To mnie wkurza!” – Sławek przeszedł się po pokoju, wymachując rękami. – Mamo, ile jeszcze można wytrzymać? Koleżaki już się ze mnie śmieją!

A mnie to wisi! Kasia przeszła się po pokoju, wymachując rękami. Mamo, ile można to znosić? Koleżanki już się ze mnie śmieją!

Mamo, znowu cieknie! Znowu! wrzasnęła Kasia, wyskakując z łazienki z mokrymi włosami i ręcznikiem w dłoniach. Mówiłam, że z tym mieszkaniem coś jest nie tak!

Cicho bądź! Sąsiedzi usłyszą! syknęła Nina Pawłowna, rzucając ścierkę i biegnąc do córki. Gdzie cieknie?

Wszędzie! Z kranu, z prysznica, spod umywalki kałuża! Kasia wymachiwała rękami, rozpryskując wodę po korytarzu. Mówiłam! Nie trzeba było pakować się w tę ruderę!

Nina Pawłowna w milczeniu weszła do łazienki, spojrzała na rozlewającą się po podłodze wodę i ciężko opadła na stołek. Miesiąc temu przeprowadziły się do tej dwupokojowej kawalerki w centrum Warszawy, sprzedając swój dom na przedmieściach. Wydawało się, że życie wreszcie się ułoży blisko do pracy, sklepy, przychodnia. A teraz…

Mamo, czemu siedzisz? Trzeba coś zrobić! Kasia stała w drzwiach, otulona szlafrokiem.

A co zrobić? zmęczonym głosem odpowiedziała Nina Pawłowna. Hydraulika wzywać? Znów na swój koszt? Już trzeci raz w tym miesiącu.

Może do właścicielki się zwrócić? Niech ona płaci, to jej mieszkanie!

Zwracałam się. Mówi, że to nasza wina, że nieumiejętnie korzystamy z instalacji. Jak można nieumiejętnie kranem kręcić? Nina Pawłowna wstała, zaczęła zbierać wodę ścierką. Idź jeść śniadanie, spóźnisz się do pracy.

Jakie śniadanie? Kuchenka znów nie działa! oburzyła się Kasia. Wczoraj wieczorem męczyłam się, ledwo kaszę ugotowałam. A dziś w ogóle się nie włącza.

Nina Pawłowna tylko westchnęła. Kuchenka faktycznie szwankowała od pierwszego dnia, ale właścicielka, Wanda Stanisławówna, zapewniała, że jest sprawna, tylko trzeba się przyzwyczaić. Przyzwyczaić do tego, że palniki zapalają się co drugi raz, a piekarnik działa, jak mu się podoba.

Dobra, skoczę do Ewy, poproszę, żeby mi wodę zagotowała burknęła Kasia, wciągając dżinsy.

Nie biegaj do sąsiadów! zatrzymała ją matka. I tak już wstyd. Wczoraj u Ewy masło pożyczałyśmy, przedwczoraj sól. Pomyślą, że żebrzymy.

No to co? Głodne do pracy iść?

Nina Pawłowna spojrzała na córkę i poczuła, jak do gardła podchodzi jej znany gulasz. Po co w ogóle zgodziły się na tę przeprowadzkę? W swoim domu problemów było mniej, żyły spokojnie, nikomu nie zawadzały. A tu każdego dnia nowa niespodzianka.

Kasia wyszła do pracy głodna i wściekła, a Nina Pawłowna została, by rozprawić się z potopem w łazience. Wytarła wodę, próbowała dokręcić krany bez skutku. Cienka strużka wciąż sączyła się spod zaworu.

Telefon zadzwonił, gdy właśnie zamierzała zadzwonić do hydraulika.

Nina Pawłowna? Tu Wanda Stanisławówna. Jak tam? Nie narzekacie?

Ano, ostrożnie zaczęła Nina Pawłowna, znowu z hydrauliką…

Znowu? przerwała właścicielka. Co wy tam robicie z moim mieszkaniem? Mówiłam, ostrożnie trzeba!

Nic nadzwyczajnego. Po prostu odkręcamy i zakręcamy krany, jak należy.

To po co co tydzień hydraulika wzywać? Może coś zepsuliście? Ciężkiego upuściliście?

Nina Pawłowna zacisnęła usta. Nic nie upuszczały, po prostu mieszkanie okazało się w gorszym stanie, niż pokazywała Wanda Stanisławówna na oględzinach. Wtedy wszystko działało, woda leciała, kuchenka paliła, gniazdka nie iskrzyły. A teraz codziennie nowe niespodzianki.

Wanda Stanisławówna, może jednak pani majstra pośle? Bo już nam głupio…

Jakiego majstra? Sami jesteście sobie winni! Przecież mówiłam, że sprzęt stary, obchodzić się z nim delikatnie!

Ale w umowie stoi, że wszystko sprawne…

Sprawne, sprawne! Tylko ręce macie nie od tej strony! warknęła Wanda Stanisławówna i rzuciła słuchawkę.

Nina Pawłowna powoli odłożyła telefon i rozejrzała się. Mieszkanie faktycznie było w centrum, jasne, z wysokim sufitem. Ale z każdym dniem było jasne, że ta uroda to tylko pozory. Instalacje stare, rury zardzewiałe, okna źle domykają się, a o remoncie właścicielka słyszeć nie chciała.

Na obiad wróciła Kasia, ponura jak noc.

No i? Coś naprawili? zapytała, rzucając torbę na podłogę.

Gdzie tam. Właścicielka mówi, że same jesteśmy winne.

Winne? Czego? podniosła głos córka. Tego, że jej mieszkanie się sypie?

Kasia, nie krzycz. Ściany cienkie, sąsiedzi usłyszą.

A mnie to wisi! Kasia przeszła się po pokoju, wymachując rękami. Mamo, ile można to znosić? Koleżanki już się śmieją! Mówią, że żyję jak Cyganka raz wody brak, raz prądu, raz kuchenka nie działa!

Niech twoje koleżanki lepiej milczą mruknęła Nina Pawłowna. Ich rodzice kupują mieszkania, a nie wynajmują.

To może i my kupmy? nagle zaproponowała Kasia. Zostały pieniądze ze sprzedaży domu, dołożymy trochę…

Jakie pieniądze? zdziwiła się matka. Przecież prawie wszystko poszło na twoje leczenie.

Kasia zamilkła. Operacja rzeczywiście sporo kosztowała, i właśnie dlatego zdecydowały się przeprowadzić bliżej szpitala. Myślały, że wynajem to rozwiązanie tymczasowe, na czas rekonwalescencji. A wyszło, że wpadły w pułapkę.

Może poszukamy innego mieszkania? niepewnie zaproponowała Kasia.

Za co? Nina Pawłowna wskazała na stół, gdzie leżały rachunki. Patrz. Prąd, woda, czynsz, twoje leki. Ledwo wiążemy koniec z końcem.

Kasia podeszła, przejrzała papiery i gwizdnęła cicho.

O rany! Nie wiedziałam, że tak drogo…

Nie musiałaś wiedzieć. To moja sprawa. Nina Pawł

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzynaście + trzy =

To mnie wkurza!” – Sławek przeszedł się po pokoju, wymachując rękami. – Mamo, ile jeszcze można wytrzymać? Koleżaki już się ze mnie śmieją!