Teściowa naszego syna odebrała nam dziecko – odkąd się ożenił, syn nie chce nas odwiedzać, ciągle pr…

Wiesz co, powiem ci szczerze, jestem trochę rozbita przez ostatnie wydarzenia z naszym synem. Odkąd Bartek się ożenił, prawie w ogóle nas nie odwiedza. Jest ciagle u swojej teściowej, tej pani Jolanty, i cały czas coś się tam dzieje, jakaś nagła potrzebna pomoc, naprawy, cuda na kiju. Nawet sobie nie wyobrażam, jak ona wcześniej żyła, zanim jej córka wyszła za naszego Bartka.

Bartek jest żonaty już ponad dwa lata. Po ich ślubie dzieciaki wyniosły się na swoje do mieszkania, które kupiliśmy dla Bartka, jak zaczął studia na Politechnice Warszawskiej. Od małego miał nasze pełne wsparcie ile razy z nim rozmawialiśmy, pomagaliśmy, była rozmowa i zrozumienie. Nawet zanim się hajtnął, mieszkał już sam, bo miał blisko z mieszkania do pracy.

Nie powiem, że nie lubiłam Moniki, jego żony. Po prostu wydawała mi się wtedy zbyt niedojrzała do życia rodzinnego, mimo że młodsza od Bartka o zaledwie dwa lata. Ona była trochę jak dziecko, często kaprysiła i zachowywała się bardzo dziecinnie. Martwiłam się, jak Bartek to wytrzyma i czy tak zawsze będzie.

Ale jak poznałam ją lepiej i jej mamę, to wszystko się wyjaśniło. Bo pani Jolanta, choć rówieśnica ze mną, to też zachowuje się niepoważnie. Znacie może takie osoby, które wiecznie mają w sobie coś z dziecka, mimo że dawno już powinni być poważni? Takie duże dzieci, nieporadne, ciągle oczekują pomocy. Na dodatek ona już sześć razy była mężatką i za każdym razem jakoś się wszystko rozłaziło.

Nie miałyśmy praktycznie żadnych wspólnych tematów z panią Jolantą, bo ona zupełnie w innym świecie żyje. Starałam się być po prostu uprzejma i na ślubie dzieci wymieniałyśmy tylko grzecznościowe uśmiechy.

Pierwsze sygnały, że będzie problem, pojawiły się jeszcze przed ślubem, bo Monika ciągle ciągnęła Bartka do mamy. Raz cieknący kran, raz przepalona żarówka, raz półka w kuchni poleciała. Na początku przymykałam na to oko, w końcu tam nie ma żadnej męskiej ręki w domu, więc niech im Bartek pomoże.

Ale czas mijał, a lista awarii i domowych katastrof u teściowej nie malała. Bartek coraz rzadziej do nas zaglądał, tłumaczył się za każdym razem, że muszą z Moniką do jej mamy, bo coś trzeba naprawić albo przestawić. Nawet święta zaczęli spędzać wyłącznie u teściowej, a u nas zostawałam ja, mój mąż Marek i moja mama.

Bolało mnie trochę, jak Bartek przestał się pojawiać u nas na rodzinnych spotkaniach. Ale kiedy zaczął totalnie olewać nasze prośby o pomoc, to już był inny poziom. Na przykład, kupiliśmy nową lodówkę i poprosiłam Bartka, żeby pomógł ją wnieść. Najpierw się zgodził, a potem, dzień przedtem, zadzwonił, że jednak nie może, bo muszą pojechać do Jolanty, bo im pralka przecieka.

Jak Mariusz, mój mąż, zadzwonił później do Bartka, usłyszał Monikę w tle: A nie mogli sobie wynająć firmy od przeprowadzek?. No i w końcu Bartuś przyszedł, ale był naburmuszony.

Tato, serio, nie mogłeś zamówić ekipy? Teraz ja muszę wszystko robić!

Wtedy się zagotowałam. Zastanawiałam się, dlaczego to jego teściowa nie wezwie po prostu fachowca? Ona żyje chyba w innej rzeczywistości, w której takich specjalistów nie ma A Bartek się tłumaczył, że ona już kilka razy zapłaciła i ją oszukali, nie naprawili, tylko zepsuli i zniknęli z kasą.

Marek nie wytrzymał i palnął, że może Jolanta to nie ogarnia sprzętów AGD, ale za to świetnie dogląda owiec, bo z prowadzeniem na manowce sobie świetnie radzi. Bartek się oczywiście wściekł i wyszedł trzaskając drzwiami. Ja się wtedy nie wtrącałam, bo w sumie Mariusz miał rację cały ten ciężar nowej rodziny jest na Bartku, a do nas już prawie nie zagląda, nie ma na nas czasu.

Po tej kłótni Bartek przez dwa tygodnie nie rozmawiał z ojcem. Mój mąż stwierdził, że nie zamierza się pierwszy odzywać, a Bartek twardo mówi, że dopóki tata się nie przeprosi, to on też nie zadzwoni. I ja teraz jestem między młotem a kowadłem, bo sercem rozumiem męża, ale myślę, że mógł powiedzieć do syna trochę łagodniej. A jak tak dalej pójdzie, to całkiem stracę kontakt z Bartkiem, a na pewno nie chcę go stracić przez jakieś bzdury.

Oczywiście, teściowa Moniki, pani Jolanta, w tej sytuacji jest cała na plus wszystko jej się teraz układa, ma Bartka zawsze pod ręką. A mi już czasem ręce opadają Wiesz, poważnie, nie wiem, jak z tego wybrniemy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 4 =

Teściowa naszego syna odebrała nam dziecko – odkąd się ożenił, syn nie chce nas odwiedzać, ciągle pr…