Teściowej sprawiłam taki prezent, że aż jej się słabo zrobi! I będzie ją wzdrygać za każdym razem, gdy na niego spojrzy.

Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć aż mi wstyd przyznać, ale dałam teściowej taki prezent, że chyba ją zatkało! I będzie się co chwila trząść, kiedy na niego zerknie. Ale przecież wyrzucić nie może, więc będzie trzymać na widoku. Jakby się od myszkowania kotu łzy polały, taka karma. Moja teściowa, Danuta Zielińska, od piętnastu lat, odkąd jestem z Michałem, ani jednego ciepłego słowa mi nie powiedziała. Ta baba to jak mur inni chociaż przez zęby coś mrukną, a ona tylko patrzy tymi swoimi ciemnymi ślepiami. Omijam ją szerokim łukiem, a jak już muszę wpaść, to pięć minut w roku i z głowy, rozumiesz? tak mówiłam do Gosi, mojej przyjaciółki.

Gosia słuchała i kiwała głową, bo ona też za swoją teściową, panią Marią, nie przepadała. Tak się złożyło, że wpadłyśmy na babskie pogaduchy, jak co drugą sobotę od lat spotykałyśmy się we trzy ja, Gosia i Asia. Ja fryzjerka, to zawsze coś dziewczynom fryzurę poprawię. Gosia gotuje w barze mlecznym, więc zawsze przynosi łakocie tak mówi mój Bartek na te wszystkie drożdżówki i paszteciki. Asia pracuje jako pielęgniarka, ostatnio gdzieś się przeniosła, ale nie mogłyśmy jej wypytać, bo temat teściowych się przewalił.

Nie mogę jej znieść! Nawet mi obca, no nie? Gdyby jej nie było… znowu zaczęłam narzekać.

Nagle Asia, co dotąd milczała, aż przerwała mi:

I co, Sylwia? Od razu byłoby Ci lżej? powiedziała z takim trochę sarkazmem.

No może wydukałam, nagle mnie zatkało. Przypomniałam sobie dzisiejszy poranek, gdy niosłam prezent zawinięty w błyszczący papier, złośliwie podśmiechując się pod nosem. Wręczyłam go Danucie, a ona – jak dziecko od razu poleciała rozpakowywać! Ale ja ją powstrzymałam miała otworzyć dopiero jak wyjdę. I tak święto babce popsułam!

Dziewczyny, pytałyście, gdzie teraz pracuję… zaczęła Asia.

W prywatnej klinice? dopytałam.

Teraz będziesz kasę grabić łopatą! zakpiła Gosia.

W hospicjum odpowiedziała Asia cicho.

Zapadła cisza.

Ale… po co? wykrztusiła zszokowana Gosia.

Przecież to miejsce, gdzie ludzie odchodzą… Nie boisz się, Asia? I jak z kasą? potrząsnęłam głową.

Cały czas: kasa, kasa Sylwia, wybacz, ale muszę Ci prawdę powiedzieć: głupio robisz i gadasz szepnęła Asia.

Co? Kto głupio? Moja teściowa?! odburknęłam.

Ty jesteś głupia, Sylwia! Bo to, co mówisz i robisz, jest okrutne, podłe. Tyle lat zrzędzisz, jaka to Danuta jest oschła, a pamiętasz, kto sprzedał mieszkanie w centrum, żebym Ty i Michał mogliście rozbudować dom? Twoja teściowa. Bez narzekań, bez walki po prostu Wam oddała. Pamiętasz, jak Bartek był ciężko chory? To ona woziła go do najlepszego lekarza jej znajomej z dzieciństwa syn był profesorem! I Bartka uratowali. Jak po spotkaniu klasowym zasnęłaś u kolegi na kanapie nic się nie stało, no nie? Ale Michał by nie zrozumiał, znajomy jest zazdrosny. Kto Cię wyciągnął z tego bagna? Danuta powiedziała, że byłaś u niej. Sama wiesz, ile razy Twoja teściowa przerzucała dla Was ogórki, dżemy, leczo, powidła. Ty nie odróżniasz sadzonki pomidora od pelargonii! A ona wszystko dla Was robi po cichu. Są ludzie, którzy nie gadają dużo, tylko robią i kochają czynem. Mogą nie umieć się otworzyć niektórzy się wstydzą. Lepiej być takim, czy paplać na pokaz i nie dawać nic z siebie?! Aśka aż się zagotowała.

No pięknie, przyjaciółka się znalazła… nawet mnie zwyzywała wstałam i chciałam się obrazić. Ale coś mnie w środku ugryzło. Taki malutki robak nie daje mi spokoju, wyżera poczucie triumfu, który miałam z prezentu dla teściowej. Próbowałam go uciszyć, ale się nie dało.

Gosia w tym czasie zamyśliła się i zjadła już piątego pasztecika z kapustą z rzędu. Bo ona zawsze jak się denerwuje, je bez opamiętania. Ale już mi nie przytakiwała.

Powinnam była się poobrażać, trzasnąć drzwiami i wyjść, ale ten robal mnie trzymał w miejscu…

Mam pewnie gorzej od Ciebie odezwała się Asia po dłuższej chwili Ja nie mam mamy od piętnastu lat i z tym muszę żyć. Ty masz matkę i teściową. A ja czasem włączam telefon, wybieram jej numer, nasłuchuję ciszy i rozmawiam z pustką, aż ryczę. Przykrywam się jej starym kocem, bo wyobrażam sobie, że ona tu jest… jej głos się złamał.

Asia miała rację, że nie wszystko jest czarne i białe. Czasem ktoś nie umie czegoś okazać, ale serce ma na dłoni. A ja jestem fryzjerką, wszystkim robię fryzury, a nigdy nie ostrzygłam nawet Danuty. Głupio, nie? rzuciła Asia.

Ten robal w środku mnie aż się skręcił. Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio Danucie cokolwiek miłego powiedziałam… Nigdy! Ot, prawda.

A Gosia trochę popuściła atmosferę, bo jej teściowa akurat jest fajna, co sama przyznała, więc jej piecze ciasta, robi pasztety i całuje po rączkach, bo takie puchate, jak aniołek. Poczułam wstyd, bo ja swoją Danutę nazywałam krab przez te ręce duże, spracowane, z żyłami, wykrzywione, a twarz pomarszczoną, stara cebula mówiłam pod nosem. A co ja wiem o jej życiu?

Przypomniałam sobie, że Michał miał kiedyś dwie siostry, długo chorowały, już nie żyją. Mąż też chory, nie żyje. Danuta została z synem moim Michałem, najmłodszym, wymarzoną pociechą. To ona go wychowała na takiego faceta dobrego, pracowitego, kochanego. I mam za co być wdzięczna!

A ten robak w środku znowu się odezwał: On taki właśnie przez matkę! A Ty co, nie umiałaś nigdy choć dobrego słowa jej powiedzieć? myśli atakowały mnie z każdej strony.

Sylwia, źle się czujesz? Asia nachyliła się, patrząc z troską.

Pokręciłam głową, z trudem powstrzymując łzy. Musiałam odwrócić temat, bo zaraz bym się rozkleiła.

A jak w tej Twojej pracy, Asia? zapytałam cicho.

Wiecie, oczy tych ludzi zostają mi w pamięci. Cierpią, czasem ogromnie. Ale tyle w nich światła i nadziei! Często słyszę słowa o tym, co zdążyli a czego nie, zanim odejdą. Widziałam, jak pewien biznesmen tulił swoją mamę i płakał, gdy już nie mógł nic zrobić, żałował każdej niewykorzystanej chwili na wspólne wspomnienia, za późno pojechać do jej rodzinnej wsi… Inny ojciec, wojskowy, odwiedzał umierającą córkę i przynosił jej za każdym razem nową spinkę do włosów, choć ona straciła włosy po chemii. Miała ich całą kolekcję, a cieszyła się jak dziecko, bo tata obiecał, że będzie je wyczesywał, jak odrosną, a potem pojedzie z nią nad Bałtyk. Przeglądał te błyskotki z nią i śmiał się, chociaż wiedział, że nie dożyje tej chwili… Кiedy córka zmarła, rozdał jej spinki innym. Widziałam w jego suchych oczach cały ból świata, gdy szeptał: Moja śliczna, z mamą już teraz, będą czekać na mnie…. Tak sobie myślę, że życie to nie miejsce na zatruwanie go żalem i wymyślaniem podłości. Lepiej docenić to, co się ma, bo los bywa okrutny. Ludzie męczą się bzdurami, a potem żałują podsumowała cicho Asia.

Gosia westchnęła, spojrzała na pustą miskę po pasztecikach i wybiegła jak burza, bo musiała zrobić rodzinny wieczór i zaprosiła nawet teściów i tyle ją widziałyśmy!

Ja zbierałam się do wyjścia, ręce mi drżały, rozsypałam wszystko z torebki, Asia pomogła mi się pozbierać, ale już nic nie mówiła. Zrobiło się mega cicho. Musiałam coś robić, dzień miałam szczelnie zaplanowany, ale…

W tej chwili wyobraziłam sobie, jak gdzieś na obrzeżach Łodzi, w domu z ogródkiem, starsza pani moja teściowa, która nigdy nie powiedziała mi złego słowa, tylko milczała właśnie patrzy na mój prezent. Ten, co miał ją zgryźć. A gdyby mi ktoś taki zrobił, to przecież bym się poryczała, zwłaszcza w urodziny.

Odmówiłam więc wszystkie swoje popołudniowe klientów, dzwoniąc z przeprosinami i obiecując rabat. Wsiadłam w auto i pojechałam do Danuty.

Michała nie mogłam się dodzwonić. Spociły mi się dłonie. A co powie Michał, jeśli dowie się, że mu mamę tak potraktowałam…

Już wieczór był, w oknach małego domku paliło się światło. A te wścibskie firaneczki w stokrotki i geranium, które kiedyś mnie denerwowały, teraz wydawały mi się takie przytulne

Muszę przeprosić. Co powiedzieć? Może kupię drugi prezent? Ale już nie zdążę… Może złożę obietnicę, żeby kupić coś fajnego. Ale będzie jej przykro. Co ja narobiłam myślałam, idąc przez ogródek do domu.

Drzwi uchylone, wchodzę… na stole piękna, łowicka misa z pierogami, chłodnik na kefirze (Michał go uwielbia!), naleśniki z serem Stanęłam w progu i najpierw patrzę na stół, a tam Michał rozmawia z Bartkiem, który pałaszuje gołąbki babci. Teściowa, w niebieskiej sukience z koronkowym kołnierzykiem, ze swoją długą, siwą warkoczem, stała pod ścianą, obok niej dwie sąsiadki i dziarski dziadek z osiedla.

No popatrzcie, jaka sztuka, prawda? zachwycała się Danuta, wskazując prezent.

I mówi dalej:

To Sylwia namalowana przez artystę! Żona mojego Michała. Cała taka piękna, jasna, delikatna, jak księżniczka. Jak na nią patrzę, to mi aż serce śpiewa! Lepiej nie mogłam dostać od losu. Teraz będę miała ją stale blisko! Portret to najpiękniejszy prezent.

Poczułam, jak twarz i uszy robią mi się czerwone jak burak. Wstydziłam się okropnie, jakby mnie ktoś przyłapał na czymś wstrętnym. Bo prezent, którym chciałam się zemścić, miał ją dopiec. Myślałam, że będzie ją irytował twarz wroga codziennie na ścianie! A ona była szczęśliwa.

Sylwia taka piękna, trochę się jej bałam cokolwiek powiedzieć, jak laleczka, serce mi się raduje, nie wiem, jak mówić, czasem tylko poprawię kocyk, gdy śpi Pan Bóg zabrał mi córki, dał mi Sylwię, żonę Michała, jak własną córkę. Wszystko jej mężowi mówię żona złota!

Żyj z tym teraz! mruknął ten robal w mojej głowie i zniknął. Nie zdążyłam mu nawet obiecać poprawek.

Wtedy podbiegł Bartek, Michał podszedł, pytając szeptem, czemu już wróciłam, skoro miałam pracować do wieczora.

Odwołałam dzisiaj wszystko… Danuta mogę mówić do Pani mamo? Z okazji urodzin głos mi ugrzązł w gardle.

Tak bardzo miałam ochotę uklęknąć przed tą mądrością, dobrocią i nieskończoną wyrozumiałością.

Sylwia! Znalazła jeszcze czas dla starej matki, córunia kochana! Przyszła! cieszyła się Danuta, patrząc ze wzruszeniem.

Dziadek gość aż pogłaskał portret po ramie, mówił, że taki oryginał tylko u artystki i jej teściowej!

Wszyscy się ożywili, śmiech i rozmowy rozległy się w końcu po domu.

A ja? Cieszyłam się, że żyję, że mam rodziców, którzy zaraz tu wpadną z życzeniami, mam cudownego męża i synka, teściową, która naprawdę mnie kocha. I swój zawód, który daje mi radość. Chyba jestem najbogatsza na świecie!

Do stołu, do stołu! śpieszyła Danuta.

A potem ogłoszę Dzień piękności! Chcecie fryzurę, farbowanie, strzyżenie? Robię wszystkim, co chcecie, z radością! uśmiechnęłam się.

To też był mój prezent. Dla wszystkich.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć + 10 =

Teściowej sprawiłam taki prezent, że aż jej się słabo zrobi! I będzie ją wzdrygać za każdym razem, gdy na niego spojrzy.