To będzie zupełnie nowe życie

Dzisiaj zapisuję tę historię, bo muszę ją sobie poukładać w głowie. Nigdy nie myślałem, że życie potoczy się takim torem.

Weronika w swoich dwudziestu latach nie spodziewała się, co ją czeka. Studiowała na uniwersytecie, kochała swojego Krzysztofa, marzyła o ślubie rozmowy na ten temat już się toczyły.

Krzysztof był starszy, już po wojsku, gdy pojawił się na szkolnym balu Jesienne Liście. Ona była wtedy w maturalnej klasie. Pamiętała, jak pierwszy raz go zobaczyła. Mieszkali w tym samym mieście, a nawet chodzili do tej samej szkoły, tylko on skończył ją wcześniej.

Ojej, kto to taki przystojny? przemknęło jej przez głowę, gdy na niego spojrzała.

Wszedł do sali, rozejrzał się, szukając znajomych, a gdy ich wzrok się spotkał, uśmiechnął się. Zakochała się od razu. Czy mogło być inaczej? Był inny niż reszta chłopaków.

Cześć, jestem Krzysztof, a ty? podszedł do niej. Zarumieniła się. Zapraszam cię do tańca. Wziął ją w pół i zaczęli wirować.

Weronika

Niemal nie czuła pod sobą nóg, jakby unosiła się w powietrzu. Krzysztof pewnie prowadził, a ona czuła każdy jego ruch.

Weronika, tańczysz lekko uśmiechał się.

Cały wieczór nie odstępował jej na krok. Umówili się, że po balu ją odprowadzi. Szli długo, nie chciało im się rozstawać, ale Weronika wiedziała, że musi wracać mama się martwi.

Krzysztof nigdy nie pozwolił jej się nudzić. Po maturze poszła na studia w rodzinnym mieście, on pracował. Nie znał słowa nuda ani zły humor. Swoim optymizmem zarażał wszystkich wokół. Miał wielu przyjaciół. Weronika często towarzyszyła mu na spotkaniach, weselach.

Nawet w środku zimy przynosił jej róże. Każde spotkanie było świętem. Często siedzieli w kawiarniach, jeździli na wycieczki we dwoje lub z przyjaciółmi.

Gdy była na trzecim roku, zrobił jej niespodziankę.

Na ferie zimowe jedziemy w góry. Kupiłem już dwa vouchery. Nauczymy cię jeździć na nartach, tam są świetni instruktorzy.

Super, Krzysiu, jesteś najlepszy! ucieszyła się i zarzuciła mu ręce na szyję. Ale ja się boję zjeżdżać, wiesz? roześmiała się.

Ta wycieczka była niezapomniana. Szybko nauczyła się jeździć na nartach, tak bardzo jej się spodobało, że żal było wracać. Potem nadeszły Dni Kobiet. Krzysztof przyszedł do nich z dwoma bukietami róż.

Z okazji Waszego święta. Jeden wręczył matce Weroniki, drugi jej. Dla mojej piękności mówił, całując ją w policzek. Była zachwycona.

Krzysztof, po co tak wydajesz? zaprotestowała jej matka. To drogie.

A co? Sławek i Tomek jadą na zarobek i mnie ciągną. Też się wybieram. Pracują przy liniach wysokiego napięcia, dobrze płacą. Zarobię na ślub i samochód.

Nie chcę, żebyś wyjeżdżał powiedziała Weronika.

Nie na długo, trzy, cztery miesiące. Będziemy dzwonić. Chcę, żeby nasz ślub był piękny, prawda?

Chcę, ale mogę się obejść bez wystawnego wesela. Ważne, że będziemy razem odparła smutno.

Ale Krzysztof już postanowił. Wyjechał. Płacili tam dobrze, często dzwonili.

Weronika siedziała na wykładzie, gdy nagle poczuła niepokój, ale szybko minął. Poprzedniego dnia rozmawiali, więc dziś nie spodziewała się telefonu. Wieczorem serce podpowiadało jej, że coś jest nie tak. Zadzwoniła do niego, choć zawsze to on inicjował rozmowy. Telefon milczał. Serce waliło jej jak młot.

Dlaczego Krzyś nie odbiera? myślała. Wybrała numer pięć razy, bez skutku.

Znalazła numer Tomka, dodzwoniła się, odetchnęła z ulgą.

Tomek, gdzie jest Krzysztof?

Usłyszała tylko:

Nie ma już Krzysztofa

Jak to nie ma? zapytała, ale usłyszała tylko sygnał rozłączenia.

Mamo! krzyknęła i wybuchnęła płaczem.

Reszta była jak koszmar. Później dowiedziała się, że Krzysztofa poraziło prądem na słupie. Jego matka, Anna, sczerniała z żalu, ledwo mówiła. Ojciec i młodszy brat, Marek, pojechali po niego. Potem były pogrzeb, stypa, ciemność i rozpacz.

Weronika ciężko zniosła śmierć ukochanego. Odwiedzała Annę, najczęściej siedziały w milczeniu. Albo jeździły razem na cmentarz.

Anna nie chciała jej wypuścić z rąk, prosiła, by przychodziła częściej, zwłaszcza że miała wakacje. Jeździły po kościołach, piły razem herbatę.

Weronika, może pojedziemy nad morze? zaproponowała kiedyś Anna.

Zgodziła się, choć nie wiedziała po co. Jej własna matka mówiła, że powinna powoli odchodzić od tej sytuacji. Ale na tydzień postanowiły pojechać.

Rano szły na plażę, potem odpoczywały w pokoju. Anna wydawała się trochę lepiej. Weronika przeglądała telefon, nie mogła spać. Anna drzemała.

Weronika wyszła sama nad morze. Stała na nabrzeżu, patrzyła, gdzie woda łączy się z niebem. W oddali majaczył statek. Krzyki mew, śmiech dzieci, rozmowy życie kwitło, tylko ona czuła się samotna.

Taka piękna i taka smutna usłyszała obok męski głos.

Chciała odpowiedzieć ostro, ale się powstrzymała. Ten mężczyzna przypominał jej Krzysztofa. Nie wiedziała jeszcze, w czym.

Pięknym Bóg szczęścia nie daje odparła smutno.

Nie zgadzam się odpowiedział. Wierz mi, mówię ci to, Jakub.

Jakub? A ja Weronika.

Wymienili kilka zdań, po czym odeszła. Jakub patrzył za nią. Od kilku dni obserwował tę smutną dziewczynę i zastanawiał się, dlaczego prawie nigdy nie jest sama.

Postanowił dowiedzieć się, skąd przyjechała. Podobała mu się, ale ta jej melancholia była zagadką. Nigdy się nie uśmiechała.

Zostały im dwa dni. Anna spała po plaży. Weronika poszła do sklepu i przy wyjściu natknęła się na Jakuba

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × jeden =

To będzie zupełnie nowe życie