Kiedy z żoną kupiliśmy w końcu mieszkanie, nasi krewni zaczęli wchodziś nam na głowę. Przyjeżdżali ze wsi co tyddzień, a teściowie byli u nas nawet co kilka dnii. Nawe szwagier z rodziną przyjeżdżał, tak samo jak dalecy krewni żony, których wcześniej nawet nie poznałem. Nikt nie pytał, czy mogą się u nas zatrzymać, tylko w większości stawiali nas przed faktem dokonanym. Kiedy postanowiłem porozmawiać o tym z żoną, była urażona:
– A co Ci to przeszkadza? Może Ty nie lubisz mojej rodziny i po prostu nie chcesz, aby do nas przyjeżdżali? Nie sądziłam, że jesteś taki podły! – powiedziała.
Nie powiem, zabolało mnie to, że mnie tak nazwała, bo zdecydowanie sobie na to nie zasłużyłem. Nie zrozumcie mnie też źle, bo lubię przyjmować u nas gości, ale nie tak często i nie tak tłumnie! Gdyby jeszcze wcześniej dzwonili i się zapowiadali, to już w ogóle nie byłoby żadnego problemu. Jedynie Szwagier z rodziną później zaczęli informować nas o swoich planach, a w dodatku zawsze przywoził ze sobą wiejskie mleko, warzywa, jajka. Byłem mu bardzo wdzięczny, ale reszty rodziny mojej żony po prostu nie mogłem znieść. Ostatnią kroplą przelewającą czarę goryczy była prośba mojej żony.
Miała syna z pierwszego małżeństwa, który dorastał przy ojcu, a teraz ma 20 lat i studiuje na Uniwersytecie Medycznym. Mieszka u wujostwa i tylko od czasu do czasu nas odwiedza. Nie mam z nim żadnej relacji, ot, po prostu się akceptujemy. Syn nie chciał mieszkać już u wujków, bo miał do dyspozycji tylko mały pokoik i to starsi ludzie, którzy potrzebują pomocy, więc powiedział mojej żonie, że chciałby zamieszkać u nas. Szczerze mówiąc w ogóle ten pomysł mi się nie spodobał. Oczywiście powiedziałem o tym otwarcie żonie, bo to też moje mieszkanie, ale ta wpadła w szał. Zaczęła wypominać mi, że nie cierpię jej rodziny, że nawet jej syn mi przeszkadza oraz, że muszę jej bardzo nie szanować, skoro tak go traktuję. Byłem w szoku. Czy ona nie myśli o tym, że przez te wszystkie sytuacje ja nie mogę czuć się swobodnie w swoim mieszkaniu? Czuję się jak współokator, a nie współwłaściciel, bo w ogóle nie mogę mieć swojego zdania.



