To będzie zupełnie nowe życie

**To będzie inne życie**

Nigdy bym nie pomyślała, że w wieku dwudziestu lat czeka mnie coś takiego. Studiowałam na uniwersytecie, kochałam swojego Darka, marzyłam o ślubie, bo już o tym rozmawialiśmy.

Darek był starszy, zdążył już odbyć służbę wojskową, gdy pojawił się na szkolnym balu, a ja byłam w ostatniej klasie liceum. Pamiętam, jak go pierwszy raz zobaczyłam. Mieszkaliśmy w tym samym mieście, a nawet chodziliśmy do tej samej szkoły, tylko on skończył ją wcześniej.

Ojej, kto to taki przystojniak? przemknęło mi przez myśl, gdy tylko na niego spojrzałam.

Wszedł do sali, rozejrzał się, szukając znajomych, w końcu nasze spojrzenia się spotkały i uśmiechnął się. Zakochałam się natychmiast. A jak mogło być inaczej? Był wyjątkowy, niepodobny do innych chłopaków.

Cześć, jestem Darek, a ty? podszedł do mnie. Zarumieniłam się. Zapraszam cię do tańca. Wziął mnie za talię i zaczęliśmy wirować.

Kinga

Niemal nie czułam pod sobą nóg, jakbym unosiła się w powietrzu. Darek pewnie trzymał mnie i prowadził, a ja wyczuwałam każdy jego ruch.

Kinga, tańczysz świetnie uśmiechał się.

Cały wieczór nie odstępował mnie na krok. Umówiliśmy się, że odprowadzi mnie po balu. Szliśmy długo, nie chciało nam się rozstawać, ale wiedziałam, że muszę wracać do domu, bo mama będzie się martwić.

Darek nigdy nie pozwolił mi się nudzić. Po maturze wstąpiłam na uniwersytet w naszym mieście. On pracował. Nie znał pojęcia nudy ani złego humoru swoją energią zarażał wszystkich wokół. Miał mnóstwo przyjaciół, a ja często towarzyszyłam mu na imprezach i weselach.

Nawet w środku zimy przynosił mi róże. Każde nasze spotkanie było świętem. Często siedzieliśmy w kawiarni, jeździliśmy na wycieczki, sami lub z przyjaciółmi.

Gdy byłam na trzecim roku, sprawił mi niespodziankę.

Na ferie zimowe jedziemy w góry. Już kupiłem dwa vouchery. Nauczymy cię jeździć na nartach, tam mają świetnych instruktorów.

Super, Darku, jesteś najlepszy! ucieszyłam się i zarzuciłam mu ręce na szyję. Ale ja się boję zjeżdżać, czy ty nie wiedziałeś? roześmiałam się.

Ten wyjazd był niezapomniany. Szybko nauczyłam się jeździć na nartach i żałowałam, gdy wszystko się skończyło. Potem nadszedł Dzień Kobiet. Darek przyszedł do nas z dwoma bukietami róż.

Z okazji waszego święta powiedział, wręczając jeden mamie, a drugi mnie. Dla mojej piękności. Pocałował mnie w policzek, a ja rozpływałam się z zachwytu.

Darek, po co tak wydajesz? zaprotestowała mama. To drogie.

Nic nie szkodzi. Sławek i Kuba jadą na zarobek i mnie ciągną. Też się wybieram. Pracują przy liniach wysokiego napięcia, płacą dobrze. Zarobię na ślub i samochód.

Nie chcę, żebyś wyjeżdżał powiedziałam stanowczo.

Wrócę za trzy, cztery miesiące. Będziemy się kontaktować. Chcę, żeby nasz ślub był wyjątkowy.

Dla mnie może być skromny. Ważne, że będziemy razem odpowiedziałam smutno.

Ale Darek już postanowił i nie dał się przekonać. Wyjechał. Zarabiał dobrze, często dzwoniliśmy.

Pewnego dnia, siedząc na wykładzie, poczułam niepokój, który jednak szybko minął. Wczoraj rozmawialiśmy, więc nie spodziewałam się jego telefonu. Wieczorem serce podpowiadało mi, że coś jest nie tak. Zadzwoniłam sama, choć zwykle to on dzwonił pierwszy. Telefon milczał. Serce waliło mi jak młot, aż bolały skronie.

Dlaczego nie odbiera? denerwowałam się. Próbowałam pięć razy, bez odpowiedzi.

Szybko wybrałam numer Kuby. Odetchnęłam z ulgą, gdy odebrał.

Kuba, gdzie jest Darek?

Usłyszałam w słuchawce jego głos, mrukliwy i ciężki:

Darka już nie ma

Jak to nie ma? zapytałam, ale usłyszałam tylko sygnał rozłączenia.

Mamo! krzyknęłam i wybuchnęłam płaczem.

Reszta była jak koszmar. Później dowiedziałam się, że Darek został porażony prądem na słupie. Jego matka, Anna Stanisławowa, sczerniała z żalu, ledwo mówiła. Czekaliśmy, aż ojciec i młodszy brat Darka, Tomek, przywiozą go z powrotem. Nie chciałam pamiętać, co było potem. Pogrzeb, stypa, ciemność i rozpacz.

Ciężko znosiłam jego śmierć. Byłam jak w transie. Odwiedzałam Annę Stanisławową, często siedziałyśmy w milczeniu. Albo jeździłyśmy razem na cmentarz.

Nie wiem, dlaczego Anna Stanisławowa nie chciała mnie puścić. Prosiła, żebym często przychodziła, zwłaszcza teraz, gdy miałam wakacje. Jeździłyśmy po kościołach, piłyśmy herbatę.

Kinga, może pojedziemy nad morze? zaproponowała pewnego dnia.

Zgodziłam się, choć nie rozumiałam po co. Darka już nie było, a jego matka nie chciała mnie wypuścić. Nawet moja mama mówiła, że powinnam odpuścić. Ale zdecydowałyśmy się na tydzień. I teraz byłyśmy nad morzem.

Rano szłyśmy na plażę, opalałyśmy się, a po południu odpoczywałyśmy w pokoju. Anna Stanisławowa wydawała się trochę lepiej. Ja nie mogłam spać, wzięłam telefon i wyszłam na spacer.

Życie wokół wrzało, a ja czułam się samotna. Stanęłam na promenadzie, patrzyłam na horyzont, gdzie morze łączyło się z niebem. W oddali majaczył mały statek. Krzyczały mewy, śmiali się ludzie, biegały dzieci. Wszędzie życie, tylko ja byłam sama.

Taka piękna i taka smutna usłyszałam nagle obok męski głos.

Spojrzałam na niego i chciałam odpowiedzieć ostro, ale nie potrafiłam. Ten chłopak przypominał mi Darka. Nie wiedziałam jeszcze, w czym.

Pięknym Bóg szczęścia nie daje odpowiedziałam smutno.

Nie zgadzam się odparł. Wierz mi, mówi to Krzysztof.

Krzysztof? A ja jestem Kinga.

Wymieniliśmy jeszcze kilka zdań, po czym odwróciłam się i odeszłam. A on patrzył za mną. Od kilku dni obserw

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 − 1 =

To będzie zupełnie nowe życie