Wkrótce będę miała urodziny. I oto dosłownie wczoraj, zupełnie niespodziewanie, pojawiła się teściowa. Zadzwoniła i zapytała, jak się czuję, jak ze zdrowiem, i tak dalej. Odpowiedziałam, że wszystko w porządku, nikt nie choruje. A ona nagle: – Słuchaj, córeczko (córeczko? Nigdy wcześniej mnie tak nie nazywała!). Masz niedługo urodziny. Będziesz świętować? Długo już nie byliśmy u was. A tak chciałoby się posiedzieć z wami. U Ciebie zawsze jest smaczne jedzenie. Lubię to, jak gotujesz. Stało mi się aż niewygodnie z takiego niespodziewanego komplementu:
– Gotuję tak jak zawsze. A urodzin nie będę obchodzić. Mam mnóstwo planów na następny dzień. – Jakie to plany? Może pójdziecie do restauracji? Ale to kosztowne. Lepiej kupcie więcej mięsa i przygotujcie w domu.
– To mój dzień urodzin. Będę go świętować tak, jak chcę.
Jeszcze długo próbowała mnie przekonać lub zmienić moje zdanie, ale stanęłam na swoim. I mój mąż był po mojej stronie. Po tym polubiłam go jeszcze bardziej. Chociaż pozostało nieprzyjemne uczucie, że teściowa była urażona. W sumie, tak jej się należało. Przez pięć lat starałam się zdobyć jej przychylność, zgadzałam się na wszystko. Teraz będę żyć i postępować tak, jak sama chcę.




