To przecież moja mama

Tak to przecież mama

Jaki zaległy rachunek? Chyba się mylicie, nie mamy żadnych kredytów… Tak, Jutrzyńscy, zgadza się, nasz adres, ale… Ile? Niemożliwe. Na kogo został wzięty kredyt? dopytywała z niedowierzaniem Józefa.

Na Jana Michała Jutrzyńskiego odpowiedziano jej.

Tak, to mój mąż, ale jak to możliwe? I po co mu był ten kredyt? kobieta była coraz bardziej zdezorientowana.

Współczuję głos po drugiej stronie złagodniał ale przepisy są takie same dla wszystkich: termin minął, dziś przypomnienie, a potem pojawią się inne kroki.

Józefa nawet nie pamięta, jak znalazła się w pokoju, jak odpaliła komputer. Szok po tej wiadomości uderzył mocniej, niż się spodziewała. Musiała sama się dowiedzieć, skąd wzięło się to zadłużenie.

Nigdy nie widziała u męża karty kredytowej. To znaczy, że te pieniądze nie były przeznaczone dla rodziny. O co w tym wszystkim chodzi? Nie mogła wrócić do pracy głowę zaprzątał tylko ten dziwny telefon. Niecierpliwie czekała, aż Jan wróci do domu.

Dla kogo te pieniądze? Kto cię prosił, żebyś brał kredyt?!

No, nie zdążyłem, i tak już zadzwonili burknął z irytacją Jan. A widząc, że się wygadał, zaczął się irytować: Czego się tak gapisz? Dla mamy pieniądze, dla mamy. Poprosiła, bo sama mieszka…

I na co jej taka suma? My żyjemy skromniej, chociaż oboje pracujemy.

Na wakacje, chyba oczywiste?

Dokąd się wybiera? Do Egiptu czy na Bahamy?

Mama samotnie mnie wychowywała, ma prawo. Po tobie się tego nie spodziewałem…

Jan nastrajał się na swój teatralny tryb obrażonego dziecka zamknął się w swoim pokoju, ostentacyjnie usiadł ciężko w fotelu i odwrócił się do ściany. Tak reagował zawsze, kiedy chciał wymusić coś na żonie. Tym razem jednak jego zachowanie nic nie dało.

Józefa nie ciągnęła już tematu. Teściowa w ich życiu była aż nadto obecna. Wiesława Karolina uwielbiała żądać. Zaczął się to prawie od chwili, gdy Józefa poznała jej syna. Ledwie zobaczyła kolczyki w uszach dziewczyny, od razu zapytała z podziwem, czy są z prawdziwych kamieni, czy to tylko podróbka.

Gdy dowiedziała się, że Józefa nosi wyłącznie prawdziwą biżuterię, tylko pokręciła głową:

Po co taką kasę wyrzucać? Lepiej coś do domu kupić…

To prezent Józefa poczuła się dotknięta takim podejściem.

A, jeśli to prezent, to w porządku natychmiast się uspokoiła przyszła teściowa.

Po tygodniu Jan poprosił Józefę, aby lepiej nie zakładała tych kolczyków, kiedy będą u matki. Bo mama się smuci, że ona takich nie ma, a syn nie może jej kupić podobnych.

Już wtedy zachowanie matki było dla Józefy niezrozumiałe, ale jako zakochana dziewczyna odsuwała złe myśli. Później przyszło wesele. Wiesława Karolina błyszczała: nowy kostium, piękny prezent. Dopiero po miesiącu Józefa przypadkiem odkryła, że wszystko kupił Jan. Inaczej mama nie zamierzała się pokazać na ślubie syna.

Potem już poszło z górki: raz nowy telewizor, jak u koleżanki, to znowu suszarka, jakiej zazdrościła siostrze, raz opłata za kosmetyczkę, innym razem zabiegi odmładzające. Wszystko natychmiast i bez zwłoki, bo inaczej… Mama natychmiast zaczynała płakać i żalić się na zdrowie, gdy coś wymykało jej się z rąk. Jan nie znosił łez mamy i biegiem spełniał jej zachcianki.

To przecież mama… Jak możesz!

Tyle że miał już własną rodzinę. A na jej utrzymanie środków wyraźnie zaczynało brakować. Józefa nie mogła pojąć: jak to się dzieje, że oboje nieźle zarabiają, a wiecznie brakuje na podstawowe rzeczy? Jan tylko wzruszał ramionami:

Nie umiesz gospodarować, Józiulka. Moja mama to dopiero potrafi zapanować nad budżetem…

Ale od niej Józefa uczyć się nie zamierzała od początku ich relacje były bardzo trudne. Doskonale znała ten typ mamań i wolała ich unikać.

Ostatnia kropla przelała czarę: mama zażądała sfinansowania egzotycznych wakacji. Syn, na jej prośbę, wyciągnął ogromną sumę. Za te pieniądze mogli spłacić trzy raty kredytu mieszkaniowego, urządzić mieszkanie nowymi meblami i sprzętem, a resztę przeznaczyć na świętowanie w najlepszej restauracji w Łodzi czy Warszawie.

Wyglądało na to, że Jan nie zamierza zmieniać nawyków: mamie wszystko, reszta się nie liczy. Józefa może by to przełknęła przecież to jego mama, sama dla swojej gotowa byłaby na wiele. Ale żeby tak, nawet nie pytając… A gdyby coś się stało? Kto by został z kredytem? Ona! Wiesława znów zrzuciłaby wszystko na nich.

Nadszedł czas poważnie pogadać z mężem. Musi wybrać, co dla niego ważniejsze. Albo chociaż zdobyć się na rozmowę z matką i utemperować jej oczekiwania. Ale nic z tego nie wyszło. Jak zwykle, Jan się wściekł, oskarżając żonę o brak serca i wyrachowanie.

Przecież spłaciłem tamten dług, wszystko opłacę, a ty ciągle mnie dręczysz! Ile można! Tak, mama nie chce tanich ośrodków, potrzebuje luksusu. I powinna mieć! Dała mi życie, zawsze była tylko dla mnie! A ja nie mogę jej zapewnić przyjemności?

A to, że jej zachcianki są poza naszym zasięgiem? Może by to mamie powiedzieć?

Lepiej ja tobie powiem: mama to świętość…

Józefa zrozumiała: Jan nie zamierza niczego zmieniać. Wiedziała doskonale, że Wiesława jest do niego chorobliwie przywiązana codziennie dzwoniła, błagała, by Jaś przyjechał, bo tak tęskniła…, a Jan rzucał wszystko i pędził na drugi koniec miasta. Przecież mama woła!

Po awanturze tego dnia Jutrzyńscy poszli do pracy, nie pogodzeni. W południe Józefa poczuła się bardzo źle.

Przestraszone jej wyglądem koleżanki nalegały, aby pojechała do lekarza. Tam dowiedziała się, że spodziewa się dziecka. Chciała natychmiast podzielić się tą wiadomością z mężem. Myślała wreszcie jest powód, by inaczej spojrzeć na rodzinny budżet.

Ale zbyt szybko się ucieszyła. Jan był wyraźnie zaskoczony i uznał, że to nie najlepszy moment. Prosił o czas, nakłaniał do usunięcia ciąży. A potem zaczęła dzwonić teściowa. Tyle że ona nie prosiła, lecz żądała głosem nieznoszącym sprzeciwu:

Nie zamierzam zostać babcią! Co ci strzeliło do głowy? Chcesz sobie syna przywiązać dzieckiem? Głupia jesteś, i tak odejdzie, nie zatrzymasz go…

A dokąd niby pójdzie? Skąd taki pomysł?

Znam syna lepiej od ciebie. Od dawna szuka okazji, żeby znaleźć sobie lepszą niż ty. Zrób, jak każe alimentów i tak nie zobaczysz.

Poczuła, jak świat ciemnieje w oczach. Ocknęła się już w szpitalu.

No, Józiulka, nareszcie wróciłaś do nas usłyszała znany głos. Otworzyła oczy i zobaczyła Annę Sewerynę, sąsiadkę z bloku teściowej, pracującą jako pielęgniarka.

Ojej, pani Anno, nie wiedziałam, że pani tu pracuje…

I obyś nie musiała więcej tu bywać uśmiechnęła się kobieta. Myśleliśmy, że trzeba będzie wybierać: ty albo dziecko…

Co?!

Spokojnie, wszystko dobrze. Ale powiedz mi, co cię tak zdenerwowało?

Po wysłuchaniu historii Anna tylko pokręciła głową i powiedziała:

Uciekaj od tej rodziny, Jasia nie zmienisz, a jego mamusia zatruje życie każdej jego wybrance. Ona jest przekonana, że syn jest jej coś winien. Wiesława zamęczyła męża, aż się facet dosłownie zaharował. A Jan jest taki jak on nigdy matce się nie sprzeciwi.

Przecież się ożenił…

Dziwi mnie, że się na to zdecydował. Wiem, ile dziewczyn rezygnowało już po pierwszej wizycie u Wiesławy! Decyduj. A co Jan mówi na temat dziecka?

Gdy Józefa odpowiedziała, Anna pod nosem mruknęła coś niezbyt pochlebnego o synkach pod mamusię. I jakby wymawiając zaklęcie, dodała Józefie odwagi. Już wtedy Józefa podjęła decyzję poradzi sobie sama. Jan już dokonał wyboru, nawet jeśli tego nie rozumiał.

Wystąpiła o rozwód, zaledwie wróciła do pracy. Jan nie naciskał, by ratować małżeństwo. Nawet nie dowiedział się, że dziecko się urodziło i jest zdrowe.

Rok minął od chwili odzyskania wolności. Józefa prowadziła za rączkę córeczkę, spacerując spokojnie po łódzkim skwerze.

Ależ spotkanie usłyszała głos, którego dawno wolała nie pamiętać. Dlaczego nie pozwalasz mi widywać wnuczki?

Bo to nie pańska wnuczka odpowiedziała Józefa z opanowaniem. Tamto dziecko… Jak pani i syn radziliście nie urodziło się. A ta dziewczynka jest tylko moja. I babci już jej nie brak.

Jak możesz…

A pani tak bardzo zależy na tytule babci? Nie ma problemu. Proszę synowi znaleźć kogoś odpowiedniego.

Odeszła z uśmiechem, nie słuchając złorzeczeń teściowej. Wiedziała już zostawiła za sobą męża uzależnionego od matki i teściową, która nie znała umiaru. I zrobiła to, co należało.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście − dziesięć =

To przecież moja mama