W końcu Bartosz z Kasią przeprowadzili się do swojego wielkiego domu. Dom był dwupiętrowy, dokładnie taki, jakiego potrzebowali mieli przecież trójkę dzieci. Każde dostało własny pokój, wszyscy byli zachwyceni. Choć najmłodsza Zosia jeszcze nie rozumiała, co znaczy mieć własną przestrzeń miała dopiero półtora roku.
„Dziękuję ci, kochanie, za ten cud. Jakie to uczucie być panią takiego domu! Chociaż chłopcy biegają wszędzie, ale cóż dzieci muszą się rozwijać,” cieszyła się Kasia.
Z czasem jednak zrozumiała, że utrzymanie porządku w takim domu to nie lada wyzwanie, zwłaszcza z trójką maluchów. Mateusz miał siedem lat, Jaś cztery, a Zosia była jeszcze malutka.
Pewnego wieczoru, gdy Kasia zmywała naczynia, dzieci się bawiły, a Bartosz wylegiwał się na kanapie przed telewizorem, zadzwonił jego telefon.
„Cześć, Piotrek,” usłyszała głos męża. „U nas wszystko w porządku, a u ciebie?”
Kasia domyśliła się, że dzwoni młodszy brat męża, który mieszkał w innym mieście razem z matką. Choć Piotr miał już trzydzieści lat, wciąż był kawalerem i nie śpieszył się z małżeństwem. Po krótkiej rozmowie Bartosz oznajmił radośnie:
„Piotrek się żeni! Zaprosił nas na ślub.”
„Naprawdę?” zdziwiła się Kasia. „A ja myślałam, że nigdy nie zdecyduje się na ten krok. Sam przystojniak, kobiety same się do niego garną, a mama go nakarmi i posprząta. Życie jak z bajki. Tylko praca u niego taka nieszczególna, choć skończył studia. Wieczny lekkoduch.”
Mąż milczał, wyraźnie zamyślony.
„Ty to zupełnie inna bajka prawdziwy pracoholik, energiczny, ambitny. Ty i Piotrek to dwa różne światy. A on nadal w tym klubie nocnym?”
„Tak, dalej jest DJ-em,” odparł Bartosz.
„A kim jest ta panna młoda?”
„Piotrek niewiele mówił. Powiedział tylko, że ma na imię Ola i jest nauczycielką w podstawówce.”
Kasia usiadła obok męża, widząc, że coś go trapi.
„A gdzie będą mieszkać? Może Ola ma swoje mieszkanie?”
„Właśnie do tego zmierzam,” spojrzał na nią Bartosz. „Co powiesz, gdyby mama zamieszkała z nami? Ona ma tylko kawalerkę jak oni tam się pomieszczą? A u nas miejsca pod dostatkiem.”
Kasia milczała, rozważając możliwość życia pod jednym dachem z teściową. Bartosz też czekał w napięciu.
W końcu potrząsnęła swoje kręcone włosy i oznajmiła:
„Wiesz co? Nie mam nic przeciwko. Będzie pomoc z dziećmi.”
„Jesteś niesamowita, kocham cię,” pocałował ją w policzek.
Kasia nie znała teściowej, Ewy Stanisławy, zbyt dobrze. Czasem ją odwiedzała, ale tylko na krótko przenocowała i wyjeżdżała. W takich warunkach trudno było ją poznać. Ale mieszkanie razem to zupełnie inna sprawa. Ostatni raz była u nich na chrzcinach Zosi, rok temu, ale i to tylko na chwilę.
Ewa Stanisława była kobietą po sześćdziesiątce, uprzejmą, spokojną i schludną. Traktowała Kasię dobrze, a wnuków uwielbiała. Mimo to Kasia myślała:
„Nie ma mowy, żeby była taka doskonała. Każdy ma w sobie jakieś dziwactwa. No cóż, zobaczymy z czasem”
Te myśli dręczyły Kasię przez dwa miesiące, aż w końcu Bartosz musiał pojechać sam na ślub brata Zosia była chora, więc Kasia została z dziećmi w domu.
Po trzech dniach wrócił z matką.
„No to koniec,” pomyślała Kasia. „Mosty spalone. Teraz nasza rodzina powiększyła się o jedną osobę.”
Ewa Stanisława nie przyjechała z pustymi rękami. Oprócz swoich rzeczy przywiozła prezenty. Zosi dała wielką lalkę, Mateuszowi i Jasiowi po wielkim samochodzie. Tego wieczoru długo rozmawiali, Bartosz opowiadał o weselu.
„Ola to porządna dziewczyna. Ładna i mądra, ogarnęła mojego brata, a on uwierz lub nie słucha jej we wszystkim, choć jest młodsza.”
Teściowa potakiwała, nie mówiąc nic złego o młodszej synowej. Kasia nawet w duchu ją pochwaliła. Dla Ewy Stanisławy przygotowali osobny pokój była zachwycona.
Przez pierwszy tydzień Kasia bacznie ją obserwowała, ale teściowa zachowywała się jak idealna babcia. Czytała wnukom bajki, bawiła się z nimi w gry edukacyjne, pomagała w sprzątaniu, czasem coś ugotowała.
„Mamo, babcia nauczyła mnie zawiązywać buty!” pochwalił się Jaś.
„A ja już płynnie czytam!” dodał Mateusz, który we wrześniu szedł do szkoły. „Babcia ze mną ćwiczy.”
Kasia na razie była zadowolona. Myślała nawet: „Teściowa złego nie nauczy.” W domu panował spokój. Ale pewnego dnia Ewa Stanisława oznajmiła:
„Kasienko, widzę, że się męczysz z dziećmi. Pozwól, że odciążę cię w kuchni. Gotowanie biorę na siebie.”
„Dziękuję, mamo!” Kasia niemal rzuciła się jej na szyję. „Będzie mi lżej.”
Bartosz też był obecny przy tej rozmowie.
„Mamo, raz w tygodniu robimy zakupy, ale jeśli czegoś ci zabraknie, powiedz. Można też zamówić dostawę. A propos, umiesz obsługiwać komputer?”
„Trochę umiem,” skromnie odparła. „Myślę, że z zamówieniem sobie poradzę.”
Wieczorem jedli wspólnie smaczną pieczoną kurczak z kaszą gryczaną. Dzieci zajadały się ze smakiem, a Kasia była zaskoczona zwykle gryki nie lubiły. Ewa Stanisława gotowała różnorodnie i smacznie. Kasia sama tak nie potrafiła, ale cieszyła się, że dzieci jedzą z apetytem.
„Bartek, skoro mamy opiekunkę, może wyjdziemy wieczorem? Sto lat nigdzie nie byliśmy,” zaproponowała żona.
Dotąd bała się zostawiać dzieci z kimś obcym, ale teraz miała własną babcię.
„Oczywiście, idźcie,” poparła teściowa. „U nas wszystko będzie w porządku. Tylko powiedzcie, co trzeba zrobić.”
„Jak zwykle nakarmić, wykąpać i położyć spać,” odparła Kasia.
Bartosz z Kasią wyszli. Wieczór był cudowny spacer po parku, potem kawiarnia, żywa muzyka, nawet zatańczyli.
„Bartek, jakie to wspaniałe! Tak dawno nie odpoczęłam,” mówiła Kasia. „To nawet dobrze, że twoja mama z nami zamieszkała.”
Mąż był zadowolony na począt”Następnego ranka, gdy Ewa Stanisława z uśmiechem podała wszystkim naleśniki z jabłkami, Kasia zrozumiała, że czasem pozory mylą, a największe niespodzianki kryją się w najmniej oczekiwanych sercach.”



