Mój mąż i jego rodzice są powolnymi ludźmi. Mogą cały dzień chodzić, siedzieć, rozmawiać i nie zdecydować, co przygotować na kolację. Przygotowania do świąt trwają miesiąc, żeby zdążyć ze wszystkim. Ale zdarzają się sytuacje, gdy nawet to nie wystarcza, i tak czy inaczej nie starcza czasu. Ja natomiast jestem ich całkowitym przeciwieństwem. Staram się robić wszystko szybko, jednocześnie załatwiając wiele rzeczy. Na przykład, mogę natychmiast zdecydować, co przygotować na kolację, złożyć zamówienie z wyprzedzeniem, żeby dostarczono produkty do momentu, gdy dotrę do domu, żeby nie tracić czasu. Dlatego po pracy udaje mi się znaleźć czas zarówno na męża, jak i na moje sprawy. Mój mąż był wcześniej bardzo powolny. Ale po kilku latach życia małżeńskiego udało mi się go trochę ożywić. Natomiast rodzice z wiekiem stają się coraz wolniejsi i wolniejsi.
Kiedy postanowiliśmy zrobić remont w mieszkaniu, zaczęłam się denerwować, bo wiedziałam, jak rodzice męża będą do tego podchdzić. Pojechaliśmy wybierać tapety, klamki, wyłączniki. Teściowa i teść powoli przemierzali cały sklep. Szłam za nimi pół godziny, ale moja cierpliwość się wyczerpała. Wzięłam męża za rękę i poprowadziłam go samemu wybierać wszystko. Szybko wszystko załatwiliśmy, ale później teściowa skarżyła się, mówiąc, po co było podejmować decyzje tak szybko, po co w ogóle jeździliśmy razem? Nawet obraziła się i przez długi czas nie rozmawiała ze mną, stwierdzając, że traktuję ich lekceważąco. Jednak jeden incydent zmienił jej postawę wobec mnie. Kilka tygodni po tych zakupach nagle zadzwoniła do nas teściowa i powiedziała, że tacie jest niedobrze, wezwała karetkę pogotowia.
A my po prostu otrzymujemy o tym informację. Nie trzeba przyjeżdżać, mówiła, że karetka jest już w drodze, trzeba tylko poczekać. Powiedziałam mężowi, że powinniśmy tam pojechać. Wyjechaliśmy i zobaczyłam, że z teściem jest naprawdę źle, że pilnie potrzebuje pomocy. Zaproponowałam teściowej, żeby zabrała go samochodem do szpitala, ale zaczęła lamentować, że lekarze są już w drodze, musimy na nich poczekać, a jeśli nie mamy czasu itp. Zostawiłam męża z matką, podała mi niezbędne informacje o teściu – obecność alergii na leki, wzięłam jego dokumenty i zabrałam go samochodem do szpitala. Lekarze powiedzieli, że zdecydowały minuty, że jestem świetna, że przekazałam im niezbędne informacje. Po kilku dniach nic już nie zagrażało życiu teścia. Lekarze teściową również poinformowali, że moja decyzja uratowała życie teściowi. Po tym incydencie teściowa zmieniła swoje podejście do mnie. Teraz nie mówi, że podejmuję spontaniczne decyzje czy że jestem bardzo impulsywna, ale mówi, że nie nadąża za mną. I brzmi o wiele lepiej.



