Robisz niezłe pieniądze, prawda? Siostra mojej żony pożyczyła ode mnie pieniądze i wyjechała nad morze.
Tego lata ukochana siostra mojej żony przyjechała do nas w odwiedziny. W rodzinie zawsze żartobliwie nazywają ją naszym oczkiem w głowie, bo na każdym spotkaniu mama, tata i wszyscy krewni chwalą ją pod niebiosa była znakomitą uczennicą, skończyła dobrą uczelnię, a teraz pracuje w zawodzie. Cóż za doskonała córka!
Z kolei najstarsza, czyli moja żona, nawet nie skończyła studiów, a szybko wyszła za mąż. Ale rodziców to nie martwiło, bo miałem już wtedy swoją działalność, mieszkanie, samochód i całkiem niezły dochód. Byłem dobrą partią. Niemniej jednak, ich oczkiem w głowie pozostawała właśnie najmłodsza siostra, Zuzanna.
No i właśnie podczas tegorocznych wakacji Zuzanna wpadła do nas z wizytą. Poprosiła mnie o pożyczkę, bo, jak twierdziła, stara się o kredyt hipoteczny na mieszkanie, ale nie ma wystarczającej kwoty na wkład własny. Nie była to dla mnie zawrotna suma, więc zgodziłem się na tę przysługę bez większego namysłu. Oświadczyła, że pracuje w urzędzie, więc spokojnie co miesiąc będzie oddawać mi raty zgodnie z ustaleniami.
Pożyczyłem jej więc pieniądze. Zapewniała mnie niemalże solennie, że wszystko odda na czas. Jakież było moje zdziwienie, gdy już po tygodniu dowiedziałem się, że wyjechała nad Bałtyk! Szczerze mówiąc, byłem zdezorientowany tą informacją osoba, która nie miała pieniędzy na zakup mieszkania, nagle znajduje środki na wczasy.
Chwaliła się rodzinie przez telefon, że cały rok oszczędzała na ten wyjazd, a przy tym wciąż nie podjęła żadnych formalnych kroków, by zaciągnąć ten wymarzony kredyt. Spytałem, jak tam sprawa mieszkania, a ona z rozbrajającym spokojem stwierdziła, że jednak zmieniła zdanie.
Poprosiłem więc grzecznie, by zaczęła oddawać pieniądze, skoro nie kupuje mieszkania. Odpowiedziała, że nie ma z czego, bo wszystko rozeszło się na wybrzeżu. Wtedy do mnie dotarło, że wcale nie zamierzała kupić żadnego lokum.
Delikatnie poprosiłem, aby jak najszybciej spłaciła dług. Przecież pożyczyłem na zakup mieszkania, a nie na wakacje. Jej odpowiedź mocno mnie zabolała:
Zarobię jeszcze dużo, poczekaj spokojnie. Na razie nie mam, musisz się uzbroić w cierpliwość.
Domyślacie się pewnie, jak to się skończyło. Zuzanna poskarżyła się swojej mamie, że żądam zwrotu pieniędzy przed czasem i że rodziny nie powinny tak się traktować. W rezultacie ona znów stała się złotym dzieckiem, a my zostaliśmy przedstawieni jako bogaci, pozbawieni serca materialistyczni czarnoksiężnicy.



