Barbara stała przy oknie, patrząc, jak deszcz bębni w parapet. Za plecami słyszała ciche kroki męża, który krążył po mieszkaniu z telefonem w dłoni. Trzecią godzinę rozmawiał z kimś, ale szeptał tak cicho, że nie dało się zrozumieć słów.
Wojtek, co się stało? nie wytrzymała, odwracając się do niego. Jesteś cały dzień jak na szpilkach.
Wojciech zatrzymał się na środku pokoju i spojrzał na żonę z wyrzutem. W dłoni wciąż ściskał telefon, na ekranie którego migały jakieś wiadomości.
Basiu, muszę ci coś powiedzieć zaczął niepewnie. Tylko nie denerwuj się od razu, dobrze?
Serce Barbary zabiło mocniej. Po osiemnastu latach małżeństwa znała każdą jego intonację. Taki głos miał tylko przed poważnymi rozmowami.
Mów już usiadła na brzegu kanapy.
Mama wraca.
Jak to wraca? Barbara spojrzała na niego z niedowierzaniem. Skąd?
Z Krakowa. Od Ewuni. Pokłóciły się i teraz mama chce wrócić. Do nas.
Barbara poczuła, jak po plecach przebiega jej zimny dreszcz. Helena Kowalska, teściowa, przeniosła się do młodszej córki pół roku temu po kolejnej awanturze w ich domu. Wtedy Barbara pomyślała, że wreszcie będzie mogła żyć spokojnie we własnym mieszkaniu, bez oglądania się na czyjeś zdanie przy każdej okazji.
Wojtek, nie powiedziała stanowczo. Przecież się umawialiśmy. Pamiętasz, co było ostatnio?
Basiu, to moja matka Wojciech usiadł obok żony. Nie ma gdzie się podziać.
Ma własne mieszkanie!
Wynajęła je na długi termin, gdy wyjeżdżała. Umowa do końca roku.
Barbara zamknęła oczy i próbowała się uspokoić. Przypomniała sobie te niekończące się miesiące, gdy teściowa mieszkała z nimi. Ciągłe uwagi o gotowaniu, sprzątaniu, wychowaniu dzieci. Krytyka każdego jej kroku, każdej decyzji.
A co się stało z Ewą? zapytała.
Nie wiem dokładnie. Mama tylko powiedziała, że nie może tam dłużej zostać. Nie dogadała się z zięciem.
I jak długo planuje u nas mieszkać?
Do końca roku, aż zwolni się jej mieszkanie.
Barbara wstała i zaczęła chodzić po pokoju. Cztery miesiące. Całe cztery miesiące żyć z osobą, która uważała ją za niegodną swojego syna.
Wojtek, nie dam rady powiedziała, zatrzymując się przed mężem. Nie przeżyję tego jeszcze raz.
Basiu, proszę wziął ją za ręce. Ona się zmieniła. Pół roku życia z obcymi ludźmi wiele ją nauczyło.
Twoja matka nigdy się nie zmieni. Zawsze będzie uważać, że to ja jestem winna wszystkim problemom w tej rodzinie.
Wojciech milczał. Wiedział, że żona ma rację. Matka naprawdę nigdy nie zaakceptowała Barbary, szukała w niej wad tam, gdzie ich nie było.
Kiedy przyjeżdża? zapytała zmęczonym głosem Barbara.
Jutro rano.
Jutro? Barbara aż podskoczyła ze zdziwienia. Wojtek, oszalałeś? Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej?
Dzisiaj dopiero zadzwoniła. Mówi, że już kupiła bilet.
Wspaniale pokręciła głową Barbara. Czyli nawet nie zamierzała pytać o zgodę. Po prostu postawiła nas przed faktem.
Basiu, no co miałem zrobić? Powiedzieć matce, żeby spała na dworcu?
Mogłaby zatrzymać się w hotelu. Albo u jakichś znajomych.
Nie stać jej na hotel. A znajomi… wiesz, jaki ma charakter.
Barbara wiedziała aż za dobrze. Helena Kowalska zdążyła pokłócić się ze wszystkimi sąsiadami, wszystkimi przyjaciółmi. Wiecznie niezadowolona, wiecznie krytykująca.
Wieczorem przy kolacji powiedzieli dzieciom. Czternastoletni Kuba wzruszył ramionami dla niego babcia była po prostu babcią, która czasem dawała pieniądze, a czasem gder


