Teściowa wróciła z rzeczami
Marta stała przy oknie i patrzyła, jak deszcz bębni w parapet. Za plecami słyszała ciche kroki męża, który krążył po mieszkaniu z telefonem w dłoni. Trzecią godzinę rozmawiał z kimś, ale szeptał tak cicho, że nie dało się zrozumieć słów.
Krzysiu, co się stało? nie wytrzymała, odwracając się do niego. Cały dzień jesteś nerwowy.
Krzysztof zatrzymał się na środku pokoju i spojrzał na żonę z poczuciem winy. Wciąż trzymał telefon, na którego ekranie migały jakieś wiadomości.
Marto, muszę ci coś powiedzieć zaczął niepewnie. Tylko nie denerwuj się od razu, dobrze?
Serce Marty drgnęło. Po osiemnastu latach małżeństwa znała każdą jego intonację. Taki ton miał tylko przed poważnymi rozmowami.
Mów już usiadła na skraju kanapy.
Mama wraca.
Jak to wraca? Marta spojrzała na niego ze zdumieniem. Skąd?
Z Krakowa. Od Joasi. Pokłóciły się, i teraz mama chce wrócić. Do nas.
Marta poczuła, jak po plecach przebiegł jej dreszcz. Helena Zawadzka, teściowa, wyprowadziła się do młodszej córki pół roku temu po kolejnej kłótni w ich domu. Wtedy Marta pomyślała, że wreszcie będzie mogła żyć spokojnie we własnym mieszkaniu, bez oglądania się na cudze zdanie w każdej sprawie.
Krzysiek, nie powiedziała stanowczo. Przecież się umawialiśmy. Pamiętasz, jak było ostatnio?
Marto, to moja matka Krzysztof usiadł obok żony. Nie ma gdzie iść.
Ma własne mieszkanie!
Teraz są tam lokatorzy. Mama wynajęła je na długi termin, gdy wyjeżdżała. Umowa do końca roku.
Marta zamknęła oczy i próbowała się uspokoić. Przypomniała sobie te niekończące się miesiące, gdy teściowa mieszkała z nimi. Ciągłe uwagi o gotowaniu, sprzątaniu, wychowaniu dzieci. Krytyka każdego jej ruchu, każdej decyzji.
A co się stało z Joasią? spytała.
Nie wiem dokładnie. Mama tylko powiedziała, że nie może tam dłużej zostać. Nie dogadała się z zięciem.
I jak długo planuje u nas zostać?
Do końca roku, aż zwolni się jej mieszkanie.
Marta wstała i przeszła się po pokoju. Cztery miesiące. Całe cztery miesiące żyć z osobą, która uważa, że nie jest godna jej syna.
Krzysiu, nie dam rady powiedziała, zatrzymując się przed mężem. Nie przeżyję tego jeszcze raz.
Marto, proszę wziął ją za ręce. Ona się zmieniła. Pół roku życia z obcymi ludźmi wiele ją nauczyło.
Twoja matka nigdy się nie zmieni. Zawsze będzie widziała we mnie źródło wszystkich problemów tej rodziny.
Krzysztof milczał. Wiedział, że żona ma rację. Matka nigdy nie zaakceptowała Marty, szukała w niej wad tam, gdzie ich nie było.
Kiedy przyjeżdża? spytała zmęczonym głosem Marta.
Jutro rano.
Jutro? Marta aż podskoczyła ze zdziwienia. Krzysiek, oszalałeś? Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej?
Dopiero dziś zadzwoniła. Mówi, że już kupiła bilet.
Wspaniale pokręciła głową. Więc nawet nie zamierzała pytać o pozwolenie. Po prostu postawiła nas przed faktem.
Marto, co miałem zrobić? Powiedzieć matce, żeby spała na dworcu?
Mogła zatrzymać się w hotelu. Albo u jakiejś przyjaciółki.
Nie ma pieniędzy na hotel. A przyjaciółki… sam wiesz, jaki ma charakter.
Marta wiedziała aż za dobrze. Helena Zawadzka zdążyła pokłócić się ze wszystkimi sąsiadami, wszystkimi znajomymi. Wiecznie wszystkim niezadowolona, wszystkich krytykująca.
Wieczorem przy kolacji powiedzieli dzieciom. Czternastoletni Tomek wzruszył ramionami dla niego babcia była po prostu babcią, która czasem dawała pieniądze, a czasem się gniewała. Ale jedenastoletnia Zosia zmarszczyła brwi.
Znów będzie mówić, że źle odrabiam lekcje? spytała.
Zosieńko, babcia chce dla ciebie dobrze próbował wytłumaczyć ojciec.
To niech chce z daleka burknęła córka, a Marta ledwo powstrzymała uśmiech.
Następnego ranka Marta wstała wcześniej i przygotowała śniadanie. Chciała, żeby teściowa od razu zobaczyła, że w domu jest porządek, że jest dobrą gospodynią. Choć wiedziała, że to bezcelowe Helena i tak znajdzie powód do narzekań.
O wpół do jedenastej zadzwonił dzwonek do drzwi. Krzysztof rzucił się otwierać, a Marta została w kuchni, gorączkowo wycierając i tak już czyste talerze.
Krysiu, synku mój! rozległ się głos teściowej z przedpokoju. Jak ja się za tobą stęskniłam!
Mamo, wejdź, wejdź. Jak podróż?
Okropna. W pociągu duszno, klimatyzacja nie działała. A w naszym przedziale jakiś pijak się zataczał, całą noc hałasował.
Marta wzięła głęboki oddech i wyszła do przedpokoju. Helena Zawadzka stała w otoczeniu toreb i walizek. Było ich tyle, że wyglądało to na przeprowadzkę na stałe.
Dzień dobry, pani Heleno przywitała się uprzejmie.
Teściowa odwróciła się do niej i zmierzyła krytycznym spojrzeniem.
No, dzień dobry odparła sucho. Schudłaś jakoś. Chorowałaś?
Nie, nie chorowałam.
Dziwne. Twarz jakaś zmęczona. Pewnie znowu na tych dietach siedzisz. A potem dziwisz się, że mąż nie zauważa.
Marta zaci


