tuż przed wyjściem odwróciła się.
Mamo, nie zawracaj mu głowy głupotami o dobroci i sprawiedliwości. Życie jest brutalne.
Po ich wyjściu Stanisława długo siedziała na ławce, zastanawiając się, gdzie popełniła błąd w wychowaniu córki. Ewa była zwyczajnym dzieckiem ani gorszym, ani lepszym od innych. Uczyła się średnio, ale starała się. Pomagała w domu, nie była chamsk


