Dziewczyny, może doradzicie, mam trudną sytuację z moją teściową. Kiedy poślubiłam męża, wszystko było znośne. Mój mąż wiedział, jaka jest jego matka, więc zaciągnął kredyt hipoteczny, żeby nie mieszkać z nią. Dał jej jednak klucze, co na początku mnie nie zdenerwowało. Przychodziła do naszego domu i gotowała jedzenie, ale przygotowywała potrawy, których ja nie lubię, jakby celowo. Minął rok, zaszłam w ciążę, poszłam na urlop macierzyński, a moja cierpliwość miała swoje granice. Moja teściowa codziennie wracała do domu, a ja codziennie musiałam słuchać jej stwierdzeń, że jestem złą synową. W okresie tuż przed porodem stwierdziła, że w pokoju jest nieodpowiednia tapeta.
– Dlaczego zielona? – zapytała. Odpowiedziałam spokojnie, że nie wiemy, czy będzie to chłopiec czy dziewczynka, więc zielona była odpowiednim wyborem.
– Wszystko jest dla Ciebie jasne, ale wcale nie jesteś taka mądra, jak Ci się wydaje. Jak teraz kupować rzeczy dla dziecka? W jakim kolorze?
– Już wszystko zebraliśmy i kupiliśmy, nic więcej nie jest potrzebne. – odpowiedziałam teściowej.
– Nie chcesz ode mnie jeszcze czegoś? Kim jesteś, że pozwalasz sobie na coś takiego w domu mojego syna?
– Wzięliśmy ten dom razem na kredyt hipoteczny i nikt tu nie jest „właścicielem”. Więc odejdź.
Nie wytrzymałam i wystawiłam ją za próg. Wieczorem przyszedł mój mąż, zawsze stał po mojej stronie. Na początku zdecydowałam, że wyjadę do mojej mamy do innego miasta, myślałam, że nie dam rady z dzieckiem, kiedy teściowa codziennie będzie tutaj przychodzić.
Ale mąż zaproponował, że wyśle ją na dwa miesiące do sanatorium; wiedzieliśmy już, że urodzę wcześniej. Teściowa przyjechała, gdy moja córka miała już dwa tygodnie. Po przyjeździe oświadczyła:
– Cóż, czego jeszcze można się po Tobie spodziewać? Prawdopodobnie mój syn był zdenerwowany, że nie urodziłaś spadkobiercy, tylko dziewczynkę! Dlatego nie chciał, żebym tutaj była!
Wtedy nie mogłam tego znieść i powiedziałam jej wszystko. Kazałam jej położyć klucze na stole i nie pojawiać się ponownie w naszym domu. Jeśli chce przyjść, niech dzwoni z wyprzedzeniem i daje znać. Mój mąż mnie zrozumiał; wydaje mi się, że postąpiłam właściwie.
Jak myślicie?




