To przecież mama

Jaki przeterminowany rachunek? Musi być jakaś pomyłka, my nie mamy żadnych kredytów… Tak, Kowalscy, zgadza się adres, ale… Ile?! To niemożliwe. Na kogo ten kredyt został wzięty? dziwiła się Justyna.

Na Jakuba Władysława Kowalskiego padła odpowiedź.

To mój mąż, ale jak to? I po co? kompletnie zgłupiała Justyna.

Przykro mi, głos rozmówcy nieco złagodniał, ale przepisy są dla wszystkich takie same: terminy minęły, dziś to przypomnienie, potem będą kolejne kroki.

Justyna nawet nie pamiętała, jak się znalazła przed komputerem: chyba to szok sprawił, że tyle rzeczy jej umknęło. Najpierw muszę się sama dowiedzieć, skąd się wziął ten dług pomyślała.

Karty kredytowej u męża nigdy nie widziała, więc wszystko wskazywało na to, że pieniądze były na coś poza rodziną. O pracy mogła dziś zapomnieć, bo myśli wciąż wracały do tej dziwnej rozmowy. Ledwie doczekała powrotu Jakuba do domu.

Dla kogo te pieniądze? Kto cię prosił o taki kredyt?!

No i dzwonili… wymamrotał niezadowolony mąż. Widząc, że się wygadał, burknął na żonę: No czego tak patrzysz? Dla mamy, dla mamy! Prosiła o pomoc, sama mieszka…

I na co jej taka suma? My sobie radzimy za mniejsze, choć oboje pracujemy!

Na wakacje, jasne?

Gdzie się wybiera? Do Dubaju czy na Malediwy?

Mama mnie sama wychowała, ma prawo. A od ciebie się tego nie spodziewałem…

Naburmuszony Jakub demonstracyjnie poszedł do pokoju, rzucił się na fotel i odwrócił do ściany. Zawsze tak robił, gdy chciał wywrzeć presję na żonie. Tym razem jednak ten teatrzyk pt. obrażone dziecko już nie zadziałał.

Justyna po prostu przestała rozmawiać. W jej rodzinie teściowa była, jak to się mówi, obecna zdecydowanie za bardzo. Stefania Kowalska uwielbiała żądać. Zaczęła już przy pierwszym spotkaniu z wybranką syna na widok kolczyków Justyny od razu westchnęła i zapytała, czy kamienie prawdziwe, czy tylko biżuteria.

Dowiedziawszy się, że Justyna nie nosi podróbek, od razu zaczęła narzekać:

I po co tyle kasy na takie głupstwa? Lepiej byłoby kupić coś pożytecznego do domu…

To był prezent zaskoczona takim podejściem wykrztusiła Justyna.

A, no to rozumiem momentalnie się uspokoiła, jeszcze wtedy przyszła teściowa.

Po tygodniu Jakub poprosił nieco skrępowany, żeby Justyna nie zakładała tych kolczyków, jak idą do mamy. Bo mama się smuci, że nie ma takich, a syn nie ma kasy jej kupić.

Już wtedy Justyna zaczęła podejrzewać, że coś tu nie gra. Ale zakochana tłumaczyła sobie, że przecież trzeba się starać. Potem była ślub. Stefania prezentowała się jak królowa: modnie ubrana, wspaniały prezent, cała w skowronkach. Dopiero po miesiącu Justyna przypadkiem się dowiedziała, że wszystko kupił Jakub, bo bez tego mama nie chciała przyjść na ślub.

Potem już poszło: mama domaga się nowego telewizora, bo koleżanka ma taki, jej się marzy suszarka do włosów, jaką siostra kupiła, salon kosmetyczny, masaże… I wszystko natychmiast, bo jak nie, to łzy i narzekania na zdrowie. Jakub nie wytrzymywał maminego płaczu i spełniał każde żądanie:

Przecież to moja mama! Jak mogę jej odmówić?

A pieniędzy na rodzinę coraz bardziej brakowało. Justyna nie rozumiała: przecież oboje dobrze zarabiają, a tu ciągle brakuje na podstawowe rzeczy? Gdy pytała, Jakub tylko wzdychał:

Widzisz, Justynko, po prostu nie umiesz zarządzać budżetem. Powinnaś się od mojej mamy uczyć…

Tylko jakoś Justyna nie chciała się uczyć od teściowej. Miała powody z takim typem mamusi miała już wcześniej do czynienia i wiedziała, że tylko trzymając dystans, można mieć święty spokój.

Aż przyszła ta wisienka na torcie: mama zażądała, by syn sfinansował jej egzotyczne wakacje. Kwota, jaką Jakub wziął dla teściowej, zwaliła Justynę z nóg. Za to można by było spłacić trzy raty kredytu hipotecznego, kupić nowe meble, elektronikę i jeszcze by zostało na porządną imprezę w najlepszej warszawskiej restauracji.

Jakub nie zamierzał zmieniać zwyczajów: mama zawsze na pierwszym miejscu, koniec i kropka. No trudno pomyślała Justyna to przecież jego mama, sama dla swojej zrobiłaby wszystko. Ale żeby nawet słowem nie uprzedzić A jeśli coś by się stało? Kto by został z tym kredytem? Oczywiście ona! A Stefania jakby nigdy nic.

To był moment, żeby podjąć poważną rozmowę z mężem. Trzeba wybrać, kto dla niego ważniejszy, a przynajmniej niech powie mamie, żeby trochę spuściła z tonu. Z rozmowy jednak nici Jakub się wściekł i obrzucił żonę wyrzutami o brak uczuć i materializm:

Przecież spłaciłem ten dług, wszystko zapłacę, ale ty już proszę… ile można! Tak, mama nie zamierza jeździć do tanich sanatoriów, zasługuje na luksus! Urodziła mnie, wszystko poświęciła a ja nie mogę zapewnić jej porządnego wypoczynku?

A nie przyjdzie ci do głowy, że nas na to nie stać? Może jej to wytłumaczysz?

Lepiej ja tobie wytłumaczę: mama to świętość!

Justyna zrozumiała: Jakub nie zamierza nic zmieniać. A że teściowa jest o nią zazdrosna? To było wiadomo od dawna dzwoniła do syna codziennie, błagając, żeby ją odwiedził, bo się tak stęskniła… I synek rzucał wszystko i gnał na drugi kraniec Warszawy, bo mama prosi!

Po wczorajszej awanturze małżeństwo rozeszło się do pracy, nie godząc się. Koło południa Justyna poczuła się fatalnie.

Przerażone koleżanki wymusiły wizytę u lekarza. Tam się dowiedziała: będzie dziecko. Pierwszą myślą było to świetny powód, by w końcu przemyśleć budżet.

Ale radość trwała krótko. Jakub był w szoku. Zaczął błagać, by na razie… się wstrzymać z dzieckiem. Chciał aborcji. Wkrótce zadzwoniła też teściowa. Tylko że ona nie prosiła, tylko rozkazywała:

Nie życzę sobie być babcią! Co ty sobie wymyśliłaś? Chcesz przywiązać syna dzieckiem? Nic z tego! I tak ci od niego nie przyjdzie żadna pomoc…

Ale dokąd on miałby odejść? Skąd te pomysły?

Oj, ja syna znam. Już od dawna szuka sposobu, żeby się od takich jak ty uwolnić. Zrób po jego myśli, bo i tak alimentów nie zobaczysz.

Justynę zalała ciemność. Ocknęła się w szpitalu.

Nareszcie jesteś przytomna, Justynko usłyszała znajomy głos. Otworzyła oczy i zobaczyła siedzącą obok pielęgniarkę, swą dawną sąsiadkę.

Ojej, Pani Anno, nawet nie wiedziałam, że tu Pani pracuje…

I dobrze byłoby nie wiedzieć dalej zażartowała Anna. Myśleliśmy, że trzeba będzie wybierać: ty czy dziecko.

Co?!

Spokojnie, wszystko w porządku. Ale powiedz, co cię tak urządziło?

Gdy usłyszała całą historię, Anna się tylko skrzywiła i poradziła:

Daj spokój tej rodzinie. Jakuba nie zmienisz, a jego mama do końca będzie węszyć problem w każdej synowej. Ona jest przekonana, że syn jest jej coś winny. Stefania zajechała własnego męża ciągłe żądania, aż facet się zajechał na śmierć. A Jakub całą mamę wziął po tacie: nigdy matce nie odmówi.

Ale w końcu się ożenił…

Szczerze mówiąc, sama nie wiem jak. Wiesz, ile dziewczyn uciekło po pierwszej wizycie u Stefanii? To że ty wytrzymałaś, to już rekord. Decyduj. A co twój wybranek sądzi o ojcostwie?

Kiedy usłyszała odpowiedź, Anna mruknęła pod nosem coś o maminsynku bez kręgosłupa. I chyba to było magiczne zaklęcie bo po nim Justyna podjęła decyzję. Da sobie radę sama. Jakub swój wybór i tak już dokonał, nawet jeśli nieświadomie.

Na rozwód złożyła papiery, kiedy tylko wróciła do pracy. Jakub na ratowanie związku się nie wysilał. O tym, że dziecko się ostało, również mu nie mówiła.

… Minął rok od odzyskania wolności. Justyna z córeczką spokojnie spacerowała po parku koło bloku.

O, cóż za spotkanie! usłyszała niezbyt wyczekiwany głos. Dlaczego nie pozwalasz mi widzieć wnuczki?

Bo to nie pańska wnuczka spokojnie odparła Justyna. Tamto dziecko… Tak jak zalecali Pani i Jakub, nie przyszło na świat. A ta dziewczynka to tylko moja córka. I owszem, babcię już ma.

Jak śmiesz…

Prześmiewam śmiało. A tak Pani zależy na statusie babci? Proszę szukać idealnej synowej dla Jakuba.

Justyna oddalała się z uśmiechem, nie słysząc już wyzwisk za plecami. Wiedziała doskonale, że zostawiła we właściwym momencie i uzależnionego od mamusi męża, i wiecznie niezadowoloną teściową daleko w tyle. I całkowicie słusznie…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

15 − 5 =

To przecież mama