Katarzyna, córeczko, kto tak kroi ogórki na sałatkę? Patrz, to nie kostka, a jakieś kamienie! Jak można tak wkładać do ust? Mężczyźni, nawiasem mówiąc, nie mają żelaznych mięśni żucia, potrzebują delikatności, troski Zofia Kowalska stoi nad duszą, a Katarzyna w pośpiechu dokańcza sałatkę.
Katarzyna mocno ściska rękojeść noża, aż jej palce blakną. Do przyjścia gości zostaje pół godziny, a teściowa, przybyła dwie godziny wcześniej pomóc, krąży po kuchni, przestawia słoiki z przyprawami i komentuje każdy ruch synowej.
Zosiu, to sałatka jarzynowa. Wszystko się w niej miesza. A Damian lubi, kiedy warzywa czują się, a nie zamieniają się w papkę odpowiada Katarzyna spokojnie, nie podnosząc głosu.
Och, co ty mi o Damianie mówisz! Ja go urodziłam, wyrosłam, trzydziest lat go karmiłam. Zawsze lubił, żeby wszystko było drobne, schludne. On ci to po prostu nie powie, żeby cię nie zranić. Nasz chłopak jest delikatny, to wina mojego wychowania. A wczoraj zauważyłam, że ma pomarszczoną koszulę, kiedy wpadł do mnie. Wstyd, Katarzynko. Żona musi dbać, by mąż chodził w jedwabiu.
Katarzyna wciąga głęboko powietrze i odkłada nóż.
Pracuję do siedemnastej, Zosiu. A Damian przychodzi o szóstej. On też ma ręce i żelazko stoi na widoku.
Teściowa przyciska ręce do piersi, na której błyszczy masywny brosz z bursztynem.
Ręce! Mężczyzna ma inne zadania. On jest żywicielem! A przytulność, porządek, czystość to święte obowiązki kobiety. Jeśli nie dasz rady, może rzucić pracę? Albo wstać wcześniej. Ja kiedyś wstawałam o piątej, by mężowi przed zmianą upiec świeże naleśniki. A ty? Gotowe produkty, pewnie wsypujesz?
Gotuję codziennie mówi Katarzyna. A teraz, przepraszam, muszę wyjąć mięso z piekarnika.
Obiad przebiega w napiętej atmosferze. Damian, mąż Katarzyny, siedzi przy stole, wpatrzony w talerz, udając, że nie czuje elektryzującej atmosfery. Wolą taktykę strusia: schować głowę w piasek (czy w zupę), a konflikt sam się rozpuści.
Zofia, po spróbowaniu pieczeni, którą Katarzyna marynowała dzień w specjalnym sosie, marszczy wargi.
No zjadliwie. Choć mięso jest twarde. Przesuszyłaś je, Katarzynko. I za mało soli. Damian, podasz sól?
Normalnie, mamo, smacznie mruczy Damian z pełnym ustami.
Smacznie mu nic słodszego niż marchewka nie jadł, więc smacznie. A podłogi? patrzy na laminat. W rogach szaro. Twój robot jeździ, bucza, a po co? Potrzebna ściereczka, ręce! Na kolanach! Tylko tak prawdziwa czystość się osiąga. Ty, Katarzynko, masz chłodne podejście do domu. Bez duszy, zimno, jak w urzędzie. Zła gospodyni, przepraszam, że mówię prosto. Kto ci powie prawdę, jeśli nie matka?
Katarzyna powoli odkłada widelec. W jej wnętrzu coś pęka. Pięć lat małżeństwa. Od pięciu lat stara się być idealna. Pracuje jako główna księgowa, dzieli z mężem kredyt mieszkaniowy, a wieczorami jest drugą zmianą przy garnku i ściereczce. Myje, szoruje, piecze, zagniata, by choć raz usłyszeć pochwałę. A w zamian zła gospodyni.
Patrzy na męża. Damian dalej żuje, nie podnosząc głowy, chroniąc żonę. Przyzwyczajony. Wygodnie mu: matka krytykuje, żona jeszcze bardziej się stara, a on po prostu konsumuje rezultat.
Czyli zła gospodyni? pyta cicho Katarzyna.
Nie obrażaj się, kochana macha Zofia, nakładając sobie kawałki przesuszonego mięsa. To fakt. Są kobiety domowe, przytulne, a są nowoczesne, kariery. U ciebie kurz leży na parapecie, zauważyłam to ostatnio. Łamie oczy.
Dobrze kiwa głową Katarzyna, na twarzy pojawia się spokojny uśmiech. Słyszałam, Zosiu. Dziękuję za prawdę.
Wieczorem, gdy teściowa w końcu odchodzi, zabierając po sobie pojemnik z ciastkiem (Zabiorę, żebyście nie zatruli się, jak zacznie pleśnieć), Damian rozkłada się na kanapie przed telewizorem.
Uf, co za dzień ziewa. Katarzynko, przynieś herbatę, a? Ciasto jeszcze jest.
Katarzyna stoi przy oknie, patrzy na nocny Warszawa.
Nie, Damianie.
Co nie? Ciasta nie ma? Mama wszystko zjadła?
Herbaty nie ma. A właściwie jej nie przyniosę.
Damian podnosi się na łokciu, zdumiony.
Co, wpadłaś na mamę? Daj spokój, ona już stara, jęczy ze zwyczaju. Nie przejmuj się.
Nie mam pretensji. Wyciągnęłam wnioski. Twoja mama powiedziała, że jestem złą gospodynią. Że wszystko robię bez serca, że mięso suszę, kurz nie widzę. Pomyślałam i zdecydowałam: po co mam cię i siebie męczyć swoją nieudolnością? Skoro nie potrafię prowadzić domu na odpowiednim poziomie, przestanę to robić w ogóle, by nie wstydzić się.
Damian rzuca się, myśląc, że to żart.
Dobra, przestałaś marudzić, wystarczy. Chodź, przytulę.
Katarzyna nie idzie. Bierze książkę i wchodzi do sypialni, zamykając drzwi na klucz.
Poniedziałkowy poranek zaczyna się dla Damiana od zerwania schematu. Zwykle budzi się od zapachu świeżo parzonej kawy i skwierczących jaj z boczkiem. Na krześle zawsze wisi wyprasowana koszula, a skarpetki leżą w porządku w stosie.
Dziś w mieszkaniu cisza. Kuchnia pusta i ciemna. Płyta zimna jak serce byłej.
Kochanie? zagląda Damian do sypialni. Żona już przy lustrze robi makijaż. A śniadanie?
W lodówce jajka, kiełbasa. Chleb w pojemniku odpowiada spokojnie, malując rzęsy.
Ale zawsze gotowałaś. Spóźniam się!
Ja też się spóźniam. A skoro jestem złą gospodynią, mogę zepsuć produkty. Może skorupka wpadnie do jajka? Albo kawa spali? Lepiej sam. Mężczyzna żywiciel, sam śniadanie zdobędzie.
Damian, przeklinając, rusza do kuchni. Kawa uciekła, zalewając płytę. Jajka przypalone z dołu, płynne z góry. Zjada suchą kanapkę z kiełbasą, zakłada wczorajszą koszulę, której nie brzmiała świeżo, i idzie do pracy zły i głodny.
Wieczorem historia się powtarza. Damian wraca, licząc na obiad. Katarzyna siedzi na kanapie w masce, przegląda magazyn.
Co na kolację? pyta, wpadając na własne szpilki, które nikt nie odłożył na półkę.
Zamówiłam sobie poké z łososiem, już zjadłam głos Katarzyny brzmi przytłumiony przez tkaninę maski. A ciebie nie zamówiłam, nie wiem, czy ci się spodoba. W zamrażarce są pierogi, gotowe.
Pierogi?! Pracowałem cały dzień! Chcę prawdziwego domowego jedzenia! Borcha!
Borcz to trudny przepis. Ja, z moim brakiem talentu, na pewno go zepsuję. Mama mówiła, że gotuję bez serca. Pierogi łatwiej nie zepsuć. Woda, sól, dziesięć minut i gotowe.
Damian chce wywołać awanturę, ale napotyka lodowaty wzrok żony. W jego spojrzeniu widać taką determinację, że rezygnuje. Gotuje pierogi, potem myje garnek, bo Katarzyna mówi: Myję naczynia słabo, zostawiam smugi, lepiej sam, dokładnie.
Mija tydzień. Mieszkanie powoli traci blask. Kurz, który Katarzyna zwykle wycierała co dwa dni, teraz wiruje w promieniach słońca. W zlewie góruje stos naczyń Damian myje tylko to, co potrzebne w danej chwili, a Katarzyna używa jednej talerzy i kubka, które od razu zmywa i chowa do własnej szafki.
W koszu na pranie rośnie góra męskich skarpet, koszulek i dżinsów. Katarzyny nie brakuje ubrań oddaje je do pralni w drodze do pracy lub pierze ręcznie tylko własne.
Damian chodzi zmęczony, zły i lekko stracony na diecie z kanapek i makaronu instant.
W sobotę rano dzwoni do drzwi. To Zofia Kowalska, przychodzi z inspekcją, jak co tydzień, ale tym razem bez zapowiedzi.
Otwierajcie, kochani! Przyniosłam naleśniki, bo wiem, że głodujecie na sucho żartuje, wchodząc do przedpokoju.
Jej wzrok spoczywa na stosie butów przy drzwiach. Wchodzi do salonu i widzi warstwę kurzu na telewizorze, na którym ktoś (najpewniej Damian) napisał palcem Umyj mnie. Na stoliku leżą suche filiżanki z zaschłymi torebkami herbaty i karton po pizzy.
O mój Boże! Co się stało? Czy wy chorzy? Katarzyna! Damian! Macie tu prawdziwy chlew!
Katarzyna wychodzi z sypialni w jedwabnym szlafroku, wyspana, z książką w ręku.
Dzień dobry, Zosiu. Dlaczego chlew? To zwykłe mieszkanie, nie ma pani sprzątaczki.
Jaka sprzątaczka?! O czym ty mówisz? przeczesuje palcem komodę i obrzydliwie patrzy na szary nalot na blacie. To antyhigiena! Damian, synku, jak możesz w tym żyć?
Damian wychodzi z kuchni, gryząc suchy piernik. Wygląda fatalnie. Koszulka pomarszczona, plama na spodniach.
Mamo, tak żyjemy mamrocze.
Katarzyna! głos Zosi wzbiera. Weź od razu ściereczkę! To hańba! Zaczynam od razu wielkie sprzątanie, a ty mi pomagasz. Jak ci się nie wstydź trzymać męża w brudzie?
Katarzyna spokojnie siada w fotelu, krzyżuje nogi i otwiera książkę.
Nie, Zosiu. Nie wezmę ściereczki. Same powiedziałaś w zeszłą niedzielę, że jestem złą gospodynią. Że nie myję dobrze, nie mam talentu. Przyjęłam twoją krytykę. Dlaczego mam robić to, w czym nie radzę sobie? Postanowiłam skupić się na tym, co mi wychodzi na pracy i odpoczynku.
Ty żartujesz? dusi się Zofia. Chciałam ci pomóc! Uczyłam cię!
Nauka skończona. Zostałam odrzucona za brak postępów.
Damian! Powiedz jej! krzyczy matka.
Damian patrzy najpierw na żonę, potem na matkę, potem na górę brudnych naczyń wystających z kuchni.
Mamo, co mam powiedzieć? Naprawdę cię wkurzyłaś. Katarzyna gotowała, sprzątała, a ty ciągle nie tak i nie tak. Dlatego się obraziła.
Nie obraziłam, Damianie poprawia Katarzyna. Zoptymalizowałam procesy. Jeśli mój wkład jest oceniany jako zero albo ujemny, logicznie przestaję marnować zasoby.
Zofia krwawi.
A więc? Tak to mówisz? To ja sama wszystko posprzątam! Gdy synowa nie radzi, matka musi ratować syna!
Zrzuca płaszcz, chwyta jakąś szmatę i rusza do boju. Następne trzy godziny w mieszkaniu rozbrzmiewa hałas. Teściowa myje, szoruje, odkurza, przy okazji komentując każde plamę.
Skurwysyn! Tu tłuszcz! Tu pajęczyna! Biedny mój chłopczyk!
Katarzyna cały czas spokojnie siedzi w pokoju albo przy kuchni, pije kawę (tylko dla siebie) i zajmuje się swoimi rzeczami. Nie proponuje pomocy, nie broni się. Po prostu obserwuje.
Damian próbuje pomagać matce, ale dostaje tylko nie wchodź!, dokąd się wbijasz!, idź lepiej jedz, przyniosłam kotlety.
Wieczorem mieszkanie lśni. Zofia, rozczochrana, spocona, czerwona, upada na kanapę. Ma podwyższone ciśnienie.
Wody chrząka.
Katarzyna podaje szklankę wody i tabletkę.
Dziękuję, Zosiu. Naprawdę jesteś mistrzynią sprzątania. Ja bym tego nie zrobiła. Widzisz, jak dobrze, że wzięłaś się za to profesjonalistka.
Zofia patrzy na nią z nienawiścią, ale sił do krzyków już nie ma.
Nie zostawię tego tak szepcze. Damian, musisz się z nią rozwieść. Nie kocha cię. Jest leniwa i egoistyczna.
Damian stoi przy oknie, patrzy na ulicę. Zjadł (maminy kotlety), mieszkanie jest czyste, ale mdli go. WidKatarzyna w końcu odłożyła nóż i zdecydowała, że ich szczęście zależy od wzajemnego szacunku, nie od krytyki.



