Świeżo upieczona teściowa zabierała wszystko, nawet czajnik! Dramatyczne historie z życia codziennego.
Agata walczyła, dopóki jej teściowa nie przekroczyła wszelkich granic, żądają pieniędzy i rzeczy. Dowiedz się, jak odzyskała swoją rodzinę i wolność!
W małym miasteczku na obrzeżach Kaszub, gdzie wiatr hula po starych uliczkach, Agata i jej mąż Bartosz próbowali budować swoje życie. Ale cień teściowej, Janiny Zawadzkiej, wisiał nad ich rodziną jak burzowa chmura.
— Jaki stylowy macie ekspres do kawy! Takiego bym i ja chciała — zauważyła Janina Zawadzka, patrząc na syna z tą specyficzną nutą w głosie, od której Bartoszowi krew ścinała się w żyłach.
— Mamo, my go dobieraliśmy pod naszą kuchnię. U ciebie inny styl, nie pasowałby — próbował żartować Bartosz, ale już czuł, że ekspres wkrótce trafi do jej mieszkania.
Janina była kobietą, która zawsze osiągała swój cel. Nowy blender, modna patelnia, a nawet firanki — wystarczyło, że powiedziała „chcę”, a Bartosz, jako posłuszny syn, natychmiast jej to wręczał.
— Kupisz sobie nowy, synku, a ja jestem na emeryturze, sama nie dam rady. Ile ja w ciebie włożyłam, całe życie dla ciebie harowałam! Przecież kochasz swoją matkę, a ja ciebie tak bardzo! — Janina potrafiła mówić w taki sposób, że sprzeciw był niemożliwy. Jej słowa, niczym słodka trucizna, wsiąkały w serce, a Bartosz ustępował.
Nigdy nie sprzeczał się z matką. Jeśli nie korzystała z podarowanych rzeczy, mówił sobie: „Może jeszcze przydadzą się”. Jak mógł odmówić kobiecie, która ciągle przypominała mu o swoich poświęceniach?
Bartosz wychował się w rodzinie, gdzie matka była niekwestionowanym autorytetem. Nie dostał się na studia dzienne, więc Janina wybrała dla niego płatne kierunki ekonomiczne.
— To przyszłościowe, synu! Będziesz zarabiać jak porządny człowiek — powtarzała.
Lecz już na pierwszym roku Bartosz zrozumiał, że ekonomia nie jest dla niego. Marzył o projektowaniu, o sztuce, ale gdy zadzwonił do matki, by podzielić się wątpliwościami, usłyszał:
— Już zapłaciłam za trzy semestry! Dlaczego wcześniej nie pomyślałeś? Haruję na dwóch etatach, żebyś się uczył, a ty mi takie numery wyczyniasz? Skończysz, a potem pójdziesz na praktykę do cioci Hani, już się dogadałam.
Ciocia Hania, przyjaciółka matki, pracowała w lokalnej firmie. Po zajęciach Bartosz jechał do niej, słuchając niekończących się opowieści o życiu i tylko od czasu do czasu — o pracy.
— Mamo, nie chcę już tam jeździć, to nie dla mnie — odważył się zaprotestować po pół roku.
Ale wtedy poznał Agatę. Dziewczyna z sąsiedniej grupy urzekła go swoją beztroską i marzeniami. Zaczęli się spotykać, a Agata chciała nie tylko siedzieć na wykładach, ale też spacerować po parkach, jeździć na łyżwach, pić gorącą czekoladę w kawiarniach. Bartosz, pochłonięty romansem, zaczął opuszczać praktyki, zasypiał na zajęciach, aż ciocia Hania poskarżyła się Janinie.
— Wszystko dla ciebie robię, a ty jak mi się odwdzięczasz? Wylecisz ze studiów, naukę zaniedbujesz, a do tego jeszcze z jakąś dziewczyną się włóczysz! — wściekała się matka. — Dogadałam się, będziesz pracował na pół etatu, pieniądze oddasz mi. Widziałeś ceny w sklepach? Żadnych wygłupów!
Bartosz zgodził się w milczeniu. Zostawiał sobie trochę na randki z Agatą, resztę oddawał matce. Janina przy tym wzdychała:
— Czas, żebyś utrzymywał się sam. Ja też chcę trochę pożyć, emerytura za pasem, zdrowie nie to co kiedyś. Nie chcesz chyba, żymtwoja matka odeszła za wcześnie? Przecież mnie kochasz, wiem.
Po studiach Janina zrobiła młodzie niespodziankę. Wręczyła im klucze do mieszkania z hasłem:
— Proszę, żyjcie szczęśliwie!
Agata nie mogła uwierzyć, Bartosz uściskał matkę, nazywając ją najlepszą.
— Wszystko dla was odkładałam, wszystko dla was — oświadczyła dumna teściowa.
Ale mieszkanie okazało się małą kawalerką z wysłużonym remontem. Agata jednak nie traciła ducha:
— Zrobimy remont, urządzimy się, będzie przytulnie!
Ale radość szybko zgasła. Janina mieszkała w sąsiednim bloku i coraz częściej prosiła Agatę, by „skoczyła po zakupy”, „umyła kuchenkę” lub „posprzątała spiżarnię”. Agata, choć zmęczona po pracy, zgadzała się. Lecz ostatnia prośba teściowej ją zaskoczyła.
— Przydałaby mi się nowa kanapa do salonu, a starą rozłożymy, płacić nie trzeba. Dobrze, że cię mam, Agatko, masz złote ręce — powiedziała Janina z uśmiechem.
— Nie mam nic przeciwko, ale z Bartkiem mamy już plany na weekend. I tak przychodzę do was prawie codziennie — spróbowała odmówić Agata.
— Jak to?! Wychowałam syna, kupiłam wam mieszkanie, a ty się teraz droczysz? — Janina przeszła do ataku.
Po tym zdarzeniu teściowa przestała prosić o pomoc. Agata odetchnęła z ulgą, mając nadzieję, że sytuacja się unormuje. Ale wkrótce Bartosz ją zaskoczył:
— Trzeba wysłać mamę do sanatorium, turnusy drogie. Ty masz dobrą pensję, pomożesz? Przeleję ci na konto — oświadczył.
Agata nagle zrozumiała, dlaczego to ona płaci za jedzenie, paliwo i rachunki. Myślała, że Bartosz oszczędza na samochód albo wakacje, ale okazało się, że wszystko idzie do matki.
— To ona nie chciała pomagać! Mamo kupiła nam mieszkanie, dzięki temu nie mamy kredytu — bronił się Bartosz, gdy Agata poruszyła temat.
— Może lepiej wziąć kredyt? Spłacimy w parę lat, a twojej mamie będziesz płacił do końca życia? — zaproponowała.
Lecz Bartosz nie chciał słuchać. Agata czuła, że ich związek rozpada się pod wpływem teściowej.
Gdy Janina przyszła w odwiedziny i zabrała nowiutki ekspres do kawy, który młodzi z trudem wybrali pod kolor kuchni, Agata straciła cierpliwość.
— To jak teraz będziemy robić kawę? — rzuciła Bartoszowi.
— Przyniosę stary z pracy, nowy kupimy później. Co, miałem mamie odmówić? — odparł.
— A jeśli spodoba jej się nasze łóżko— To też oddasz, a potem będziemy spać na podłodze? — zapytała Agata, patrząc mu prosto w oczy.



