**Dziennik, 15 maja 2024**
Teściowa zmusiła mnie do zrzeczenia się udziału.
— Co znaczy „zrzec się udziału”? — głos Zofii zadrżał. — Danuto, to przecież spadek po moim mężu!
— Spadek po moim synu — odcięła teściowa, prostując się dumnie. — A nie po tobie. Ty tu jesteś nikim, przejściowym elementem. Wojtek jest mój, nie twój.
— Jak to przejściowym? — Zofia poczuła, jak gorąca fala napływa jej do gardła. — Jesteśmy małżeństwem! Osiem lat razem!
— Osiem lat to nic — Danuta prychnęła z pogardą. — Mój pierwszy małżeństwo trwał dwadzieścia trzy lata. A potem rozwód. Więc nie udawaj wiecznej małżonki.
Zofia stała w kuchni, nie wierząc własnym uszom. Jeszcze pół godziny temu gotowała rosół dla całej rodziny, ciesząc się, że teściowa w końcu zgodziła się omówić podział mieszkania po śmierci teścia. A teraz to.
— Danuto, porozmawiajmy spokojnie — próbowała zapanować nad emocjami. — Janusz zapisał mieszkanie Wojtkowi. Zgodnie z prawem połowa należy też do mnie, jako żony.
— Nic ci nie należy! — teściowa podniosła głos. — Mój mąż dostał to mieszkanie w siedemdziesiątym piątym! Ja tu mieszkam czterdzieści osiem lat! Wychowałam dzieci, niańczyłam wnuki! A ty skąd? Przyjechałaś z jakiejś wsi, omotałaś Wojtka, a teraz rościsz sobie prawa!
— Nie jestem ze wsi, jestem z Kielc — odparła cicho Zofia. — I nikogo nie omotałam. Wojtek i ja kochamy się.
— Miłość — zachichotała Danuta. — W twoim wieku jaka miłość? Masz trzydzieści osiem, zegar tyka. Chodzi ci o meldunek w Warszawie, i tyle.
Wtem do kuchni wszedł Wojtek z torbami z Biedronki. Widząc zaczerwienione twarze żony i matki, zesztywniał.
— Co się stało? — zapytał, stawiając zakupy.
— Twoja matka żąda, żebym zrzekła się udziału w mieszkaniu — Zofia starała się mówić równo.
Wojtek spojrzał na matkę, potem na żonę.
— Mamo, przecież umówiliśmy się, że będziemy żyć razem. Po co te rozmowy?
— Wojtku — Danuta natychmiast zmieniła ton na słodki — myślę o twojej przyszłości. Może się wszystko wydarzyć. Rozwód, a ona zabierze połowę.
— Mamo, przestań. Nie myślimy o rozwodzie.
— Nie myślicie — przedrzeźniła teściowa. — Kto by myślał? Ja też nie myślałam o rozwodzie z twoim ojcem, a jednak. Życie bywa nieprzewidywalne.
Zofia milczała, obserwując tę scenę. Wojtek wyraźnie nie wiedział, co powiedzieć. Wiercił się jak uczeń wezwany do odpowiedzi.
— Mamo, no dlaczego tak? — w końcu wykrztusił. — Zosia to rodzina.
— Rodzina — powtórzyła Danuta. — A dzieci gdzie? Osiem lat, a zero potomstwa. Może w ogóle nie może?
Zofię sparzyły te słowa. To był temat, który bolał ją najbardziej. Z Wojtkiem bardzo chcieli dziecka, ale nic z tego nie wychodziło. Byli u lekarzy, brali leki — bez efektu.
— Danuto, to nasza prywatna sprawa — syknęła.
— Prywatna! — teściowa pokręciła głową. — Żonę znalazł bezpłodną, a ja mam milczeć. Ja chcę wnuki, rozumiesz? Siedemdziesiątka na karku, ile mam czekać?
— Mamo, dosyć! — Wojtek podniósł głos. — To nieładnie.
— Co nieładnie? Prawdę mówić nieładnie? — Danuta usiadła, wyciągając chusteczkę. — To nie moja wina, że ma kobiece problemy. Może lekarz by jej poradził rozwieść się i znaleźć kogoś prostszego.
Zofia nie wytrzymała.
— Wychodzę — rzuciła, odpinając fartuch.
W sypialni pakowała rzeczy drżącymi rękami. Czy to naprawdę się dzieje?
— Zosia, zaczekaj! — Wojtek wszedł za nią. — Nie przejmuj się, mama tylko się martwi.
— Martwi? — odwróciła się. — Wojtek, ona żąda, żebym zrzekła się praw! Jakbym była oszustką!
— Nie żąda, tylko prosi…
— Słyszałeś, jak prosi? Praktycznie mnie wyrzuca!
Wojtek usiadł na łóżku, pocierając skronie.
— Mama boi się zostać na bruku. Całe życie w tym mieszkaniu.
— A ja ją wyrzucam? Przecież mówiłam, że będziemy razem mieszkać! Cztery pokoje, miejsca wystarczy.
— Wiem. Ale ona nie ufa dokumentom. Myśli, że jeśli się rozstaniemy, to straci wszystko.
Zofia spojrzała mu w oczy.
— Wojtek, powiedz szczerze. Po czyjej jesteś stronie?
— Po twojej. Jesteś moją żoną.
— To dlaczego mnie nie obroniłeś?
Milczał. Zrozumiała, że nie odpowie.
— Zostanę u Kasi na parę dni — powiedziała, zapinając torbę.
— Zosia, zostań. Porozmawiamy.
— O czym? O tym, jak mam zrzec się moich praw?
W przedpokoju natknęła się na Danutę.
— Wychodzisz? — teściowa uśmiechała się z zadowoleniem. — Dobrze. Przemyśl sprawę.
— Danuto, chcę, żebyś coś zrozumiała — Zofia zatrzymała się. — Nie chcę waszego mieszkania. Chcę tylko wiedzieć, że mam dom.
— Dom masz. W Kielcach.
— Tam obcy ludzie od lat.
— To znajdziesz inny.
Na klatce schodowej Zofia rozpłakała się. Osiem lat starań, by być dobrą żoną, dobrą synową. Gotowała, sprzątała, opiekowała się teściową podczas jej choroby. A teraz to.
Kasia przyjęła ją ze zdziwieniem.
— Co się stało? Wyglądasz, jakbyś widziała ducha.
— Gorzej — odparła Zofia. — Mogę zostać na noc?
Przy herbacie opowiedziała wszystko. Kasia słuchała, kręcąc głową.
— Mówiłam ci — westchnęła. — Pamiętasz, jak narzekałaś, że Danuta ciągle wspomina o twoim wieku i braku dzieci?
— Pamiętam.
— To nie były przypadkowe uwagi. Chciała pokazać, że nie jesteś pełnoprawną żoną.
— Dlaczego?
— Zajęłaś miejsce w życiu syna. A ona zawsze była tam najważniejsza.
Kasia nalała więcej herbaty.
— Może ma rację? Może powinnaś zrzec się udziału?
— Co?
— Posłuchaj. Wojtek nigdy się jej nie przeciwstawi. Myślisz, że w czterdziestce się zmieni?
— To niesprawiedliwe! — Zofia uderzyła pięścią w stPo długim namyśle Zofia zrozumiała, że czasem trzeba wybrać spokój serca nad walkę o sprawiedliwość.



