To przecież mama!

Jaki przeterminowany rachunek? Chyba się Państwo mylicie, nie mamy żadnych kredytów… Tak, Nowakowie, tak, zgadza się adres, ale… Ile? To niemożliwe. Na kogo został zaciągnięty ten kredyt? zdziwiła się Justyna.

Na pana Michała Antoniego Nowaka padła odpowiedź.

Tak, to mój mąż, ale jak to możliwe? I po co? kompletnie się pogubiła.

Przykro mi, głos po drugiej stronie złagodniał, ale zasady są dla wszystkich takie same: termin minął, dziś przypomnienie, potem kolejne konsekwencje.

Justyna nie pamiętała, jak dotarła do salonu i jak siadła przed komputerem; szok zrobił swoje. Musiała najpierw sama dowiedzieć się, skąd wziął się dług.

Karty kredytowej męża nigdy nie widziała, więc pieniądze nie poszły na rodzinę. O co tu chodzi? Nie mogła pracować, bo cały czas myślała o tej dziwnej rozmowie. Z niecierpliwością czekała, aż Michał wróci do domu.

Na co te pieniądze? Kto cię prosił, żebyś wziął kredyt?!

Nie zdążyłem, już dzwonili mruknął z irytacją Michał. Widząc, że się wygadał, zaatakował żonę: Czego się tak patrzysz? Dla mamy pieniądze, dla mamy. Prosiła, mieszka sama…

I na co jej taka suma? My się obyliśmy z mniejszymi, choć oboje pracujemy!

Na wakacje, jasne?

Gdzie ona się wybiera, do Dubaju czy na Malediwy?

Mama wychowała mnie sama, należy jej się. A po tobie się tego nie spodziewałem…

Zasępił się, wszedł do pokoju demonstracyjnie rzucając się w fotel i odwrócił się do ściany. To jego klasyczna zagrywka obrażony chłopiec, by wymusić na mnie ustępstwo. Tym razem jednak nie zrobiło to już na mnie wrażenia.

Nie odzywałem się wcale. Teściowa i tak już nadmiernie ingerowała w nasze życie. Jadwiga Nowak bardzo lubiła wymagać. Zaczęło się jeszcze przy pierwszym spotkaniu. Ledwo zobaczyła kolczyki w uszach Justyny, od razu z zachwytem zapytała, czy to prawdziwe kamienie, czy tylko tania biżuteria?

Gdy dowiedziała się, że Justyna nie nosi podróbek, natychmiast westchnęła:

Po co tyle pieniędzy na takie rzeczy? Lepiej byście coś sensownego do domu kupili…

To prezent Justyna poczuła się nieswojo po takiej reakcji.

A to inna sprawa uspokoiła się od razu przyszła teściowa.

Po tygodniu Michał nieśmiało poprosił, by Justyna nie zakładała tych kolczyków, gdy idą do jego mamy. Bo ona przecież bardzo to przeżywa, że takich sobie nie może sprawić, a kupić jej podobnych Michał nie da rady.

Już wtedy miałem wątpliwości co do tej relacji, ale zakochana Justyna starała się odganiać złe myśli. Potem był ślub. Teściowa brylowała: modny strój, świetny prezent. Dopiero po miesiącu żona przypadkiem dowiedziała się, że wszystko kupił Michał. Inaczej mama nawet nie pojawiłaby się na weselu.

A potem się zaczęło: raz mama żąda nowego telewizora, takiego jak ma koleżanka, to znowu nowej suszarki do włosów, koniecznie jak u jej siostry, albo opłacenia kosmetyczki, nowych zabiegów… I wszystko natychmiast. Inaczej – teściowa zaczynała płakać i żalić się na swoje zdrowie, jak tylko widziała, że nie dostaje tego, czego chce. Michał nie znosił łez mamy i spełniał każdy jej kaprys:

To przecież mama… Jak można odmówić!

Tylko że teraz miał też własną rodzinę. I doszło do tego, że nie wystarczało na podstawowe potrzeby. Justyna była zaskoczona: oboje dobrze zarabiali, a pieniędzy ciągle brakowało. Gdy pytała, Michał tylko rozkładał ręce:

Widzisz, Justynko, po prostu nie umiesz prowadzić budżetu domowego. Od mamy powinnaś się nauczyć…

Ale nauki od teściowej nie chciała: od początku wiedziałem, z jakim typem osoby mam do czynienia. Justyna, najpierw narzeczona, potem żona Michała, doskonale wiedziała, że od takiej mamusi lepiej trzymać się z daleka.

I teraz przegięła pałę: zażądała opłaty za egzotyczne wakacje. Kwota, którą syn wziął na kredyt, powaliła Justynę. Za te pieniądze można było spłacić kilka rat kredytu hipotecznego, umeblować mieszkanie nowymi meblami, kupić sprzęt AGD. To, co zostało, wystarczyłoby z nawiązką na imprezę w najlepszej restauracji w Krakowie.

Wygląda na to, że Michał nie zamierza nic zmieniać: mama ma mieć wszystko, zawsze i wszędzie. Może bym się z tym pogodził, w końcu to matka. Ale nie powiedział nawet słowa… A gdyby coś się stało? Kto by spłacał ten kredyt? Ja! Bo Jadwiga jak zawsze niewinna.

Chyba nadszedł czas poważnie porozmawiać z mężem. Albo niech wybiera, co jest dla niego ważniejsze. Albo przynajmniej niech powie matce, że trzeba trochę przyhamować z oczekiwaniami. Ale rozmowy nie było: Michał wściekł się, zarzucił mi chłód i interesowność:

Przecież spłaciłem dług, za wszystko zapłacę, czemu się czepiasz? Ile można! Tak, mama nie chce tanich sanatoriów, tylko luksusów. I dobrze! To mama dała mi życie i robiła wszystko dla mnie! A ja jej nie mogę zapewnić wczasów?

A jej zachcianki po prostu nas przerastają. Może trzeba jej to jasno powiedzieć?

Lepiej ja ci powiem: mama to dla mnie świętość…

Zrozumiałem, że Michał nic nie zamierza zmieniać. To, że Jadwiga jest zazdrosna o syna, było dla mnie jasne. Dzwoniła codziennie, błagała Misiu, przyjedź, bo tak za nim tęskniła… I Michał biegł na drugi koniec miasta, bo mama przecież prosi!

Po ostatniej kłótni wyjechaliśmy do pracy, nie rozmawiając ze sobą. W południe Justyna bardzo źle się poczuła.

Przerażeni koledzy wymogli wizytę u lekarza. Tam okazało się, że Justyna spodziewa się dziecka. Cóż za powód, by wreszcie spojrzeć na rodzinny budżet!

Tylko że przyszła mama cieszyła się zbyt wcześnie. Michał był w szoku, prosił o odwleczenie rodzicielstwa, naciskał na usunięcie ciąży. Zaraz zadzwoniła teściowa. W przeciwieństwie do syna nie prosiła, tylko żądała:

Nie zamierzam być babcią! Co to znaczy, że chcesz mnie dzieckiem przywiązać? I tak Michał odejdzie, nie utrzymasz go przy sobie…

Dokąd odejdzie? Skąd taki pomysł?

Znam syna, szuka kogoś lepszego niż ty. Lepiej zrób, jak mówi, bo z alimentami i tak się nie doczekasz.

Justyna poczuła, jak ciemnieje jej w oczach, a gdy wróciła do przytomności, była już w szpitalu.

Justynko, wreszcie się obudziłaś rozpoznała znajomy głos. Obok siedziała pielęgniarka, sąsiadka teściowej.

O, pani Anna, wyszeptała Justyna, nie wiedziałam, że pani tu pracuje…

I dobrze by było, gdybyś nie musiała wiedzieć dłużej zażartowała. Myśleliśmy, że będziesz musiała wybierać: ty albo dziecko.

Co?!

Już spokojnie, oba was uratowaliśmy. Ale powiedz mi szczerze, co się stało, że tak cię zgięło?

Gdy usłyszała historię, Anna tylko pokręciła głową i poradziła:

Rzuć tę rodzinę, Michała nie zmienisz, a jego mama zawsze będzie męczyć twoje następczynie. Przecież ona uważa, że syn jest jej wszystek winien. Jadwiga do grobu wpędziła męża: tylko żądała i żądała, aż chłop się wykończył. Michał jest cały w matkę, nigdy się jej nie postawi.

Ale przecież się ożenił…

Szczerze mówiąc, sama się dziwię. Wiesz, ile dziewczyn uciekało po pierwszej wizycie u Jadwigi? Sama zdecyduj. A co Michał mówi o ojcostwie?

Po wysłuchaniu odpowiedzi, Anna rzuciła pod nosem kilka niewybrednych słów o maminsynku. I chyba jej komentarz był zaklęciem, bo Justyna od tamtej chwili podjęła decyzję. Da sobie radę sama. Michał i tak już dokonał wyboru, choć chyba nawet o tym nie wiedział.

Jeszcze będąc na zwolnieniu lekarskim, złożyła pozew rozwodowy. Michał nie walczył o małżeństwo. O tym, że urodziła się córka, już go nie informowała.

…Minął rok od dnia odzyskanej wolności. Justyna spacerowała spokojnie po krakowskim parku z córeczką.

Proszę, kogo ja widzę! usłyszała znajomy, wciąż nielubiany głos. Dlaczego nie pozwalasz mi widywać wnuczki?

Bo to nie Pańska wnuczka spokojnie odparła Justyna. Tamto dziecko… Tak jak radziliście z Michałem, nie przyszło na świat. Ta dziewczynka jest moja, tylko moja. I babci już ma.

Jak ty…

Mam prawo. Jeśli aż tak bardzo zależy ci na byciu babcią, znajdź synowi odpowiednią kandydatkę.

Justyna odchodziła z uśmiechem na ustach, nie oglądając się na obelgi lecące za jej plecami. Wiedziała, że zrobiła absolutnie dobrze, zostawiając za sobą męża uzależnionego od matki i teściową, która dawno zatraciła umiar.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

9 + 14 =

To przecież mama!