Relacje z moją teściową nie układały się dobrze. Od razu mnie nie polubiła. Powiedziała swojemu synowi, że nie jestem dla niego najlepszym wyborem. Po ślubie zaczęła przychodzić do nas prawie codziennie. Nie mogłam uniknąć jej rad. Bardzo dbała o swojego syna. Nie obchodziło jej, że jest żonaty i teraz ma własne życie. Teściowa bezceremonialnie wchodziła do naszej sypialni i przekopywała się przez szafy. Mówiła: „Te koszule są nie wyprasowane. Czy mój syn będzie w nich chodził do pracy?” Gdy pierwszy raz odwiedziła nasze mieszkanie, od razu nie spodobała jej się tapeta.
– Ten kolor działa na psychikę. Daniel nie może mieszkać w tym mieszkaniu. A twoje dywany są brudne, pamiętaj, aby je wyszorować – narzekała.
Wtedy odpowiedziałam jej, że mieszkanie jest moje i sama zadecyduję, co i jak mam w nim zmienić. Teściowa była tak obrażona, że przez tydzień nie pojawiała się u nas. To był rajski tydzień. Żyłam i robiłam to, co chciałam, ale potem jej złość zelżała i znów zaczęła nas odwiedzać. Niedawno z mężem zdecydowaliśmy, że dobrze byłoby się rozwijać.
Chcieliśmy mieć dziecko, a w jednopokojowym mieszkaniu byłoby nam ciasno we trójkę. Zaczęliśmy rozglądać się za dostępnymi mieszkaniami, a jedno z nich było blisko teściowej, a potem wszystko się zaczęło:
– Jak wspaniale byłoby, gdybyś kupiła mieszkanie obok mojego. Mogłabym przychodzić do Ciebie codziennie i nawet pomagać z dzieckiem – radowała się teściowa. Na samą myśl o tym, że będę mieszkała obok niej, zrobiło mi się niedobrze. Natomiast mój mąż był bardzo zadowolony. Już planował nasze wspólne życie. Codziennie się z nim kłócę, ponieważ życie obok jego matki nie jest dla mnie gotowe.



