Ta historia miała miejsce w Koninie. Ula miał bardzo nietypową sytuację – kochała zarówno swojego ojca, jak i ojczyma. Jeden dał jej życie i był w pobliżu, kiedy była dzieckiem, drugi wychowywał i wspierał ją, gdy dorastała. Postanowiono jednak, że zgodnie z tradycją w dniu ślubu dziewczynę poprowadzi jej ojciec do ołtarza. Rodzice dziewczyny rozwiedli się, gdy miała siedem lat. A matka Uli poznała swojego drugiego męża trzy lata później. Okazał się nie tylko dobrym mężem, ale także wspaniałym ojcem – przyjął dziewczynę jak rodzonę córkę. Chronił ją i troszczył się o nią jak prawdziwy kochający ojciec. W dniu ślubu rodzina i przyjaciele Uli i jej narzeczonego zebrali się na uroczystej ceremonii ślubnej.
Urszula faktycznie szła do ołtarza prowadzona przez swojego ojca, ale mężczyzna nagle zaskoczył wszystkich swoim działaniem. Ojciec dziewczyny przerwał ceremonię i podszedł do ojczyma córki, aby zaprosić go do przyłączenia się i zabrania panny młodej do ołtarza. To była naprawdę ciekawa inicjatywa z jego strony -cChciał zrobić coś miłego dla ojczyma swojej córki, który przyjął ją do swojego życia i traktował jak rodzoną córkę. Był bardzo poruszony i nie mógł nawet powstrzymać łez. Ojczym zawsze uważał Ulę za swoją córkę i ważne było to, aby był przy niej w tak ważnym momencie.
Mężczyźni przytulili się i podziękowali sobie za wszystko. Potem ojczym stanął u drugiego boku panny młodej i razem zaprowadzili pannę młodą do ołtarza. Mężczyźni regularnie spotykali się na rodzinnych uroczystościach, a nawet czasami grali razem w golfa. Oboje brali czynny udział w życiu dziewczyny, dzielili się z nią wszystkimi najważniejszymi momentami w jej życiu. Ale na ślubie jeden z nich nagle okazał się zbędny. Wydawało się to ojcu dziewczyny bardzo niesprawiedliwe i nie mógł na to pozwolić. A sama Ula skomentowała to w ten sposób: „oboje zawsze byli ważną częścią mojego życia. Cieszę się, że ojczym mógł podzielić się tą chwilą ze mną i moim tatą”.



