Wiele moich przyjaciółek mi zazdrości, mówią, że poszczęściło mi się z teściową. W końcu jest niesamowita. Myślą, że jeśli teraz tak bardzo nam pomaga, to po urodzeniu wnuków będzie wciąż blisko. Mój mąż i ja nie mamy się czym martwić. Wyszłam za mąż około pięć lat temu. Najpierw mieszkaliśmy u mojej teściowej, potem postanowiliśmy wziąć kredyt hipoteczny i kupić własne mieszkanie. Kiedy mieszkaliśmy u teściowej, było nam stosunkowo dobrze. Nie była przeciwna mojemu udziałowi w sprawach gospodarczych, praktycznie nie było kłótni. Ale nie zostawiała nas w spokoju.
Zdarzało się, że wchodziła do naszego pokoju i sprzątała tam, jak chciała. Kiedy kupiliśmy mieszkanie, cieszyłam się, że nasze spotkania będą rzadsze. Ale po roku takiego życia teściowa powiedziała, że chce mieszkać w naszym bloku, aby być blisko i pomagać. Nie mogliśmy nic powiedzieć, więc pomogliśmy jej w przeprowadzce. Poprosiła męża o klucze do naszego mieszkania, aby w razie czego mogła pomóc. Ale wtedy zaczęły się nasze problemy. Ciągle potrafiła do nas przychodzić bez telefonu lub ostrzeżenia.
Kiedy wracałam do domu po pracy, zawsze była w mojej kuchni i gotowała. Pokazywała mi też, że nie umiem nic robić. Teściowa ciągle sprzątała w naszym domu, także w sypialni. Nie zdawała sobie sprawy, że nie warto tam wchodzić, brać i prać naszej bielizny. O ósmej rano budziła nas i pmówiła, że tylko naleśniki ostygną, musimy je szybko zjeść. Mój mąż bardzo to lubi. Jest zadowolony z opieki swojej mamy. Nie ma dla niego żadnego problemu. Ale nie wiem, jak zasugerować, że nadal jest gościem w naszym domu. Nie musi się tak zachowywać.



