Kiedy mój mąż i ja postanowiliśmy mieć drugie dziecko, pracował w dobrej firmie. Mieliśmy wystarczająco pieniędzy na wszystko. Jednak tuż po moim porodzie firma zbankrutowała i została zamknięta. Mąż stracił pracę i natychmiast zaczął szukać innych możliwości, ponieważ wszystko spoczywało na jego barkach. Nasz starszy syn za rok pójdzie do szkoły, a młodsza córka jeszcze przez dwa lata nie może iść do przedszkola, więc nie mogę wrócić do pracy. Mój mąż znalazł nowe dobre zatrudnienie z perspektywą rozwoju kariery, ale potrzeba jeszcze kilku lat pracy, aby osiągnąć dobrą pensję.
Nasza sytuacja była do zaakceptowania, choć nie mieliśmy dużo pieniędzy, ale starczało na życie. Jednak w tym czasie siostra męża, ze strony matki, przeprowadziła się do swojego narzeczonego. Wtedy teściowa skierowała swoją uwagę na nas. Doszła do wniosku, że jesteśmy biedni. Myślałam, że może nam jakoś pomoże. Być może moje dziecko zostanie pod jej opieką, dopóki znajdę pracę dla siebie. Ale niestety, teściowa znalazła bardziej wygodne rozwiązanie dla siebie i swojego syna. Teraz codziennie przynosi do naszego domu pojemnik z jedzeniem. Nie ma to nic wspólnego z proporcjonalnym posiłkiem dla trzech osób. Twierdzi, że to tylko dla jej syna.
Teściowa sądzi, że jem z dziećmi za trzy osoby i nie zostawiam nic dla męża, który cały dzień spędza w pracy. Mój mąż powiedział mamie, że dobrze się odżywia. Nie jemy cienkiej zupy – kupujemy mięso i owoce dla dzieci, ale teściowa nie uznaje tego i nadal przynosi pojemnik tylko dla syna. Pewnego dnia nie mogłam tego już znieść i zapytałam ją: „Dlaczego więc tylko jedna porcja? Przecież masz również wnuki, mogłabyś przynajmniej przynieść im jabłka z szacunku.” Teściowa odpowiedziała: „Jestem emerytką i nie muszę już karmić całej rodziny.” Ta postawa teściowej jest dla mnie niezrozumiała, a mój mąż również się z tym nie zgadza.



