Bicie serca
„Stanisław Arkadiusz, nie musisz sam jechać do naszej filii. Niech Krystyna zawiezie dokumenty” – powiedział dyrektor z niezadowoleniem.
„Przepraszam, ale chciałbym pojechać osobiście. To moje rodzinne miasto. Dawno tam nie byłem.”
„Masz tam rodziców?” – spytał dyrektor, łagodniejąc.
„Nie. Mamę zabrałem do siebie, ale…”
„Rozumiem” – przerwał dyrektor – „mała ojczyzna to świętość. Dobrze, jedź. Ale jutro mamy ważny dzień, zdążysz wrócić?”
„Nie wątp” – obiecał Stanisław. „Dziękuję.”
Dyrektor machnął ręką, dając do zrozumienia, że rozmowa skończona.
Stanisław wszedł do swojego gabinetu, posprzątał dokumenty, wyłączył komputer, wziął teczkę z papierami i wyszedł, zamykając drzwi na klucz. Klucz zostawił portierowi na parterze.
Do domu nie wstąpił. Z samochodu zadzwonił do matki, zapytał, jak się czuje, i uprzedził, że dziś nie wpadnie – ma ważne spotkanie. Nie powiedział, że jedzie do ich rodzinnego miasta. Mama by się zdenerwowała, a serce już jej nie służy.
„No dobrze, mamo, muszę jechać. Gdyby coś, odbiorę telefon.” Stanisław odłożył słuchawkę i odpalił silnik.
Wyjechawszy z miasta, zatankował, kupił kawę i drożdżówki, by nie zatrzymywać się po drodze. Musiał zdążyć przed końcem dnia pracy. Mógł oczywiście zadzwonić i poprosić, by partnerzy zaczekali w biurze.
Nie planował odwiedzać dawnych znajomych. Wszyscy dawni przyjaciele dawno się rozjechali. Chciał tylko znów zobaczyć miasto swojego dzieciństwa. Włączył radio, a wnętrze samochodu wypełnił dźwięk przeboju. Pociągnął łyk kawy.
***
Po śmierci ojca mama zaczęła słabnąć i częściej chorować. Badania wykazały problemy z sercem. Stanisław zaproponował, by zamieszkała z nim w Warszawie. W końcu stolica oferuje lepszą opiekę medyczną. Ale mama stanowczo odmówiła. Syn jest dorosły, musi ułożyć sobie życie, a ona będzie mu tylko przeszkadzać. Tymczasem jej stan się pogarszał.
Stanisław przekonał ją, by sprzedała mieszkanie, dołożył własnych oszczędności i kupił jej maleńkie mieszkanie niedaleko swojego. Od tamtej pory nigdy nie wracał do rodzinnego miasta, choć często je wspominał.
Czy można zapomnieć pierwszą miłość? Może ona już tam nie mieszka, ale miasto pozostało, tak jak ulica i dom, pod którego oknami stał, cierpiąc z powodu miłości nieodwzajemnionej. Do dziś na myśl o Agnieszce serce zaczynało mu bić szybciej. Nigdy później nie czuł czegoś podobnego. Jakby na zawsze zostawił tam część siebie.
Na drobną Agnieszkę, niewyróżniającą się spośród koleżanek z klasy, nie zwracał uwagi aż do matury. Po wakacjach wróciła do szkoły – dojrzała, piękna, zupełnie inna. I Stanisław po raz pierwszy poczuł, że ma serce, tak mocno uderzyło mu w piersi.
Odtąd myślał tylko o niej. Z niecierpliwością czekał na studniobalkę, bo wtedy zaprosi ją do tańca i wyzna miłość. W ostatni dzień przed świętami w szkole ustawiono olbrzymią choinkę. Dzień wypełniły jasełka, a wieczorem starsi uczniowie zebrali się na zabawę. Po występie zaczęły się tańce. Pierwszego walca przegapił, nie odważając się podejść do Agnieszki.
Wieczór miał się ku końcowi, a z głośników płynęły tylko szybkie rytmy. Szanse na taniec z Agnieszką topniały. Stanisław stał pod ścianą i nerwowo gryzł wargę. Wreszcie popłynęła wolna melodia, a środek sali momentalnie opustoszał.
Stanisław wziął głęboki oddech. Teraz albo nigdy. Zerwał się i ruszył w stronę okna, przy którym stała Agnieszka z koleżankami, by uprzedzić rywali.
Serce waliło mu tak mocno, że w oczach pociemniało. Wydawało mu się, że zaraz zemdleje. Mówić też nie potrafił. Ciężko oddychając, wyciągnął rękę w stronę Agnieszki, patrząc na nią z trwogą i nadzieją.
Rzuciła okiem na koleżanki i niespodziewanie się uśmiechnęła. Pośrodku sali, na oczach wszystkich, Stanisław niezdarnie objął ją w talii. Położyła dłonie na jego ramionach i zaczęli się kołysać, stawiając drobne kroki.
Nogi Stanisława zdawały się nie słuchać, ciało spięte, drżące. Wokół tańczyły może inne pary, ale on nic nie widział. Serce tłukło mu się w gardle, w głowie pulsowała krew.
Bladoróżowa szuka na ustach Agnieszki pachniała truskawkami. Od tamtej pory ten zapach przywoływał wspomnienia studniobalki.
Muzyka nagle ucichła. Agnieszka odsunęła się i wróciła do koleżanek. Coś im powiedziała, a one wybuchnęły śmiechem, spoglądając w jego stronę. Stanisław poczerwieniał i wybiegł z sali.
W kwietniu, w przeddzień urodzin Agnieszki, czekał, aż rodzice zasną. W końcu usłyszał chrapanie ojca. Wysunął się do przedpokoju, ubrał i wyszedł, zabierając ze sobą puszkę farby i pędzel znalezione pod wanną. Na asfalcie pod oknami Agnieszki napisał wielkimi literami „WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!”, a poniżej dopisał „S.K.” – inicjały swojego imienia i nazwiska: Stanisław Kowalczyk. Ale włożył w te litery inne znaczenie: „Z miłością”.
W szkole czekał, aż Agnieszka da jakiś znak, że widziała napis. Ale nawet na niego nie spojrzała. Na przerwie zaprosiła kilku kolegów na przyjęcie, pomijając Stanisława.
Załamany, po lekcjach nie poszedł do domu, tylko skręcił w stronę jej podwórka. Rozczarowanie było ogromne, gdy zobaczył, że po napisie zostało tylko rozmyte białe plamy. W nocy spadł deszcz, a farba okazała się wodoodporna. Agnieszka nigdy się nie dowiedziała, jak ją pozdrowił.
Wieczorem stał pod jej blokiem. Z otwartego okna dobiegała muzyka i śmiech. Ktoś wyszedł na balkon, zaskrzypiała zapalarka… Stanisław odszedł.
Na balu maturalnym podjął ostatnią próbę. Znów podszedł do Agnieszki i zaprosił do tańca.
„Nie tańczę” – odparła, odwracając się.
„Wyjeżdżam na studia… Agnieszko, kocham ciStanisław spojrzał na nią, a w jego sercu zagościła cisza – zrozumiał, że czas iść naprzód, bo prawdziwe szczęście czeka tam, gdzie jesteśmy kochani, a nie tam, gdzie daremnie pragniemy być.



