Pójście do pierwszej klasy to poważna sprawa, więc mama i tata wybrali dla mnie dobrą szkołę. I taką, żeby mieć blisko domu, a nauczyciele są mili. Tata uważa, że mama jest zbyt zaniepokojona i nie jest to problem na skalę światową. Oczywiście nie światową, ale ja też się martwię, tak jak mamusia. Gdyby tam była Tosia… Tosia mieszka w sąsiednim bloku. Bawiłyśmy się razem w piaskownicy i w przedszkolu byłyśmy w tej samej grupie, a ona jest moją przyjaciółką.
– A mogę iść do tej samej szkoły co Tosia? – zapytałam mamę. –
Nie wiem, kotku, pomyślimy. Twoja babcia bardzo chce, żebyś poszedł do szkoły w pobliżu jej domu, a to jest daleko, więc Tosia raczej nie pójdzie tam razem z Tobą.
– Po co mam tam chodzić?
– Babcia uważa, że Cię bardzo kocha, ale też twierdzi, że jesteś jeszcze za mała, żeby być sama przez cały dzień. A z tej szkoły będzie Cię mogła odebrać. Potem zjesz razem z nią obiad, pobawisz się, możesz odrobić lekcje, gdy my będziemy w pracy. Co Ty na to?
– Czyli będę mieszkać u niej?
– Oczywiście, że nie. Odbierzemy Cię wieczorem. To dla nas nie jest zbyt wygodne, ale będziesz pod nadzorem przez cały dzień. Tak zdecydowaliśmy.
Kupiłam bardzo ładną torbę z jednorożcem, kilka zeszytów, długopisów i ołówków oraz wiele innych rzeczy, które zapierają dech w piersiach. Wczoraj poznałam moją pierwszą nauczycielkę. Jest taka piękna, wysoka i zabawna. Już nie mogę się doczekać, chociaż nie muszę długo czekać.
Za tydzień będzie pierwszy września! Ale dzisiaj zadzwoniła babcia i powiedziała, że ma jakiś ból, nie może chodzić, ręce są słabe, a głowa boli. Tata był przerażony, chciał ją zabrać do lekarza, ale babcia nie chciała. Wygląda na to, że nie lubi lekarzy. A mama powiedziała, że babcia po prostu zmieniła zdanie, żeby się ze mną opiekować.
– Żeby Twoja matka odmówiła pójścia do lekarza… Wiesz, jak bardzo się o siebie martwi. Nie rozumiem, dlaczego w ogóle musiała się wtrącać? Nie liczyliśmy na jej pomoc. Co teraz zrobimy?
– Spróbujmy przenieść dziecko do innej szkoły, bliżej.
– To nierealne, wiesz. Musimy teraz co najmniej do końca roku wytrwać. I nie mam pojęcia jak…
Krzyczeli i wyzywali się, a ja siedziałam z tornistrem w kącie i byłam bardzo smutna.



