Testament młodszego syna – Ostatnia wola najmłodszego z rodu

Testament młodszego syna

Małgorzata nie odrywała oczu od napisu Sala operacyjna. Litery rozmazywały się jej przed oczami od wielogodzinnego czekania, serce tłukło się w piersi jak oszalałe. W drżących dłoniach ściskała ulubiony samochodzik Karolka, jej czteroletniego młodszego synka plastikowy czerwony traktor z łyżką. Karolek z początku marzył o niebieskim traktorze, jak z kreskówki, ale z czasem bardzo przywiązał się do tego, który dostał od ukochanego taty.

W końcu za mleczną szybą przesunęła się męska sylwetka, drzwi się otworzyły i w korytarzu pojawił się zmęczony lekarz. Małgorzata poderwała się z miejsca i rzuciła w jego stronę.

Panie doktorze, jak? Jak operacja? Co z Karolkiem?

Lekarz spuścił wzrok, zdjął maskę i cicho powiedział:

Pani Małgorzato, bardzo mi przykro… Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy…

***

Małgorzata leżała na łóżku swojego synka, skulona jak dziecko. Poduszka wciąż pachniała Karolkiem. Na lustrze naprzeciw wciąż widniał odcisk jego rączki ubrudzonej w ciastkach. Dobrze, że nie zdążyła jeszcze tego zetrzeć Przecież nigdy więcej nie będzie już Karolka, który wybije ślady na lustrach ani nie położy się na tej poduszce swoja zmęczoną główką.

Po szorstkiej policzku Małgorzaty spłynęła kolejna słona łza. Ból wypalił jej serce od środka. Zdrowe serce. Tego właśnie zabrakło Karolkowi, jej najmłodszemu dziecku. Starszy chłopiec, Bartek, był zdrowy i już dość samodzielny miał osiemnaście lat i studiował na uniwersytecie. A Karolek Jej późna, nieoczekiwana radość, która zamieniła się w ogromną tragedię. Cała ciąża przebiegała dobrze, wszystkie badania były w porządku, dopiero tuż przed porodem lekarze nagle wykryli ciężką wadę serca To przy radykalnej operacji coś poszło nie tak. I już nie ma Karolka

***

Małgorzata zamknęła oczy i zapadła się w niespokojny, pełen rozterek sen. I znowu, jak przez wszystkie ostatnie noce, znalazła się na słonecznej polanie pokrytej kwiatami korowód barwnych, pachnących łanów rozciągał się aż po horyzont. W oddali stał jej Karolek, uśmiechnięty tym swoim pogodnym uśmieszkiem w koszuli z nadrukami samochodzików. W rączkach trzymał wielki bukiet z rumianków.

Karolku! Synku! zawołała Małgorzata, ale Karolek jakby jej nie słyszał, zamyślony przesuwał palcami po pojedynczych płatkach kwiatów.

Biegła przez kwietną łąkę z wyciągniętymi w ramionami, lecz ile by nie biegła, nie przybliżała się do Karolka ani o krok. Wręcz przeciwnie zdawało się, że im szybciej biegła, tym dalej jej synek się oddalał. Małgorzata krzyczała, wyciągała ręce, ale nie mogła dobiec do celu. W końcu Karolek podniósł na nią swoje oczy, uśmiechnął się i rozpłynął w powietrzu, zostawiając po sobie chmurę spadających rumiankowych płatków

Małgorzata dobiegła do miejsca, gdzie opadły płatki i spojrzała pod nogi. Na zielonej trawie ktoś ułożył z białych płatków dokładny, wyraźny adres.

***

Obudził Małgorzatę dźwięk telefonu. Spojrzała na ekran Bartek.

Tak, synku odpowiedziała zachrypniętym głosem.

Mamusiu, dzisiaj przyjadę do domu, zrobisz mi coś dobrego?

Małgorzata uśmiechnęła się z wysiłkiem. Dość już. Minęły prawie trzy miesiące odkąd nie ma Karolka, ale przecież wciąż ma starszego syna! Czas, by się otrząsnąć, spróbować żyć dalej.

Oczywiście, synku, co byś chciał? Może naleśniki?

Super by było, mamo! Czekaj, już jestem w autobusie, niedługo będę!

Bartek starał się przyjeżdżać w każdy weekend, by odciągnąć rodziców od smutków. Doskonale rozumiał, jak ciężko im po śmierci młodszego synka, sam wciąż miał w sobie żal i tęsknotę. Ale życie toczyło się dalej i musieli przez to przejść razem, jak rodzina.

Małgorzata z trudem podniosła się z łóżka i poszła do kuchni. Otworzyła lodówkę, poszperała po półkach i zorientowała się, że nie ma mleka. Jej mąż, Wojciech, siedział przy kuchennym stole i dłubał przy jakiejś płytce do laptopa. Podniósł wzrok i spytał:

Czegoś ci trzeba? Idziesz do sklepu?

Bartek dzwonił, mówił, żeby zrobić naleśniki odpowiedziała Małgorzata spokojnie. Skończyło się mleko. Pójdę sama, przy okazji się przewietrzę.

Wojciech odsunął okulary, zaskoczony. „Zaczyna powoli wracać do siebie!” pomyślał.

Małgorzata ubrała się powoli i wyszła z domu. Miły, wiosenny wietrzyk owiał jej twarz. Ptaki śpiewały, gałęzie drzew pokrywały się już jasnozielonymi pąkami. Przyroda budziła się do życia. Małgorzata pomyślała: „Ech, Karolek nie doczekał swojej piątej wiosny!”

Potrząsnęła głową, chcąc odgonić smutne myśli, i ruszyła w stronę osiedlowego sklepu.

***

Wzięła z półki mleko, ulubione cukierki Bartka, chleb i kurczaka, po czym podeszła do kasy. W tej samej chwili zza regałów dobiegł ją znajomy dziecięcy śmiech. Zrobiło jej się duszno ze smutku tak właśnie śmiał się Karolek. Rzuciła się w tamtą stronę, ale jedynie kątem oka dostrzegła znikającą za półkami małą postać. Małgorzata, choć wiedziała, że to niemożliwe, pobiegła za dzieckiem, potrącając po drodze stojącą reklamę promocyjnego towaru.

Schyliła się, by ją podnieść i aż zamarła: na białym tle, czerwonymi literami widniał ten sam adres, który widziała we śnie.

Karolku, co chcesz mi powiedzieć? wyszeptała Małgorzata.

Do domu wróciła pogrążona w myślach. To wszystko nie dzieje się przypadkiem. Karolek próbuje coś jej przekazać. Ale co? Musi sprawdzić ten adres w internecie. Ale jeszcze nie dziś. Dziś przyjeżdża jej jedyny już syn trzeba go godnie przywitać i wziąć się w garść.

***

Wieczór upłynął zaskakująco ciepło i miło. Małgorzata nawet potrafiła się uśmiechnąć, słuchając studenckich opowieści syna. Bartek pałaszował domowe jedzenie z apetytem, a Małgorzata i Wojciech patrzyli na niego z dumą i czułością przecież to ich pierworodny, a teraz już jedyne dziecko. W końcu wszyscy rozeszli się do swoich pokoi, a noc objęła dom w swoje władanie.

Zmęczona i wykończona po całym dniu, Małgorzata bardzo szybko zasnęła. Obudził ją w środku nocy cichy śpiew dochodzący z łazienki. Serce biło jej tak, że aż zabrakło tchu od razu rozpoznała głos Karolka. Nucił swoją ukochaną piosenkę z bajki o niebieskim traktorze

Małgorzata przełknęła ślinę, podniosła się z łóżka i ruszyła do łazienki, starając się iść cicho, by nie spłoszyć „Karolka”. Otworzyła drzwi delikatnie jak się spodziewała, nikogo tam nie było. Łzy pociekły jej po policzkach.

Na co ja liczyłam? Że Karolek będzie w łazience? Przecież nie wróci. Sama muszę się z tym pogodzić! zganiła siebie w myślach.

Podeszła do umywalki, puściła wodę, aby ochłonąć. Dość już tych katuszy! Małgorzata przemyła twarz i spojrzała w lustro: patrzyła na nią wynędzniała, blada twarz z podkrążonymi oczami.

Ze złości namydliła rękę i rozmazała pianę po lustrze, sama nie wiedząc po co. Patrzyła, jak smugi piany spływają w dół i układają się nagle w litery, tworząc adres ze snu Po plecach Małgorzaty przebiegł lodowaty dreszcz. Usłyszała wyraźnie cienki, dziecięcy głosik:

Czekam na ciebie, mamo

***

Czemu nie śpisz? Wojciech podniósł się w łóżku, rozbudzony światłem monitora.

Małgorzata siedziała w fotelu z laptopem na kolanach i nie odrywała oczu od ekranu.

Wojtku, podejdź Jeśli i ty poczujesz to, co ja, to znaczy, że to wszystko, co się ze mną dzieje ostatnio, nie jest wymysłem

Wojciech z trudem wstał z łóżka i podszedł do żony. Serce szybko mu zabiło, poczuł ciepło, gdy jego wzrok padł na zdjęcie małego chłopca, góra czteroletniego.

Zaręba Igor, 4 lata głosił napis nad zdjęciem. Rodzice zginęli w wypadku samochodowym trzy lata temu, chłopca wychowywała babcia. Od pół roku przebywał w domu dziecka, bowiem babcia zmarła.

Ten adres prześladuje mnie ostatnio wyjaśniła Małgorzata to Karolek mi go przekazuje

Opowiedziała Wojciechowi o dzisiejszym śnie, wydarzeniach w sklepie oraz w łazience. Wojciech po krótkiej chwili wahania stanowczo powiedział:

Małgosiu, jutro tam pojedziemy

***

Pani dyrektor Maria Szymańska prowadziła Małgorzatę i Wojciecha przez jasny, długi korytarz domu dziecka, co rusz oglądając się za siebie i tłumacząc:

Kiedy Igor do nas trafił, byliśmy pewni, że znajdzie rodzinę bardzo szybko. Chłopak jest kontaktowy, zdrowy, wychowany w dobrym domu, nawet jeśli u babci. Próbowano go adoptować już trzy razy, ale gdy pojawiają się przyszli rodzice, zamyka się w sobie i nie chce ich znać. Mówi, że po niego przyjdą jego mama i tata, i on ich od razu pozna. Od trzech miesięcy mówi też, że ma przyjaciela nazywa go Karolek. Ten Karolek ostatnio powiedział mu, że mama i tata już po niego idą.

Małgorzata i Wojciech spojrzeli na siebie z niedowierzaniem. Czyżby ich zmarły synek chciał pomóc małemu sierocie?

No cóż, zobaczcie, poznajcie się. Może uda się wam otworzyć mu serce pani Maria otworzyła drzwi do sali zabaw.

Małgorzata od razu go poznała. Chudziutki, drobny chłopiec siedział pośród innych dzieci, układał z klocków wieżę, nucąc pod nosem ulubioną piosenkę Karolka Igor odwrócił się, zostawił klocki, zerwał się na nogi i popędził w ich stronę z radosnym okrzykiem:

Mamo, tato! Wiedziałem, że przyjdziecie!!!

***

Przyspieszone procedury adopcyjne były możliwe dzięki pani dyrektor Szymańskiej, która wyraźnie cieszyła się, że Igor w końcu otworzył się na rodzinę Małgorzaty i Wojciecha. Gdy dowiedziała się o śmierci ich synka, jeszcze bardziej się wzruszyła. Już po miesiącu Małgorzata, Wojciech i Bartek przyjechali po Igora, by odebrać go na zawsze. Przed wyjściem Igor nagle wyrwał rękę z dłoni Małgorzaty i powiedział:

Mamo, poczekaj! spojrzał w dal, na koniec korytarza Tam stoi Karolek, chce się z nami pożegnać!

Serce Małgorzaty znów ścisnął ból, ale była to już cicha, spokojna żałość wiedziała, że nie da się niczego zmienić i trzeba żyć dalej. Teraz los małego Igora leży w jej rękach, to on i Bartek stali się jej całym światem. Nigdy nie zapomni Karolka, zawsze będzie go kochać, ale od tej pory ma jeszcze jednego syna, dla którego warto być silnym.

Igor pobiegł na koniec korytarza, do okna, postał chwilę, po czym wrócił do swoich nowych rodziców i starszego brata. A za szybą, na szerokim parapecie niespodziewanie przysiadł piękny biały gołąb, wzbił się w powietrze, okrążył budynek i zawisł przez chwilę nad Igorem i Małgorzatą.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 5 =

Testament młodszego syna – Ostatnia wola najmłodszego z rodu