Nie chcę więcej widzieć twojej rodziny w naszym domu, to nie hotel! żona zmęczyła się ciągłymi wymaganiami gości
Nikt się nie spieszył, ale gdy tylko Kinga zdobyła dyplom psychologii, Marek natychmiast się oświadczył, tak jak tego pragnęła. Ślub był skromny. Ciocia Elżbieta i wujek Stefan zaproponowali, by przeznaczyli oszczędności i pieniądze z prezentów na poprawę swojego życia.
Tak Marek został właścicielem małej działki pod miastem. Rodzice Kingi sprzedali samochód i oddali pieniądze młodym na budowę, zwłaszcza że w mieście auto nie było im szczególnie potrzebne.
Kinga trochę bała się życia na przedmieściach, myśląc, że będzie niewygodnie: woda ze studni, przerwy w dostawie prądu, hodowla kur i palenie w piecu. Marek tylko się zaśmiał i powiedział, że to nie czasy średniowiecza, a za mniejszą sumę niż kosztowałoby mieszkanie w mieście, będą mieli pełen komfort i przestrzeń.
Dom stanął zaskakująco szybko. Pomogło to, że Marek dostał awans w pracy, a Kinga zaczęła zdalnie prowadzić konsultacje. Rodzice wsparli ich finansowo, jak mogli, a wujostwo też nie zostali na uboczu.
Helena Czarnecka często zaglądała na budowę pod różnymi pretekstami. Raz przyjeżdżała doradzić ulubiony kolor farby, innym razem odpowiednią lampę. Miała dobre intencje, ale z czasem Kinga zaczęła czuć, że ich prywatna przestrzeń znika. Aż pewnego dnia zniknęła całkiem, gdy Jan Kowalski został w ich prawie ukończonym domu bez zapowiedzi. Miał sprawy w okolicy, zrobiło się późno, więc postanowił przenocować u siostrzeńca.
Gdyby chociaż uprzedził, połowa problemu by nie istniała. Ale tak wystraszył Kingę swoją obecnością, że odtąd zawsze pytała, czy w pokoju ktoś jest, zanim do niego weszła.
Dzieci, nieście rzeczy tam Helena kierowała torbami dzieci i wskazała im pokój gościnny. Szybciej, bo jedzenie się zepsuje, zanim się tu rozgoszczecie! Kinga, zrób miejsce w lodówce, dzieci same poukładają swoje zakupy rozkazywała gospodyni.
Kinga dziwiła się, po co przywieźli tyle jedzenia, ale pomyślała, że może chcą je wspólnie zjeść.
No już, dzieci, rozgośćcie się. Kinga da wam, czego potrzebujecie, czujcie się jak u siebie Helena wciąż krzątała się nerwowo.
Jan Kowalski już odpoczywał, przeskakując kanały w telewizji. Poprosił Marka o koniak, bo przypomniał sobie, że dostał w pracy drogi. Marek wrócił z butelką i dwoma kieliszkami.
Wojtku, niech dziewczyny się martwią, chodź do nas, tu mamy swoją atmosferę! wołał Jan Kowalski do syna.
Gdy wszyscy się rozpakowali, był już późny wieczór. Kinga biegała, szukając kapci dla gości, ciepłych skarpet, jeśli zmarzną, albo lekkiej kołdry, jeśli będzie za gorąco. Przerażało ją, gdy Olga powiedziała, że przyjechali nie na długo miała nadzieję, że to tylko powiedzenie. Kto przyjeżdża na tydzień świętować wprowadzanie się do nowego domu? Nie podobało jej się też, że sami zajęli pokój, który Kinga planowała na dziecięcy, choć na piętrze był już gościnny.
Kinga, pomóc ci? zapytał mąż.
W końcu ktoś się zainteresował cicho odparła Kinga. Od nich skinęła głową w stronę stołu pomocy nie doczekasz.
No już, wytrzymaj, nie są aż tak natrętni uśmiechnął się Marek i zabrał za obieranie ziemniaków.
Dzięki odparła Kinga, mrugając do niego.
Do obiadu rodzinie zrobiło się nudno, więc poszli na spacer, a po powrocie rozeszli się do pokojów, jak mówiła Helena, odpocząć.
Marku, obudź nas, jeśli do piątej nie wstaniemy, żeby do szóstej wszyscy byli przy stole zmęczona Helena pogłaskała syna po policzku i poszła do siebie.
To danie z ryby z dumą powiedziała Kinga. Trochę jak pasztet, trochę jak suflet, bardzo delikatne. Spróbuj. Podniosła talerz i podała Oldze.
O nie, Wojtkowi tego nie wolno, a Szymon ma alergię na łososia!
Tam jest łosoś przestraszona odparła Kinga.
I na wszystkie czerwone ryby dodała Olga, kręcąc głową. A co to za pyszności?
Skrzydełka kurczaka w słodko-kwaśnym sosie odpowiedziała już ostrożniej Kinga.
Aha ciągnęła Olga, rozglądając się po stole. Wojtek, przynieś z lodówki pieczonego indyka. Jest w folii, duży kawał, znajdziesz!
Wojtek posłusznie wstał, wyjął mięso z lodówki, rozwinął folię i pokroił je na cienkie plasterki.
Swoją drogą, Kingo, myślę, że warto kupić drugą lodówkę. Ta jest za mała dla trzech rodzin, a znalazłam super model w promocji wyślę Markowi link uśmiechnęła się Helena.
Po co nam druga lodówka? I jakie trzy rodziny? szczerze zdziwiła się Kinga.
Jak to? To przecież w części nasz wspólny dom, budowaliśmy go razem, z wspólnych oszczędności, pomagałam wam z wnętrzami. Będziemy się tu zbierać na święta. Wszyscy jesteśmy różni, więc dla wygody sporządziłam listę Helena sięgnęła po telefon.
Kinga spojrzała na Marka, ale on był równie zaskoczony.
Gdzie to miałam mruczała teściowa, zakładając okulary na łańcuszku. W aplikacji Listy, na pierwszej stronie podpowiedziała Olga, nakładając Wojtkowi kolejne kawałki indyka.
O, jest! Helena pokazała ekran. Więc: lodówka, ubrania domowe, ciepłe swetry żeby nie trzeba było wozić swoich, zestawy higieniczne, kapcie dla wszystkich zwróciła się do męża. Janie, coś dodać?
Jan Kowalski odkaszlnął, wypił łyk koniaku i rzucił:
Minibar!
Minibar? zdziwił się Marek. Po co?
Przyjeżdżamy tu odpocząć, a nie harować. Wieczorem można usiąść na kanapie z drinkiem uśmiechnął się do żony, a ona odpowiedziała mu tym samym.
Mamo, a pokój Szymona? przypomniała Olga.
Ach, prawda! Zapomniałam trzeba urządzić dziecku pokój, ten, w którym teraz śpią dzieci.
Ale to ma być nasz pokój dziecięcy Kinga traciła cierpliwość.
Najpierw je urodź, kochanie łagodnie powiedziała Helena. Mój sy



