Moja córka Lusia w tym roku ukończyła studia. Od dawna jest w związku ze swoim kolegom ze studiów, Damianem. Teraz młodzi poinformowali nas, że wkrótce wezmą ślub, ponieważ Lusia jest w ciąży. Z mężem byliśmy bardzo podekscytowani: wkrótce zostaniemy dziadkami. Sami mieszkamy na wsi, więc musieliśmy jechać do miasta, aby poznać rodziców przyszłego zięcia i synowej. Okazali się być dość zamożnymi ludźmi. Dobrze się dogadywaliśmy i wszystko szło dobrze, dopóki nie pojawił się temat przyszłości naszych dzieci. Chociaż teściowie mają duże trzypokojowe mieszkanie w centrum miasta, od razu powiedzieli, że przyszła rodzina nie będzie z nimi mieszkać.
Powiedzieli, że niedługo będą mieli dziecko i będą musieli żyć osobno. Teściowie zaproponowali im nasz stary domek na wsi. Jednak od razu powiedziałam, że nie ma tam żadnych warunków do życia. Budynek jest stary, nie ma ogrzewania. Jednak na podwórku jest prąd, piec i studnia do podpięcia. Toaleta znajduje się na zewnątrz, a teren nie jest jeszcze zadbany. Natychmiast sprzeciwiłam się takiemu rozwiązaniu. Lusia jest w ciąży, nie chciałabym, żeby musiała ciągnąć wiadra ze studni i korzystać z niekomfortowych warunków. Wtedy teść zaproponował młodym, aby zamieszkali z ich matką, czyli babcią Damiana. musiałaby tylko zostać jej opiekunką – karmić ją, myć, zmieniać pieluchy. Sprzeciwiłam się temu! Córka nie tylko będzie musiała opiekować się dzieckiem, ale także starą babcią? Byłam po prostu rozczarowana tymi ludźmi, tym bardziej, że doskonale wiedziałam, że mają kolejne mieszkanie, które wynajmują. Czy naprawdę jest im tak tego mieszkania, że nie mogą dać go swojemu jedynemu synowi? Teraz sami wychowujemy wnuka bez wsparcia rodziców Damiana, a jeśli jej narzeczonemu zależy na tym, aby utrzymać rodzinę, niech szuka normalnego domu.



